Wczytuję...

ZAGRAJ W LIDZE FANÓW!

Szukasz profesjonalnych rozgrywek piłkarskich dla amatorów ? Cenisz sobie rzetelność, fachowość i perfekcję ? To wszystko gwarantujemy Ci w Lidze Fanów!

ZGŁOSZENIE INDYWIDUALNE

Nie masz zespołu? Chciałbyś zagrać w Lidze Fanów? Uwielbiasz piłkę nożną? Wychodzimy naprzeciw waszym oczekiwaniom i proponujemy komfortowe rozwiązanie!

LIGA FANÓW NA INSTAGRAMIEE

Masz Instagram? Obserwuj nas i bądź na bieżąco! Zobacz co tam znajdziesz z życia Ligi Fanów.

ZMIANY NA FACEBOOKU!

Na facebooku doszło do dużych zmian. Jedną z ich konsekwencji może być to, że przestaniecie widzieć nasze posty. Sprawdźcie jak się do tego przygotować, aby być z LIGĄ FANÓW na bieżąco!…

ZAGRAJ W LIDZE FANÓW!
ZGŁOSZENIE INDYWIDUALNE
LIGA FANÓW NA INSTAGRAMIEE
ZMIANY NA FACEBOOKU!

ADP WOLSKA FERAJNA II GÓRĄ W HICIE 5 LIGI!

05
Cze

Niektórzy w ostatni weekend rozegrali swoje przedostatnie mecze w tej edycji Ligi Fanów. Jedni zapamiętają je pozytywnie, ale inni wręcz odwrotnie. Do tej drugiej grupy z pewnością należy FURDUNCIO Brasil, które przegrało dwa spotkania, jak również Zakon Bonifratrów, który remisując z Przypadkowymi Grajkami właśnie postawił swój awans do trzeciej ligi pod ogromnym znakiem zapytania. A co jeszcze ciekawego wydarzyło się w minioną niedzielę? Na szczegóły zapraszamy do serwisu!

ADP WOLSKA FERAJNA II GÓRĄ W HICIE 5 LIGI!

EKSTRAKLASA

Dwie odmienne połowy oglądaliśmy w meczu Kebavity z Górką. Ekipa Burka Goncuoglu ostatnio nie może zagrać całego spotkania na równym poziomie. Podobnie było i tym razem, gdzie w pierwszej połowie drużyną ,która lepiej grała i co najważniejsze, prowadziła była ferajna Konrada Litwiniuka . Bracia Zgórzak strzelili po jednej bramce i mieliśmy niespodziewany wynik do przerwy. Rywale odpowiedzieli tylko trafieniem Tomka Mikołajczyka i mamy 1:2 na tablicy wyników. Po zmianie stron gospodarze wzięli się do roboty i od początku drugiej odsłony widzieliśmy zupełnie inną, odmienioną drużynę. Na przestrzeni między 30, a 35 minutą trzy razy pokonują bramkarza Czarka Łobodzińskiego. Górka nadal próbuje grać swoją grę ,ale nie jest już tak skuteczna. Jedynie Piotr Wardzyński strzela gola, choć gdyby był skuteczniejszy, to spokojnie mógłby skompletować hat- tricka. Budzi się wreszcie do gry Baris Kazkondu i końcówka należy do niego. Dwa gole , dwie asysty zamyka mecz na wyniku 7:3. Brawo dla Górki za pierwszą naprawdę dobra połowę i walkę do końca mimo degradacji. Kebavita czeka teraz na mecz z Turem i na pewno wygrać na koniec sezonu, być może z mistrzem byłby nie lada wyczynem ,który przy dobrym dniu poszczególnych zawodników wcale nie jest nierealny.

