Wczytuję...

ZAGRAJ W LIDZE FANÓW!

Szukasz profesjonalnych rozgrywek piłkarskich dla amatorów ? Cenisz sobie rzetelność, fachowość i perfekcję ? To wszystko gwarantujemy Ci w Lidze Fanów!

ZGŁOSZENIE INDYWIDUALNE

Nie masz zespołu? Chciałbyś zagrać w Lidze Fanów? Uwielbiasz piłkę nożną? Wychodzimy naprzeciw waszym oczekiwaniom i proponujemy komfortowe rozwiązanie!

LIGA FANÓW NA INSTAGRAMIEE

Masz Instagram? Obserwuj nas i bądź na bieżąco! Zobacz co tam znajdziesz z życia Ligi Fanów.

ZMIANY NA FACEBOOKU!

Na facebooku doszło do dużych zmian. Jedną z ich konsekwencji może być to, że przestaniecie widzieć nasze posty. Sprawdźcie jak się do tego przygotować, aby być z LIGĄ FANÓW na bieżąco!…

ZAGRAJ W LIDZE FANÓW!
ZGŁOSZENIE INDYWIDUALNE
LIGA FANÓW NA INSTAGRAMIEE
ZMIANY NA FACEBOOKU!

MNÓSTWO CIEKAWYCH SPOTKAŃ NA ZAKOŃCZENIE SEZONU!

19
Cze

I w ten oto właśnie weekend zakończył nam się nam sezon 2018\2019 w Lidze Fanów. Czas na podsumowania jeszcze przyjdzie - na teraz można śmiało powiedzieć jedno - poziom sportowy na pewno wzrósł, a przede wszystkim się bardziej wyrównał. Finisz rozgrywek był bardzo emocjonujący i napięty, walka o jak najlepsze pozycję była bardzo zacięta. Ostatnie mecze nie zawiodły i choć wielu jest już myślami na wczasach, urlopie czy wakacjach, nie zabrakło dobrej gry i kilku naprawdę znakomitych spotkań. A co konkretnie działo się na Grenady przeczytacie w najświeższym raporcie meczowym - Zapraszamy!

MNÓSTWO CIEKAWYCH SPOTKAŃ NA ZAKOŃCZENIE SEZONU!

 

I LIGA

 

Contrze do zdobycia mistrzostwa zostały dwa kroki. Pierwszy z nich wydawał się o wiele prostszy, bo pretendenci do tytułu mierzyli się z Saską Kępą, która co prawda wciąż walczyła o utrzymanie, ale nie dawaliśmy im zbyt dużych szans na powodzenie. Nasze przewidywania się sprawdziły, bo Contra dość szybko objęła prowadzenie i po prostu punktowała rywala. Już do przerwy padł wynik 0-6, co nie pozostawiało złudzeń, która drużyna jest lepsza. W drugiej części Contra wiedząc, że ma do rozegrania jeszcze jeden mecz, nieco spuściła z tonu, choć i tak czasem mieliśmy wrażenie, że tempo akcji przy tak korzystnym wyniku jest nadal wysokie i zespół Michała Raciborskiego może zapłacić za to cenę w kolejnym starciu. W drugiej części bramkę honorową dla Saskiej Kępy strzelił Korneliusz Troszczyński i było to jedyne trafienie jego zespołu w tym spotkaniu. Contra pewnie pokonała oponenta, czym przy okazji ucieszyli Drunk Team, który dzięki temu utrzymał się w I lidze. Pierwszy krok zrobiony pozostał już ten ostatni...

Contrze zostało spotkanie z Tylko Zwycięstwo, gdzie przy zwycięstwie to ekipa Michała Raciborskiego zostałaby mistrzem. Sęk w tym, że mając w nogach już 50 minut kolejny mecz grali z drużyną ,która w tym sezonie ,a przynajmniej w rundzie wiosennej, gra bardzo dobrze i też miała swój cel, bo wygrywając zapewniłaby sobie trzecie miejsce i awans do ekstraklasy. Już początek meczu pokazał, że goście są zdeterminowani i zmotywowani, aby zrealizować swoje marzenia o grze w elicie. Jak zawsze doskonale funkcjonowała obrona prowadzona przez Mateusza Górskiego, a w przodzie swoich szans szukał Andrzej Morawski. I mimo że w pierwszym fragmencie meczu to gospodarze atakowali, to nadziali się na kontry i zrobiło się ciekawie. Do przerwy mamy 1:3. Po przerwie szybka bramka „Androna" powoduje, że Contra jest pod ścianą i mistrzostwo oddala się znacząco. W końcu zapada decyzja o wycofaniu bramkarza Macieja Antczaka ,ale ten manewr nie przynosi efektu i mimo kilku sytuacji brakuje czasu, by odrobić straty. Contra przez cały sezon liderując na finiszu traci mistrzostwo na rzecz Hiszpanów. Tylko Zwycięstwo jak najbardziej zasłużenie zajmuje trzecie miejsce i w przyszłym sezonie rozpocznie swoją przygodę z ekstraklasą Ligi Fanów.

II LIGA

To był ostatni mecz jaki został rozegrany w sobotę. Joga Bonito podejmowała ALPAN i było to starcie bez większe presji dla jednych i drugich. Zwycięstwo czy porażka niewiele by bowiem zmieniły w ich ogólnej sytuacji, co być może miało wpływ na skład, jaki zebrała w weekend Joga. Otóż zawodników było tylko sześciu, a wśród nich brakowało choćby Artura Markiewicza. ALPAN kadrę miał ciut szerszą, no i przede wszystkim nie zabrakło w niej Artura Miszkiewicza i Damiana Borowskiego. Dwójkowe akcje tych graczy to esencja futbolu sześcio-osobowego. Podanie z obrony, przyjęcie piłki przez „obrotowego", który następnie zgrywał futbolówkę temu, który akcję rozpoczynał i tak padło kilka bramek dla ALPANu. Proste środki, ale jakże skuteczne. Joga Bonito nie miała na nie sposobu, a na domiar złego – ten zespół był w sobotę wybitnie nieskuteczny. Oddajmy też cześć bramkarzowi ALPANu Kubie Nowickiemu, który bronił świetnie, lecz wiele strzałów było też niecelnych. Na początku drugiej połowy Joga doszła jeszcze ze stanu 1:5 na 3:5, ale praktycznie od razu dostała bramkę numer „6" i nadzieja na zwycięstwo umarła. Gra bez zmian musiała się tak jednak skończyć, tym bardziej, że przeciwnik był tego wieczora naprawdę nieźle dysponowany.

Złączeni do meczu z Laga Taką przystępowali bez presji i mając utrzymanie chcieli dobrze zakończyć sezon. Laga trochę za poźno zaczęła gonić rywali i nie zdołała się utrzymać. Pierwsza połowa to koncertowa gra ekipy z Grodziska, która była niezwykle skuteczna i szybko wypracowała sobie solidną przewagę. Goście grali niedokładnie i mieli problemy z wymienieniem kilku celnych podań. Jedynie Oscar Górecki próbował szarpać z przodu i był autorem jedynego gola Lagi do przerwy. Rywale postrzelali trochę więcej i z wynikiem 5:1 schodzili na przerwę. Po zmianie stron role się odwróciły. Zespół Mariusza Niedźwiadka spuścił z tonu, a Lagerzy zaczęli odrabiać straty. Uaktywnił się Tomek Cymerman strzelając dwa gole, a na drugie 25 minut przyjechał Ashot Galstyan i był dużym wzmocnieniem drużyny Radka Małeckiego. Mimo ambitnej walki do końca nie udało się choćby zremisować. Złączeni kończą na 9 miejscu co na pewno dla chłopaków jest rozczarowaniem , a Laga w nowym sezonie, mamy nadzieję w nowym składzie, szybko wróci na drugi poziom rozgrywkowy.

Mecz pomiędzy Niezłomnymi ,a LTM Warsaw nie tylko decydował o mistrzostwie ,ale wielu zawodników rywalizowało bezpośrednio między sobą o nagrody indywidualne. Pierwsza połowa niezwykle wyrównana i widać było że obie drużyny z respektem podchodzą do rywalizacji. Świetnie jak zawsze spisywali się obaj bramkarze przez co oglądaliśmy tylko jedno trafienie w pierwszej połowie. Ten pierwszy cios wyprowadziła ekipa Irka Webera po składnej akcji całej drużyny. Po przerwie Niezłomni starają się doprowadzić do wyrównania ,ale nadziewają się na kontrę po której mamy już 0:2 na tablicy wyników. O utrzymanie emocji zadbał jak zawsze Taras Kobliuk ,który strzela gola kontaktowego. Od tego momentu gospodarze mają kilka sytuacji na remis ,ale Andrzej Gronosz czujnie strzeże dostępu do swojej bramki. Decydujący fragment meczu to niestety błąd w wyprowadzeniu piłki drużyny z Ukrainy i po przejęciu futbolówki Kamil Krupa precyzyjnym strzałem pokonuje Vitaliya Yaszczuka. Mamy 1:3. Niezłomni walczą do końca, ale nie udaje się uzyskać korzystnego wyniku, a ten ostatecznie brzmi 2-4. LTM mistrzem z perspektywy tego sezonu i składu jaki posiada ten zespół na pewno powalczy o czołowe lokaty nawet w pierwszej lidze. Niezłomni również z awansem i szkoda tylko, że kilku kluczowych graczy zabrakło szczególnie w defensywie, bo wtedy ten mecz byłby jeszcze bardziej wyrównany i Taras Kobliuk miałby więcej możliwości w ofensywie. Na szczególne podkreślenie zasługuje fakt bardzo przyjaznej i miłej atmosfery po meczu co pokazuje, że drużyny nie tylko tworzą fantastyczne widowiska na boisku ,ale budują pozytywne relacje poza nim.

Bez większej niespodzianki zakończył się mecz pomiędzy Gangiem z Kabat, a FC Rivers. Ostatnio forma zespołu Leszka Parzniewskiego poszła w górę i to właśnie goście byli faworytem tego spotkania. Zaczęło się jednak od prowadzenia ekipy z Kabat, ale były to miłe złego początki. Bramka wyrównująca padła po rykoszecie, który zmylił bramkarza, chwilę później podwyższył Michał Ściborowski, a jakby tego było mało, sędzia podyktował dla Riverów rzut karny, który pewnie wykorzystał Andrzej Milewski. Do przerwy padłby wynik 1-4, lecz błąd w obronie gości spowodował, że Gang nieznacznie zmniejszył stratę do rywala. W drugiej części udało im się strzelić bramkę na 3-4, ale był to ostatni bramkowy akcent gospodarzy. W dalszej części meczu do bramki trafiali jedynie zawodnicy FC Rivers, którzy pewnie pokonują swojego oponenta 3-7. Dzięki temu Leszek Parzniewski i spółka obronili 5 miejsce, które z perspektywy całego sezonu nie jest najgorsze. Gang z Kabat pieczętuje swój los i zajmuje ostatnie miejsce w tabeli, a w przyszłym sezonie będą musieli na nowo budować swoją markę.

Dla Wiernego Służewca potyczka z Warszawską Ferajną miała szczególne znaczenie, patrząc na wynik z jesieni. 1-20 to najwyższa porażka zespołu ze Służewca w historii. W tamtym spotkaniu skład Wiernego był najsłabszy jaki widzieliśmy w całym sezonie, ale chęć zmazania plamy z jesieni była obecna w każdym z zawodników Piotra Gratkowskiego. Początek meczu, jak i całe spotkanie było mocno wyrównane. Przy stanie 1-1 sędzia podyktował rzut karny dla gospodarzy, który został pewnie wykorzystany i mieliśmy 2-1. Jeszcze w pierwszej części Ferajnie udało się wyrównać i na przerwę zespoły schodziły przy stanie 3-3. Niedługo po gwizdku oznajmiającym początek kolejnych 25 minut gry zawodnicy ze Służewca podwyższyli na 4-3. W drugiej części Wiernemu udało się odskoczyć na parę bramek, i gdy wydawało się że pewnie dowiezie zwycięstwo, w ich szeregi wkradło się małe rozluźnienie i zaczęli tracić gole, a rywal rozpoczął pogoń za choćby remisem. Swoją drogą należy podkreślić że mecz oglądało się z przyjemnością. W obu ekipach było widać chęć do gry, zawodnicy pokazywali się partnerom nie chowali się przed piłką, przez co widzieliśmy w tym meczu parę ładnych klepek i składnych akcji. Ostatecznie mecz kończy się, po nerwowej końcówce 6-5 i gospodarze, choć trochę rewanżują się za pogrom z jesieni, przeskakując Ferajnę w tabeli.