Hit ekstraklasy nie rozczarował. W zapowiedzi pojedynku pomiędzy East Windem, a Moczymordami gwarantowaliśmy walkę do ostatniego gwizdka i faktycznie, emocji i walki nie zabrakło. Już od pierwszych minut było wiadome, że żaden z zawodników nie będzie się tego dnia oszczędzał, a szaleńcze tempo utrzymywało się niemal przez całą pierwszą połowę, co należy uznać za niezwykle imponujące zważywszy na panujący upał. Po kilku minutach wynik otworzył niezawodny Damian Patoka, po dograniu Sebastiana Dąbrowskiego. Przewaga East Windu rosła z każdą minutą i przed przerwą udało się podnieść wynik i na tablicy widnieje 2:0 dla gospodarzy. Początek drugiej połowy to potwierdzenie dominacji East Windu. Moczymordy nie potrafiły znaleźć metody na obronę przeciwników, a kanonada strzałów z dystansu była skutecznie blokowana przez Damiana Karczmarczyka. Przy stanie 4:0 zawodnik East Windu zostaje ukarany żółtą kartką i Moczymordy wykorzystują przewagę do strzelenia gola kontaktowego i zaczynają gonić wynik. Mecz robi się coraz ostrzejszy, pojawią się faule, pretensje do sędziego i graczy obu drużyn do siebie nawzajem. Do kuriozalnej sytuacji dochodzi na 8 minut przed końcowym gwizdkiem. East Wind grając w osłabieniu rozpaczliwie broni wyniku, a jeden z rezerwowych zawodników wykrzykuje w kierunku przeciwnika słowa, za które sędzia bez wahania sięga po czerwony kartonik...i gospodarze muszą grać tylko trzema zawodnikami w polu, a do końca spotkania w czterech. Moczymordy łapią wiatr w żagle i doprowadzają do wyniku 4:3. Chwilę później kara za żółtą kartkę wygasa i po kontrze East Wind strzela na 5:3. Goście nie odpuszczają i po atomowym strzale Piotra Petasza mamy 5:4. W końcówce meczu boisko aż wrze od emocji, których nie wytrzymuje zawodnik Moczymord i na chwilę przed końcem obie ekipy grają w wyrównanych składach. East Wind łapie jeszcze jeden oddech i ustala wynik na 6:4, choć goście nie poddają się do ostatniego gwizdka sędziego. Możemy śmiało powiedzieć, że ten mecz należał do najlepszych w tej rundzie Ligi Fanów!!

I LIGA

 

Mecz z Junakiem dla Bulbezu był pierwszym spotkaniem o podium w tym sezonie. Aby nie oglądać się na rywali trzeba było wygrać i w przypadku zwycięstwa z Saską gracze Michała Rychlika mieliby gwarantowane trzecie miejsce. Skład gości był niemal kompletny i dysponując czterema zmianami wobec braków kadrowych gospodarzy wydawało się ,że będzie to mecz do jednej bramki. Pierwsza połowa tą tezę potwierdzała, bo Bulbez atakował i strzelił dwa gole. Miał tyle okazji że powinien już w pierwszych 25 minutach zapewnić sobie trzy punkty. Raziła jednak nieskuteczność i brak ostatniego podania pod bramką przeciwników. Gdy na początku drugiej połowy Rafał Szewczyk strzela karnego wydaje się że jest po meczu. I wtedy maja miejsce rzeczy które trudno zrozumieć. Trzy bliźniacze długie piłki w strefę obronną drużyny z Bemowa, błędy w obronie i jakikolwiek brak reakcji bramkarza Marcina Osowskiego i ze stanu 0:3 mamy 3:3. Szok, niedowierzanie i mimo rozpaczliwych ataków gościom nie udaje się pokonać Andrzeja Groszkowskiego ,który broni nie pierwszy raz w tej rundzie jak w transie. Na domiar złego po rykoszecie w końcówce Junak strzela zwycięskiego gola i ogranicza szanse zielonych na medale. Bulbez ma szanse na brąz, ale jego rywale muszą przegrać swoje mecze ,a on sam uporać się z Saską. Brawo dla gospodarzy za walkę do końca i wielki powrót z dalekiej podróży.

Starcie Tylko Zwycięstwo z Karmelicką zapowiadało się bardzo ciekawie. Gospodarze po stracie punktów Bulbezu mieli szanse ponownie na trzecią lokatę w przypadku zwycięstwa, goście natomiast walczyli o utrzymanie i potrzebowali kompletu punktów. Lepiej spotkanie zaczęła drużyna braci Jałkowskich. Po faulu na Andrzeju Morawskim karnego wykorzystał Kuba Daniluk. Dosłownie chwilę później Andron sam pokonał bramkarza rywali i było już 2:0. Jeszcze przed przerwą kolejne wapno zmarnował zawodnik Tylko Zwycięstwo. Karmelicka starała się, ale nic tak naprawdę w pierwszej połowie nie wychodziło ekipie Konrada Kozłowicza. Po przerwie gospodarze szybko strzelają kolejnego gola i znając ich żelazną defensywę wiedzieliśmy, że będzie ciężko odwrócić gościom losy meczu. Strzały z dystansu Karola Trzcińskiego nie potrafiły znaleźć drogi do bramki rywali. Dopiero gola honorowego strzela Bartek Chyliński ,który po strzale głową nie daje szans bramkarzowi. Karmelicka niestety spada do drugiej ligi i jest to niewątpliwie duża sensacja tego sezonu, bo patrząc na skład, ta ekipa miała się bić o medale, a skończyła zjazdem do drugiego poziomu. Tylko Zwycięstwo ma ostatni mecz z Contrą i jeżeli wygra, będzie miał trzecią lokatę i awans do ekstraklasy.

Prestiżowy pojedynek lidera z vice liderem był szlagierem na poziomie pierwszej ligi. Hiszpanie musieli wygrać i liczyć na potknięcie rywali w ostatnich meczach sezonu ( Contra ma zaległe spotkanie z Saską). Pierwszą bramkę tuż po rozpoczęciu strzeliła Contra. Jednak z biegiem czasu przewagę na boisku zdobywali Hiszpanie ,a swój popis umiejętności piłkarskich zaczął Samuel Garcia. Sam zdobył trzy gole w pierwszej połowie i wyprowadził graczy z półwyspu Iberyjskiego na prowadzenie. Po zmianie stron, gdy gospodarze strzelili gola kontaktowego to Samuel ponownie wrzucił wyższy bieg. Trzeba przyznać że cała drużyna dobrze funkcjonowała i zespół Michała Raciborskiego miał spore problemy w konstruowaniu dogodnych dla siebie sytuacji. Dopiero w końcówce udało się zniwelować straty, gdy Hiszpanie mając bezpieczny dla siebie wynik, rozluźnili się za bardzo. 5:7 w meczu na szczycie i sprawa mistrzostwa otwarta, a jeszcze kilka kolejek temu wydawało się, że Contra ma tytuł w kieszeni. Nadal jednak wszystko ma w swoich głowach i nogach, bo wygrywając dwa mecze zdobędzie złoto. Hiszpanie po zwycięstwie chwilowo na fotelu lidera i jeżeli ograją Miksów w najbliższej kolejce to postawią pod ścianą zespół Michała Raciborskiego.

Trochę szkoda, że Saska Kępa tak późno odnalazła formę. W meczu przeciwko zdziesiątkowanej ekipie Drunk Teamu mieli bardzo duże szanse na nawiązanie równorzędnej walki. Zaczynają jednak nie najlepiej. Defensywa Saskiej źle wyprowadza piłkę i traci futbolówkę w okolicach własnego pola karnego, a to skrzętnie wykorzystał napastnik „Drunkersów" i mamy 0:1. W odpowiedzi składna akcja braci Borkowskich, w której podanie Łukasza na bramkę zamienił Sebastian. Następnie dochodzi do wymiany bramka za bramkę i na kilka minut przed końcem po raz kolejny widnieje remis 2:2. Swoimi umiejętnościami strzałów z dystansu popisuje się Marcin Branowski. Pierwsza próba co prawda zostaje wybroniona, ale chwilę później jego strzał zza pola karnego ląduje w siatce. Jeszcze przed gwizdkiem kończącym pierwsze 25 minut ładną akcją zespołową popisują się goście i na przerwę schodzą przy stanie 3:3. Grający bez zmian DT w przerwie już „oddychał rękawami" co zapowiadało, że brak tlenu w płucach może przeważyć w drugiej części. Tak też się stało. Zespół Kornela Troszczyńskiego bardzo mądrze rozgrywał piłkę, nie dając się wciągnąć na połowę rywali. W ofensywie świetnie radzili sobie Sebastian Borkowski oraz Łukasz Kryczka, którzy dołożyli po trafieniu po ciekawych akcjach ofensywnych. Mecz zakończył się wynikiem 6:3 i trzeba przyznać, że gospodarze wygrali w pełni zasłużenie. Trochę szkoda braków kadrowych Drunk Teamu, gdyż naszym okiem zabrakło trzech podstawowych zawodników. Gdyby nie to, druga połowa mogła być równie zacięta jak pierwsza i moglibyśmy być świadkami zażartej walki o punkty. Stało się jednak inaczej i komplet punktów wędruje na konto Saskiej Kępy.