W ostatnim meczu sezonu w II lidze Virtualne Ń podejmowali zdegradowane Old Eagles Koło. W początkowej fazie meczu zarysowała się lekka przewaga gospodarzy, a duet Kolasa Chrzanowski w ofensywie był bardzo groźny. W ekipie z Koła widać było spore braki kadrowe przez co nie zawsze zawodnicy, którzy pojawili się na Grenady, potrafili znaleźć wspólny język na boisku. Do przerwy mamy 2:0 dla drużyny Marka Giełczewskiego. Po zmianie stron gra drużyny Janka Drabika wygląda dużo lepiej. Wreszcie zawodnicy potrafią zagrać kilka dokładnych piłek do napastników. Daniel Próchniewicz wykorzystuje dwie dogodne sytuacje i dzięki temu mamy wynik na styku i brakuje tylko jednej bramki do remisu. Na nieszczęście gości, po nastrzeleniu piłki na Roberta Zająca ta lobuje bramkarza Orzełków i mamy gola decydującego o wygranej Virtualnych. Cieszy nas powrót po kontuzji Sebastiana Chrzanowskiego, który zagrał świetne spotkanie i po kontuzji widać nie ma już śladu. Orzełki lądują w trzeciej lidze ,ale gdy ten sam skład będzie grał w przyszłym sezonie, to o szybki powrót do drugiej ligi jesteśmy spokojni.

III LIGA

Szalony przebieg miało spotkanie Niedzielnych z Eleganckimi Chłopakami. Na dobrą sprawę powinno się ono rozstrzygnąć w trakcie pierwszych kilkunastu minut, gdy ci pierwsi grali o jednego mniej, a drudzy stworzyli sobie wiele dogodnych okazji do zdobycia bramki. Ich problem nazywał się jednak Marcin Aksamitowski. Golkiper Niedzielnych bronił wszystko, a ponieważ jego koledzy z pola, gdy tylko zapuszczali się pod świątynię rywali, to zwykle wracali z bramką, to wynik do przerwy brzmiał tylko 3:2 dla Eleganckich. Tyle że bracia Bączek i spółka grali słabo. W rozegraniu brakowało im cierpliwości – zamiast zmusić do biegania zmęczonych rywali, swoimi złymi decyzjami pozwalali konkurentom nabrać wiatru w żagle. A ci grali ekonomicznie i skutecznie – w pewnym momencie wyszli nawet na prowadzenie 5:4! Ale nie byli w stanie tego utrzymać. Brak sił dał o sobie znać w końcówce spotkania, którą Eleganccy rozegrali tak, jak powinni całe spotkanie. I chociaż wygrali, to paradoksalnie lepsze wrażenie pozostawili po sobie ci, którzy z boiska zeszli pokonani. I kto wie, jakby to się skończyło, gdyby mieli chociaż jednego na zmianę.

Totalna demolka – tak należy w dwóch słowach skomentować rywalizację Narodowego Śródmieścia z Truskawką na Torcie. Ten mecz miał swój początek w sobotę o 15:00 i pogoda była taka, że ledwo można było wystać, a co dopiero biegać. A ponieważ na boisku spotkały się zespoły o skrajnie innej charakterystyce, to tutaj musiało się skończyć deklasacją. Ekipa Marka Szklennika po prostu nie była w stanie nawiązać równorzędnej walki z przeciwnikiem, ale przede wszystkim z pogodą. Co innego ich dużo młodsi rywale – ci szybko przystosowali się do panujących warunków i już do przerwy prowadzili 7:0. Na początku jeszcze nawet pressowali swojego konkurenta, ale potem nawet to nie miało sensu, bo ten wiele piłek oddał im za darmo. Gracze Truskawki szybko za nowy cel obrali sobie to, by nie stracić tutaj gola i to również im się udało. Cóż – po prostu różnica klas, różnica wieku, różnica prędkości. Pewnie moglibyśmy tak wymieniać, ale też nie ma co się na Narodowym Śródmieściu wyżywać. Pewnie zdawali sobie sprawę, że tutaj może się skończyć bardzo źle, a mimo to nie zostali w domach, tylko podjęli rękawicę. I za to im chwała!

Niby mecz o nic, a walka szła jak o awans – w taki sposób zapamiętaliśmy konfrontację Wolskiej Ferajny z Walking Dead. Ogólnie Trupy to spotkanie zagrały w mocno okrojonym składzie, aczkolwiek po stronie rywali też było sporo nieobecności. Ferajna wyglądała też od początku na zespół bardziej zdeterminowany i po 25 minutach prowadziła już 6:2. Ale wtedy na Grenady dojechał Igor Petlyak i wraz z jego wejściem na plac, gra podopiecznych Irka Webera zyskała na jakości. Przegrywającym pomogła też żółta kartka dla Czarka Majewskiego – w trakcie 180 sekund, które spędził on na ławce kar, Trupy zdobyły kolejne dwie bramki i zrobił się remis! Miejscowi zdawali sobie sprawę, że byłoby fatalnie, gdyby przegrali mecz, gdzie już tak wysoko wygrywali i ta świadomość sprawiła, iż to do nich należały kluczowe fragmenty spotkania. Najpierw gol po kontrze na 7:6, potem następny a wszystko sfinalizował strzałem z własnego pola karnego bramkarz – Kamil Jagiełło. To była prawdziwa truskawka na torcie tego meczu, który mógł się podobać, nawet jeśli sędzia kilka razy musiał interweniować. Ale taki już charakter obydwu drużyn, które, gdy jest szansa na zwycięstwo – nie odpuszczają. I bardzo dobrze!