Podczas meczu sędzia musi podejmować szereg decyzji które niekiedy, zwłaszcza na początku, mogą zadecydować o przebiegu całego spotkania. Przed taką decyzją musiał stanąć arbiter, kiedy to po strzale FC Melange piłka odbiła się w okolicach linii bramkowej. Melanżownicy już cieszyli się z bramki twierdząc, że ta odbiła się już za linią, podczas gdy zawodnicy Mixamatora, z bramkarzem na czele, byli przekonani, że nie wpadła do bramki. Spór, który w 100 % mógłby rozwiązać tylko system goal line. Sędzia ostatecznie nie wskazał na środek boiska, czym na pewno nie zaskarbił sobie sympatii gości. Tym bardziej że chwilę później zamiast prowadzić, Melanż przegrywał 1-0. Do przerwy Miksy prowadziły już 3-0, raczej kontrolując przebieg meczu. Po zmianie stron bramkę na 3-1 zdobywa Tomek Filipkowski co daje małe, choć jak się później okazało, złudne nadzieje na jakieś punkty w tej rywalizacji. Zespół Kamila Marciniaka, grał z lotnym bramkarzem, ale jeżeli ta taktyka ma być skuteczna, zawodnicy muszą między sobą wymieniać dokładne podania, a tej dokładności zabrakło FC Melange i Mixamator parokrotnie skarcił przeciwnika. Miksy były drużyną lepiej przygotowaną kondycyjnie do tego spotkania, bo widać było że z rywali szybciej uchodzi powietrze, a jak jeszcze wynik jest niesprzyjający, to znacznie ciężej wykrzesać z siebie dodatkową moc. Wynik 10-2 dobrze oddaje sytuację boiskową, bo opadający z sił goście nie potrafili nawiązać rywalizacji z wybieganą drużyną Michała Fijołka, która wciąż ma szanse na zajęcie miejsca na podium.

II LIGA

Mecz Laga Taki z Old Eagles Koło był o to, kto wciąż utrzyma, przynajmniej matematyczne szanse, na utrzymanie w II lidze. Wtedy obie ekipy jeszcze nie wiedziały, że plany pozostania na tym szczeblu rozgrywkowym nieco utrudni im ALPAN, oddając walkowera Złączonym. Przechodząc samego do meczu to widać, że Laga złapała głęboki oddech i gdyby od początku rundy przychodzili w takim składzie jak przez ostatnie 3 mecze, spokojnie zajęliby miejsce w środku tabeli. Orzełki nie miały zbyt wiele do powiedzenia w tym spotkaniu, głównie przez swoją nieskuteczność już do przerwy przegrywali 3-0. W drugiej części Laga jeszcze bardziej się rozkręciła, zapominając nieco o obronie przez co straciła 4 bramki Nie sprawiło to jednak tego, że Orzełki podgoniły znacząco wynik, bo w ofensywie Lagi królował Oskar Górecki, który strzelał, asystował i kreował sytuacje kolegom z drużyny, choć większe uznanie w oczach przeciwników zdobył Paweł Błodziszewski który trzymał defensywę Laga Taki w ryzach, niekiedy asekurując zbyt zapędzających się w pole karne przeciwnika kolegów. Po stronie Orzełków bramki strzelali Piotr Parol i Jan Drabik który obecnie chyba lepiej radzi sobie w polu niż między słupkami. Niemniej jednak już na pewno Old Eagles Koło zobaczymy w przyszłym sezonie ligę niżej.

Najciekawszym meczem patrząc na tabelę zapowiadało się starcie Jogi Bonito z LTM Warsaw. Goście niepokonani w tej rundzie wygrywając, byliby naprawdę blisko mistrzostwa. Joga ma pewne trzecie miejsce i mogła swobodnie, bez presji podejść do meczu. Już początek spotkania pokazał, że możemy być świadkiem pewnej niespodzianki, bo gospodarze grali bardzo dobrze w obronie kontrując rywali. Inaczej niż zwykle grał Artur Markiewicz ustawiając się w defensywie i po przejęciu piłki szybko napędzał kontrataki. Do przerwy mamy 4:2 ,ale jeszcze było sporo czasu na to, by odwrócić losy tego spotkania przez zawodników Irka Webera. Jednak zespół Grzegorza Szostaka nie zatrzymywał się grał konsekwentnie i starał się podwyższyć wynik. LTM pierwszy raz w tym sezonie był bezradny. Słabo zagrał Michał Dryński, który po swoich stratach ani razu nie wrócił do obrony, by naprawić swój błąd. Dobrze że na tym meczu nie było Irka Webera, bo kilku zawodników dostałoby stosowną reprymendę za brak zaangażowania. Joga zasłużenie wygrywa wysoko 10:4 i pokazuje, że ma potencjał do gry z tak silnymi drużynami. LTM tak dotkliwej porażki jeszcze nie doznał ,ale według nas to wypadek przy pracy, gorszy dzień i każdej drużynie taki mecz może się przytrafić.

Niezłomni wiedząc, że LTM przegrał z Jogą Bonito, musieli zdobyć punkty z Wiernym Służewcem, by odrobić nieco straty i wciąż mieć szanse na mistrzostwo. Zespół Michała Odowskiego jest jednak w wybornej formie na wiosnę, więc zapowiadał nam się bardzo ciekawy pojedynek. Początek to kilka akcji z jednej i z drugiej strony, przy czy zespół ze Służewca nie miał szczęścia trafiając po jednej z akcji w słupek. Wierny, jak to ma ostatnio w zwyczaju, stracił bramkę po rzucie wolnym i dziurze w murze. Niekiedy mówi się że grunt to powtarzalność, ale chyba nie o taką chodziło chłopakom z Mokotowa. Drugi gol to ponowne trafienie Tarasa Kobliuka, który mocnym strzałem z dystansu pokonał golkipera gości. Po zmianie stron Wierny dążył do odrobienia strat i czuć było że bramka wisi w powietrzu. Chyba widząc co się święci, wspomniany wcześniej Taras cofnął się do obrony zabezpieczając tyły. Nie zdało to jednak w 100% egzaminu, bo najpierw, bramkę kontaktową strzelił Hubert Wolak, a remis w końcówce dał Bartosz Koncki. Jednak w drużynie Wiernego należy przede wszystkim wyróżnić obrońców, którzy bardzo dobrze grali w destrukcji, jak i Grzegorza Łapacza, który parokrotnie popisał się dobrymi interwencjami w bramce. Nawet remis daje Niezłomnym niezbędny kontakt z LTM-em i prawdopodobnie mistrzostwo rozstrzygnie się w bezpośrednim pojedynku między tymi zespołami.

Tuż przed meczem z czerwoną latarnią II-giej ligi, Gangiem z Kabat, zapytaliśmy kapitana Warszawskiej Ferajny o formę. Bez owijania w bawełnę stwierdził, że jego zawodnicy są bardzo „zmęczeni" dniem poprzednim, gdyż świętowali zmianę stanu cywilnego jednego z nich. Początek spotkania jednak poddawał w wątpliwość, kto dzień wcześniej imprezował. Mimo, że gospodarze mieli kilka okazji, to brak skuteczności się na nich zemścił. Najpierw gola dla gości zdobył Kacper Michaluk, a chwilę później, po błędzie w obronie, na 0:2 podwyższył Bartek Panasiuk. Na szczęście dla gospodarzy, istny dzień konia miał Krzysiek Małkowski. Mimo braku zmian, trzymał swój zespól w ryzach i dzięki jego przytomności udało się skonstruować akcję, którą wykończył Michał Rudowski na 1:2. Chwilę później oglądaliśmy indywidualna akcję Krzyśka, po której on sam pokonał Bartka Wojciechowskiego i do przerwy mieliśmy 2:2. Worek z bramkami rozwiązał się jednak w drugiej części spotkania. Jedni i drudzy nieco opadli z sił i nie skupiali się za bardzo na formacji defensywnej. Swój koncert rozpoczął wcześniej wspomniany Krzysiek Małkowski. To dzięki niemu Panowie z Kabat zdawali się być stroną przeważającą. On sam w całym spotkaniu ustrzelił imponujące sześć bramek, większość z nich w kluczowych momentach. Warto podać, jak przebiegał wynik spotkania, gdyż było ono bardzo wyrównane: 3:2 / 3:3 / 4:3 / 4:4 / 5:4 / 6:4. Przy takim stanie oglądaliśmy fenomenalną bramkę z ostrego kąta na 6:5. Chwilę później gospodarze w znów odskoczyli na dwie bramki (7:5), ale nadzieje na urwanie choćby punktu „Ferajniarzom" dał Tomek Hankiewicz, który precyzyjnym strzałem w okienko zza pola karnego skrócił dystans do stanu 7:6. Kropkę nad „i" postawili jednak gospodarze strzelając w samej końcówce gola na 8:6.