Mistrz trzeciej ligi Deportivo la Chickeno podejmował Diabła Trzeci Róg ,którzy wiedząc o wygranej Truskawki musieli pokonać ekipę Mateusza Tarnowskiego, by zdobyć brązowe medale. Pierwsza połowa to zdecydowana dominacja gospodarzy. Ekipa Maćka Biernackiego nie przypominała w żaden sposób drużyny, która przed tygodniem zdeklasowała drużynę Tomka Cymermana. Gra bez pomysłu ,powolna, czytelna dla rywali i mając kilka zmian, byliśmy zdziwieni, że Ci którzy byli na boisku biegali tak, jakby nie mieli alternatywy do zmiany. Do tego w końcówce pierwszej odsłony po faulu pod bramką rywali Czikeny szybko wznawiają grę i po kontrze mają już trzy bramkową przewagę. Kapitan Diabłów zamiast uderzyć się w piersi za gapiostwo to zaczyna polemikę z sędzią i dodatkowo osłabia swój zespół. Po chwili wytchnienia, zaczyna się druga połowa od bramki gospodarzy. Ponownie, po pechowej akcji Diabłów piłkę szybko wybija bramkarz Tomasz Januszkiewicz, a Konrad Szkopiński nie marnuje takich okazji. Goście jednak nie rezygnują i walczą do końca. Trzeba przyznać, że okazji mają bez liku ,ale tego dnia są po prostu nieskuteczni. 4:2 po końcowym gwizdku i dosłownie w ostatniej akcji meczu czerwona kartka dla Ernesta Wożniaka za brzydki faul. Niepotrzebne zachowanie zawodnika, który jest jednym z najbardziej doświadczonych graczy w lidze. Nie możemy nie wspomnieć o kapitanach obydwu zespołów ,którzy bardzo nisko ocenili pracę sędziego. Rozumiemy rozgoryczenie wynikiem ,ale kapitan powinien na chłodno i obiektywnie podchodzić do takich ocen tym bardziej, że pytani przez nas zawodnicy obu drużyn nie mieli większych zastrzeżeń do pracy arbitra, więc pytanie pozostaje otwarte, skąd takie noty panowie?

Starcie Young Guns z FC Po Nalewce jakiegoś większego ciężaru gatunkowego nie miało. Gospodarze pewni drugiego miejsca , a goście spokojni, bo utrzymanie w lidze zapewnione. Stąd panów po "nalewce" zjawiło się tylko 6 i bez zmian na luzie podeszli do ostatniego starcia w tej kampanii. Młode Strzelby walczyły jeszcze w klasyfikacjach indywidualnych, a szczególnie na asystach zależało Rafałowi Dobroszowi. Już na początku spotkania trzy asysty udało się uzbierać, a bramki strzelał nie kto inny jak Marek Sanecki. Cały mecz to ciągłe ataki gospodarzy i tak naprawdę wynik tego meczu powinien być trzy razy wyższy ,ale brak skuteczności pod bramką rywala był szczególnie w drugiej połowie niewyobrażalny. W pewnym momencie mieliśmy wręcz kuriozalne sytuacje w których Rafał mając przed sobą pustą bramkę starał się dogrywać do kolegów. A że Ci byli porażająco nieskuteczni to ostatecznie zabrakło Rafałowi jednej asysty by wyprzedzić Grzegorza Bogdańskiego z Walking Dead. Young Guns wygrywa na zakończenie 8:1 i odbierze na koniec sezonu srebrne medale. Fc Po Nalewce pierwszy sezon na przetarcie z Ligą Fanów mają za sobą i w kolejnym powinno być już o wiele lepiej.

W ostatnim meczu III ligi IJaToSzanuję podejmowało Elitarnych Gocław. Była to ostatnia szansa na 3 punkty i dla gospodarzy ostatni dzwonek na wydostanie się z ostatniego miejsca w tabeli. W pierwszej części jeszcze się udawało nawiązywać równorzędną walkę z rywalem, bo po premierowych 25 minutach Elitarni prowadzili jedynie 1-2. Po zmianie stron coś pękło w drużynie gospodarzy i rywale zaczęli odjeżdżać z wynikiem, a zespół Daniela Backiela nie był w stanie dogonić przeciwnika. Dopiero w końcówce udało się strzelić drugą bramkę, ale było to już przy wyniku 2-8. Ostatecznie Elitarni wygrywają 2-9 będąc znacznie lepszą drużyną. Gospodarze częściej decydowali się na indywidualne akcje niż grę zespołową. Widać było że brakuje zgrania w szeregach I Ja To Szanuję i nie ma chemii między zawodnikami przebywającymi na boisku. Po drugiej stronie był zespół z Gocławia, który był dobrze zgrany ze sobą, każdy wiedział co i gdzie ma grać i to było kluczowe dla przebiegu tego spotkania, stąd tak wysoki wynik.

 

IV LIGA

Sparta w eksperymentalnym składzie podejmowała pewną trzeciej lokaty Miksturę. Z większą werwą w mecz weszła ekipa z Pragi i to ona objęła prowadzenie. Po chwili akcja stadiony świata. Marek Pinski zagrywa wewnętrzną częścią stopy na głowę Krzyśka Nałęcza i mamy już 2:0. Goście budzą się z letargu i łapią kontakt z przeciwnikiem. Do przerwy mamy 3:2 dla Sparty i zaraz po wznowieniu Mateusz Jochemski na fantazji strzela bramkę z połowy boiska i mamy remis. Mecz na styku przez całą drugą połowę i gdy jedna z drużyn strzela natychmiast mamy wyrównanie. Więcej determinacji i chęci zwycięstwa mają gospodarze i praktycznie w ostatniej akcji meczu Marcin Rakowski strzela gola zwycięskiego. Sparta na zakończenie pokazuje, że potrafi grać z najlepszymi i wygrywać i teraz jest czas, aby poszukać zawodników do wzmocnienia drużyny, bo wąska kadra, mamy wrażenie, spowodowała, że ta ekipa skończyła sezon w środku tabeli. Mikstura awansuje do trzeciej ligi i na pewno nie będzie w tej lidze kopciuszkiem, bo widać było, że w tym ostatnim meczu sezonu nie było takiej mobilizacji i determinacji do walki na całego.

Lujwaffe Tarchomin, aby zdobyć mistrzostwo, musiało wygrać swój mecz i liczyć na to, że Genduś zabierze punkty Alei. Scenariusz niby mało prawdopodobny, ale jak to się mówi póki piłka w grze... Najpierw jednak trzeba było zdobyć 3 punkty z Przypadkowymi Grajkami, a jak się okazało, przynajmniej z początku, nie było to takie proste. Początek meczu był dość szokujący, bo szybko wynik otworzył Piotr Pieńkowski, a po pewnym czasie na 2-0 dla Grajków podwyższył Maciej Krupiński. Lujwaffe za nic nie mogło się wstrzelić w bramkę przeciwnika, jak nie słupek czy poprzeczka, to swój zespół ratował Mateusz Tuzin, parokrotnie popisując się świetną paradą. Dopiero Mateusz Wysocki przełamał tę strzelecką indolencję trafiając na 2-1, kiedy to zespół z Tarchomina grał w przewadze. Tak też kończy się pierwsza połowa. Druga połowa była już lepsza po bardzo słabych premierowych 25 minutach w wykonaniu Lujów. Udało im się dwukrotnie wyrównać stan posiadania (bramki na 2-2 i 3-3). Kiedy weszli już na wyższe obroty w końcu wyglądali jak zespół, który walczy o mistrzostwo. Ostatecznie w drugiej części nie dali szans rywalowi i wygrali mecz 3-8. Pozostało już tylko czekać i liczyć na pomoc Gendusia...

NAF Genduś pomimo braku Michała Ochockiego i Krzyśka Niewierkiewicza czyli bardzo istotnych zawodników ofensywnych, przybył na Grenady w dość solidnym składzie. Aleja Seksu i Biznesu musiała zagrać bez zmian, ale za to w szóstce pojawili się najważniejsi gracze. W pierwszej połowie dość długo utrzymywał się wynik 0-0 i żadna ze stron nie potrafiła przełamać obrony rywala. Jeszcze w pierwszej części Aleja dwukrotnie pokonała bramkarza Gendusia, natomiast rywal za sprawą Alberta Stankiewiczna trafił do bramki tylko raz. Do przerwy po zaciętej rywalizacji 1-2. Po zmianie stron ponownie Albert Stankiewicz znalazł sposób na pokonanie bramkarza Alei i zrobiła nam się nerwówka po stronie gości. Próbowali różnymi sposobami przechytrzyć stojącego między słupkami Wojciecha Szczerbę, ale ten miał tego dnia świetną formę i parokrotnie ratował swój zespół przed utratą bramki. W końcu udało się Alei ponownie wyjść na prowadzenie 2-3, ale nie był to bezpieczny wynik. Genduś widząc, że może nawiązać walkę z wyżej notowanym rywalem, nie składał broni, dążył do wyrównania. Gdy jeden z zawodników Alei zaczął kłócić się z sędzią, od razu zareagował bramkarz, bo wiedział że grając w osłabieniu tego dnia mogą nie dowieźć wyniku. Mimo wszystko zespół Kamila Waśkiewicza i tak był o krok od przegrania mistrzostwa, kiedy to w ostatniej akcji meczu zawodnik Gendusia w zamieszaniu trafia w poprzeczkę. Wszyscy obserwatorzy z zawodnikami Lujwaffe na czele złapali się jednocześnie za głowy, a sędzia chwilę potem zakończył spotkanie. Wygrana 2-3 daje mistrzostwo Alei Seksu i Biznesu!

Zakon Bonifratrów, mimo że o nic nie walczył, to bardzo poważnie podszedł do pojedynku z Melodramatem. Goście mieli olbrzymie problemy z kompletowaniem składu i po prostu z szacunku dla rywali rzutem na taśmę udało się zebrać meczową szóstkę. Już pierwsza połowa pokazała, że dominacja gospodarzy może wyśrubować wysoki wynik tego spotkania. Młodzi Zakonnicy niemiłosiernie kontrowali rywali, a mając w przodzie szybkich napastników już do przerwy prowadzili 9:1. W drugiej połowie gra się nieznacznie wyrównała i Melodramat widząc, że nie może prowadzić otwartej gry z rywalem utrzymywał się dłużej przy piłce co spowodowało, że przeciwnicy nie mieli aż tyle okazji co w pierwszej odsłonie. Szarpać w obozie gości próbował Piotr Parol I Piotr Bors. Ten drugi tego dnia był jednak bardzo nieskuteczny i sam powinien strzelić co najmniej kilka bramek więcej. Ostatecznie Zakon wygrywa zasłużenie 15:4 i w przyszłym sezonie będzie jednym z kandydatów do mistrzostwa w czwartej lidze.

Meczem kończącym zmagania w IV lidze był pojedynek FC Radości z Augusto Penguins. Obie ekipy wiedziały już, że nie zmienią swoich pozycji w tabeli, ale co ciekawe w bezpośrednim pojedynku o koronę króla strzelców walczyli Daniel Makus i Maciej Zarod. Co prawda Maciek miał parobramkową przewagę, ale Daniel dość szybko zniwelował tę różnicę. Już w pierwszej połowie ustrzelił 6 bramek i asystował przy bramce swojego brata, Kamila. Pingwiny co prawda przyszły w dość mocnym składzie, ale w pierwszej części byli jedynie tłem dla przeciwnika. W drugiej części próbę gonienia rywala podjął Maciek Zarod, ale tylko raz udało mu się pokonać bramkarza. W drugiej połowie bracia Makus dokończyli to co zaczęli i ostatecznie Radość nie pozostawiła złudzeń, że tego dnia była lepsza i wygrała 9-2. Jak się dowiedzieliśmy to ostatni mecz pod szyldem Augusto Penguins. Kończy się pewien rozdział, pewna historia popularnych Pingwinów, ale pod nową nazwą i w odświeżonym składzie być może uda się zapisać jeszcze lepiej na kartach Ligi Fanów.

V LIGA

Kolejną wysoką porażkę zaliczyli Pogromcy Poprzeczek. Powoli przestaje to kogokolwiek dziwić, chociaż ta ostatnia z Orłami Zabraniecka była trochę inna niż poprzednia. Drużynie Tomka Mazurka, bo długiej serii gdzie udawało jej się zdobywać przynajmniej jedną bramkę – teraz na ich konto nie została zapisana ani jedna. I tak na szybko nie przypominamy sobie nawet wielu okazji z ich strony, po których mogliby mieć do siebie pretensje, że skończyli z zerem. Orły grały bowiem bardzo dobrze w obronie, a swoje zrobił lider tej formacji David Swanwick. Nie dał on pograć napastnikom przeciwnika, z kolei gdy sam opuszczał własne pole karne, to nawet zaliczył bramkę. Królem polowania była jednak rodzina Cabaj – Przemek zaliczył cztery gole, a Wojtek dwa. Trzeba jednak wspomnieć, iż wiele z nich było pokłosiem zmiany bramkarza w Pogromcach, bo kontuzji nabawił się Borys Struski i musiał go zastąpić jeden z zawodników z pola. To również ograniczyło pole manewru Pogromcom, którzy po prostu nie mieli argumentów, by cokolwiek tutaj zdziałać. Rewanż Orłów za porażkę z jesieni udał się więc w pełni, co nie zmienia faktu, że ich nazwa będzie się rywalom już zawsze kojarzyła wyłącznie pozytywnie.

Zarówno Green Team, jak i Tartak pojawili się na Grenady w dość okrojonych składach i choć do takiej sytuacji u gospodarzy się przyzwyczailiśmy, to w zespole Lucu Kończala widać było, że godzina rozgrywania spotkania i końcówka sezonu mocno przetrzebiła skład. Jako pierwsi prowadzenie objęli gracze w zielonych strojach. Po zamieszaniu w polu karnym bramkę zdobył Daniel Kurowski, choć początkowo myśleliśmy, że padła bramka samobójcza. Pomimo sporej nieskuteczności w pierwszej części udało się Drwalom wyrównać, za sprawą Łukasza Łukaszewicza. W drugiej części Green Team ucieka rywalom na 3-1, ale dość szybko strata jest niwelowana do staniu 3-2. Tartak próbował ponownie wyrównać, ale raz, że skuteczność zdecydowanie szwankowała, dwa dało to szanse Green Teamowi na kontrataki. W dalszej części meczu Daniel Kurowski z rzutu wolnego podwyższa prowadzenie swojego zespołu na 5-2. Ostatnim bramkowym akcentem w tym spotkaniu, ale za to jakim (!) popisał się ponownie Łukasz Łukasiewicz który mocnym strzałem w samo okienko ustalił wynik meczu na 5-3 kompletując jednocześnie hat-trika. W końcówce meczu w związku z kontuzjami dwóch zawodników Drwali i konieczności gry w 5, na boisku zameldował się sam manager Lucu Kończal, który pomimo własnej kontuzji starał się jeszcze pomóc drużynie. Jego zespół mimo wszystko przegrał, ale ostatnie kolejki pokazały, że w tej drużynie potencjał jest.

Niezwykle ciekawy i emocjonujący mecz oglądaliśmy w wykonaniu Munji i OKS Nowy Raków. Gospodarze wygrywając nie musieli się na nikogo oglądać i mieliby pewne trzecie miejsce. Oks mimo że dołączył w trakcie sezonu miał także szanse na medale. Początek to zdecydowana przewaga Munji i wydawało się, że po golu Michała Wijaty pójdą za ciosem. Mając kilka dobrych okazji nie potrafili jednak pokonać ponownie Artura Macka. Stopniowo goście zaczęli dochodzić do głosu, a szczególnie aktywny był Piotr Czaja. Maciej Affek bronił kilka razy kapitalnie ,ale przy jednym strzale nie miał szans i mamy remis do przerwy. Po zmianie stron to Oks wychodzi na prowadzenie, ponownie za sprawą swojego napastnika Piotra Czaji. Munja jakby oszołomiona tym co ma miejsce na boisku nie może ponownie wejść na swój poziom gry. Okazje stwarzane ,są seryjnie marnowane i widać coraz większą nerwowość w grze. Gdy Michał Konopka wyrównuje, pozostają dwie minuty do końca. Gospodarzom udaje się stworzyć kapitalną sytuację, dosłownie w ostatnich sekundach, napastnik ma przed sobą pustą bramkę ,ale nie trafia i piłka przechodzi obok słupka. Gwizdek kończący mecz, szok, nerwy i Munji pozostaje dopingować Brazylijczyków.

W związku z remisem w meczu Munji i OKS Nowy Raków otworzyła się duża szansa przed Landtechem na wskoczenie na podium. Furduncio jednak zapowiadało przed meczem, że ani myślą odpuszczać i zagrają na 100% . Kapitan Brazylijczyków, Rafael Andrade, nie rzucał słów na wiatr i sam wziął się do roboty, strzelając dwie bramki i jak się okazało, nie potrzebował to tego nawet sportowych butów. To nieco obudziło Landtech, bo najpierw zmniejszyli straty, a później mocnym strzałem wyrównał Aleksander Kuśmierz. Brazylijczycy ponownie wyszli na prowadzenie 2-3, by jeszcze w pierwszej części ponownie dać wbić sobie bramkę i na przerwę zawodnicy schodzili przy remisie 3-3. Jednak dwóch z nich: Damian Ciszek i Luciano Sant'Ana już wcześniej opuścili plac po tym, jak zobaczyli czerwone kartki. W pierwszej części chwilę trwały przepychanki na boisku, ale po części udało się ostudzić emocje. Druga połowa to istny rollercoster. Najpierw po raz pierwszy na prowadzenie wychodzi Landtech i to 5-3. Wtedy to sędzia dyktuje karnego dla Brazylijczyków, którego pewnie wykorzystuje Rafael Andrade. Eduardo Silva strzela na 5-5, ale z kolei zostaje podyktowany rzut karny za zagranie ręką dla Landtechu. Do piłki pewnie podchodzi Mateusz Repczyński i mamy 6-5. Na 7-5 strzela Damian Gałecki i mamy szaleństwo w obozie Techów. Brazylijczycy jeszcze zmniejszają stratę strzelając na 7-6, ale zabrakło już czasu na choćby remis. Po końcowym gwizdku obie drużyny zaczęły się cieszyć, co wprawiło nas w małą konsternację, ale jak widać tuż po meczu obie ekipy świętowały już wynik na koniec sezonu. Dla Furduncio złote medale, Landtech wskakuje na najniższy stopień podium.

Przed meczem ADP Wolskiej Ferajny II z Polskim Drewnem pisaliśmy, że gospodarze nie mogę lekceważyć rywala, bo jeżeli Polskiemu Drewnu wyjdzie mecz, może sprawić sporo kłopotów. ADP II musiało wygrać, by utrzymać 2 pozycję, więc motywacji na pewno wśród chłopaków nie zabrakło. Już od początku pokazali, że chcą zdominować ten mecz i 2 szybkie gole duetu Guba (asysty) – Jarosz (bramki) tylko to potwierdziły. Mecz był dość jednostronny i do przerwy ADP II prowadziło 7-1. Po zmianie stron przewaga Wolskiej Ferajny tylko się powiększała i tak naprawdę powinno w tym meczu paść znacznie więcej bramek. Pod koniec spotkania doszło do sytuacji, w której sędzia podyktował rzut karny, do którego podszedł bramkarz ADP Piotr Serafimowicz i zmienił go na bramkę. To było świetne zwieńczenie sezonu tego ambitnego golkipera, który pomimo przeciwności (przez kontuzję nie wystąpił od początku, wszedł dopiero na drugą połowę przy korzystnym wyniku) zostawia wiele serca na boisku. Ostatecznie ADP II wygrywa aż 16-4 i po meczu mogli świętować vice-mistrzostwo!

 

VI LIGA

Jako pierwsze z ekstraklasy na boisko wybiegły ekipy Górki i Moczymord. Patrząc na składy obu ekip to widać było kilka absencji po obu stronach. Brak etatowego bramkarza czy choćby Konrada Litwiniuka, który często stawał miedzy słupkami był sporym utrudnieniem dla taktyki gospodarzy. Goście szybko zaczęli budować swoją przewagę i na bramki nie musieliśmy długo czekać. Do przerwy mamy 3:0 i wydaje się, że wszystko jest pod kontrolą graczy z Mokotowa. W pierwszej odsłonie mieliśmy też jedną kontrowersję. Po rzucie z autu padła bramka autorstwa Roberta Kuleszy. Jak się okazuje, sędzia nie zauważył że zawodnik Moczymord wrzucił piłkę z boiska, co spowodowało trochę nerwowości w szeregach Górki, która nie mogła pogodzić się z tym, że sędzia był zasłonięty przez zawodników i popełnił taki błąd. W drugiej połowie mamy gola kontaktowego dla Górki i jeszcze co najmniej dwie dobre sytuacje dla gospodarzy, aby odwrócić wynik. Adam Rutka jednak w tym sezonie pokazuje ,że jest pewnym punktem swojej drużyny i więcej razy nie dał się zaskoczyć. Moczymordy wygrywają, choć ich gra nie była rewelacyjna, ale być może optymalna forma przyjdzie na najważniejsze mecze w sezonie. Górka nadal czeka na pierwsze zwycięstwo w sezonie…

 

Większych emocji nie mieliśmy w starciu Przełomu z Turem Ochota. Dość szybko goście pokazali, że będzie to mecz do jednej bramki. Praktycznie każdy błąd rywala bezlitośnie wykorzystywali napastnicy Tura, od samego początku pokazując kto jest lepszy na boisku. Do przerwy mamy 0:6. Po zmianie stron, mając mecz pod całkowitą kontrolą, goście spuścili trochę z tonu. Ich akcje często kreował bramkarz Paweł Wysocki, co pozwoliłogospodarzom zdobyć po kontrach bądź po składnych akcjach i strzałach do pustej bramki, cztery gole. Na inaugurację  ekipa Konrada Kowalskiego zdobywa trzy punkty i tak naprawdę czekamy na przeciwnika ,który zweryfikuje formę obecnego lidera. Przełom ma kilku nowych zawodników i ciężko powiedzieć na co stać tą drużynę. Na tle utytułowanego przeciwnika wypadli blado, ale niewykluczone, że jeszcze w tej rundzie faworytom punkty zabiorą.

 

Jednostronnie wyglądał pojedynek GS Zabrodziaczka z East Windem.  Mieliśmy nadzieję że gospodarze nawiążą walkę, tym bardziej że na Grenady pojawili się w szerokim składzie. Na ich nieszczęście okazało się, że goście są w znakomitej formie i dość szybko pokazali im, że nie ma dla nich innej możliwości jak komplet punktów w tym meczu. Bardzo dobre zawody zagrał kapitan Sebastian Dąbrowski ,który harował zarówno w defensywie jak i ofensywie. Korzystnie zaprezentował się także Maks Himel ,który szybkością gubił rywali i stwarzał dobre okazje dla swoich kolegów. Do przerwy mamy wynik 1:5. Po przerwie dominacja gości była jeszcze większa i ostatecznie zakończyło się na dwucyfrowym wyniku. GS próbował stwarzać sobie sytuacje ,lecz często przegrywał pojedynki z rywalami i widać było, że przygotowanie fizyczne, szybkość i technika na wyższym poziomie jest u graczy East Windu.  Gospodarze muszą się najprawdopodobniej skoncentrować na walce o utrzymanie w lidze, a goście zapewne powalczą o medale.

Niezwykle ważny w kontekście walki o czołowe lokaty był pojedynek Kebavity z Anonymmous. Pamiętamy z jesiennej potyczki, że gospodarze grali bez bramkarza ,a na domiar złego po czerwonej kartce musieli grać w osłabieniu. Przegrali  i teraz chcieli się zrewanżować. Mając chyba najlepszy skład w tym sezonie, szanse na komplet punktów były duże, tym bardziej, że goście nie mieli kilku podstawowych zawodników. Brak chociażby Michała Głębockiego, jednego z najskuteczniejszych zawodników, na pewno nie pozwalał optymistycznie patrzyć na taktykę meczową. Szybko swoje umiejętności pokazał na placu Adnan Fheelbum ,który swoją techniką powodował chaos w szykach obronnych Anonimowych. Kluczowa akcja w meczu ma miejsce przed końcem pierwszej połowy. Kebavita wykonuje rzut wolny, po którym sędzia dyktuje rzut karny za zagranie piłki ręką. Nie mogący się pogodzić z tą decyzją gracz Anonimowych rzuca pod adresem sędziego różne słowa, delikatnie mówiąc, rozgoryczenia, za co dostaje czerwoną kartkę i osłabia swój zespół. Więcej o tym zdarzeniu pisaliśmy w artykule „Plusy i Minusy”. Pewnie wykorzystany karny i mamy 3:0. Po zmianie stron i po odbyciu 10 minutowej kary za czerwoną kartkę, Anonimowi grają lepiej, strzelają gole, ale jak się okazało, dwie bramki Konrada Kozłowskiego były honorowymi trafieniami. Kebavita wygrywa i zgłasza akces do walki o podium. Anonimowi też nie stracili szans na medale, więc wszystko dla obu ekip jest jeszcze możliwe w tym sezonie.

 

W zapowiedziach pisaliśmy, że Mocno Wola na pewno będzie walczyć do końca sezonu z każdym i Wilanów w niedzielne popołudnie przekonał się, że z teoretycznie słabszymi drużynami z dołu tabeli też można nieoczekiwanie stracić punkty. Z wielkich wzmocnień zapowiadanych przez gości nie pojawił się nikt, kogo nie widzielibyśmy w rundzie jesiennej. Za to Wola dysponowała składem, który tylko raz pojawił się w poprzedniej rundzie i wygrał mecz z Anonimowymi. Początek niezwykle wyrównany. Naprawdę, patrząc na to spotkanie nie widać było, że te ekipy dzieli taka duża różnica punktowa. Na prowadzenie po piekielnie silnym i precyzyjnym strzale Piotra Krawczyka wyszedł Wilanów. Taki też wynik utrzymał się do przerwy. Po zmianie stron gospodarze coraz groźniej atakowali i dążyli do wyrównania. Po znakomitej dwójkowej akcji Kielak – Cuch, gdzie ci zawodnicy rozklepali całą obronę rywali mamy wyrównanie. Po chwili za sprawą Cezarego Przybylaka mamy prowadzenie Mocno Woli. Dosłownie w ostatniej akcji meczu, niezawodny Piotr Krawczyk, podaje do napastnika Wilanowa i mamy remis. Z perspektywy całego meczu sprawiedliwy. W końcówce meczu nie obyło się bez kontrowersji. W polu karnym trącony przez bramkarza był Michał Kielak. Sędzia jednak nie zdecydował się wskazać na wapno, być może dlatego, że mimo kontaktu z zawodnikiem drużyny przeciwnej Michał ma tendencje do upadania w sposób nie wyglądający z boku naturalnie, czym często powoduje że gwizdek sędziego milczy. Wilanów zawodzi, a Mocno zagrała jak najbardziej na plus, oby tak przez całą rundę.

 

Bezpośrednie starcie Green Lantern z Chłopcami z Bródna miało zadecydować o mistrzostwie w szóstej lidze. Początek spotkania zwiastował nam niesamowite emocje w tym spotkaniu. Pierwsza bramka pada dla gospodarzy i widać, że cała drużyna Maksa Napory jest zdeterminowana do walki o każdy centymetr boiska. Chłopcy z Bródna po początkowym gorszym fragmencie wracają do gry, a z boku pokrzykuje na swoich kolegów Sebastian Ulewicz. Do przerwy mamy 3:2. Po zmianie stron długo wynik się nie zmienia. Dopiero po rzucie rożnym dla ekipy z Bródna następuje kontra i gol na 4:2. To uskrzydla gospodarzy i od tego stanu wychodzi im niemal wszystko. Goście bezradni, nie mają już czasu na odrabianie strat i jedynie mogą zniwelować rozmiary porażki. Ostatni gwizdek sędziego a na tablicy wynik 8:3 i mistrzem szóstej ligi zostaje Green Lantern, co jest małą niespodzianką, bo w roli faworytów na pewno byli chłopaki z Bródna. Nasuwa się stare porzekadło, gdzie dwóch się bije trzeci korzysta i to taka puenta na zakończenie walki o tytuł szóstego poziomu.

Pomimo tego, że obie drużyny nie były w stanie poprawić swojej pozycji w tabeli, pamiętając pierwszy mecz pomiędzy Bękartami Warszawy, a Rosso Bianco liczyliśmy na zacięty pojedynek. I nie rozczarowaliśmy się. Wynik otworzyli goście, ale dość szybko z ripostą przyszły Bękarty. W dalszej części meczu piękną bramką popisał się Piotr Falba, który mocno uderzył z dystansu pod porzeczkę. Chwilę później ten sam zawodnik podwyższył prowadzenie swojej drużyny na 3-1. Rosso Bianco zmniejszyli straty po rzucie karnym podyktowanym za zagranie piłki ręką. Gdy wydawało się, że na przerwę obie ekipy zejdą przy stanie 3-2, bramkę do szatni strzelają Bękarty i mają dwubramkową przewagę. Po przerwie wydaje się, że gospodarze mają mecz pod kontrolą(wygrywali 5-2 i 6-3) jednak w pewnym momencie coś się zacięło i Rosso Bianco zaczęli odrabiać straty. Goście po niesamowitej pogoni za wynikiem remisują 6-6, a przy lepszej skuteczności mogli nawet wygrać ten mecz. Nie mniej jednak bardzo przyjemnie oglądało się to spotkanie, były piękne bramki, zwroty akcji, gra do ostatniego gwizdka, walka na całym boisku. Pomimo remisu obie drużyny pozostawiły po sobie piłkarsko dobre wrażenie.

Ostatnim akcentem sezonu 2018/2019 był mecz Mikrostrzelb z Mobilisem. Początek bardzo wyrównany z obu stron i każda z drużyn miała swoje okazje do strzelenia bramki. Lepiej nastawione celowniki miały Mikrostrzelby i to oni wyszli na prowadzenie. Przed przerwą miał miejsce, być może kluczowy, moment w meczu. Grzegorz Domański po jednej z akcji nie mógł się pogodzić z decyzją sędziego i ekspresyjnie zaczął wyrażać swoje zdanie, za co dostał żółtą kartę, ale po chwili postanowił poobrażać arbitra w jego obecności, za co dostał już czerwoną kartkę i osłabił drużynę. Gospodarze ten prezent Mobilisu wykorzystali i w przewadze strzelili kolejne bramki. Widać że ta kara podziałała destrukcyjnie na grę gości, bo do końca meczu nie potrafili nawet strzelić bramki honorowej. Mikrostrzelby wygrywają aż 7:0 i jako ostatnia drużyna z ligi zapunktowała. Tym samym nie mamy w lidze drużyny która by nie zdobyła choćby punktu w minionym sezonie.

 

 

 

dodaj komentarz

 
Wybierz kolejkę:
2 2

EKSTRAKLASA

Kolejka 1
Wybierz kolejkę:
0 0

LIGA 1

Kolejka 1
Wybierz kolejkę:
0 0

LIGA 2A

Kolejka 1
Wybierz kolejkę:
0 0

LIGA 2B

Kolejka 1
Wybierz kolejkę:
0 0

LIGA 3A

Kolejka 1
Wybierz kolejkę:
0 0

LIGA 3B

Kolejka 1
Wybierz kolejkę:
0 0

LIGA 4A

Kolejka 1
Wybierz kolejkę:
0 0

LIGA 4B

Kolejka 1
Wybierz kolejkę:
0 0

LIGA 5A

Kolejka 1

Statystyki kolejki

     

    Ankieta

    Czy według Ciebie Reorganizacja Rozgrywek była dobrym pomysłem?
    Czy według Ciebie Reorganizacja Rozgrywek była dobrym pomysłem?
    Aby zagłosować musisz wybrać jedną z odpowiedzi