Wydawało nam się, że rywalizacja pomiędzy Riversami a Virtualnym Ń będzie bardziej zacięta, ale tak było jedynie w pierwszej połowie. Zespół Marka Giełczewskiego pojawił się na meczu bez kilku kluczowych zawodników i to miało swoje efekty. Tak jak pisaliśmy wcześniej, jeszcze pierwsza połowa była dość wyrównana, bramki padały, raz z jednej raz z drugiej strony. Wynik otworzyli Riversi, którzy prowadzili przez większą część spotkania. Virtualni w całym meczu tylko raz wyszli na prowadzenie doprowadzając do stanu 2-3. Do przerwy prowadził już zespół Leszka Parzniewskiego 4-3. Po zmianie stron goście totalnie siedli i można rzec, że w drugiej części byliśmy świadkami egzekucji. Raz po raz gospodarze przeprowadzali kolejne akcje kończąc je bramkami. Głównym motorem napędowym był Michał Ściborowski, który w całym meczu zdobył 7 bramek i zanotował 2 asysty, a kroku chcieli mu dotrzymać przede wszystkim Andrzej Milewski i Leszek Parzniewski. Mecz kończy się wynikiem 16-5 i zawodnicy Riversów mieli szansę nieco podreperować dorobek punktowy, a dla Virtualnych jest to mecz do jak najszybszego zapomnienia.

III LIGA

Deportivo czekało w tej kolejce ciężkie zadanie ,bo naprzeciwko ich wyszedł Walking Dead dla którego porażka w tym meczu zamykała szanse na podium. Goście jak na kadrę jaką posiadają powinni już dawno zagwarantować sobie awans do wyższej ligi. Jednak nie zawsze w tej naszpikowanej zawodnikami, którzy mają uznaną renomę, drużynie dobrze wszystko funkcjonuje. Deportivo musiało sobie radzić bez Konrada Szkopińskiego, ale początek meczu był bardzo dobry w wykonaniu Czikenów. Wyróżniał się szczególnie Grzegorz Himkowski ,który szybkimi rajdami siał niepokój w drużynie gości. Do przerwy 4:1. Po zmianie stron Trupy starały się atakować ,ale często były nieskuteczne, a odkrywając się, narażali się na kontry. W 43 minucie meczu mamy wynik 7:3. Od tego momentu goście jakby dostali olśnienia i nie schodzą z połowy przeciwnika. Szybkie trzy bramki i walka do samego końca o chociażby punkt. To nie pierwszy raz, jak Trupy budzą się w samej końcówce. Mimo sytuacji stu procentowych nie udaje się wyrównać. Ekipa Łukasza Mietza traci szanse na podium i awans ,a Deportivo jest o dwie kolejki od upragnionego mistrzostwa.

Po problemach IJaToSzanuję ze składem w meczu z Eleganckimi Chłopakami nie było widać śladu i to właśnie goście stawili się licznie na to spotkanie, czego nie można powiedzieć o rywalach, którzy zagrali w tym meczu bez zmian. Jednak liczba rezerwowych przynajmniej w pierwszej części nie miała znaczenia, gdyż lepsi okazali się Eleganccy. Ale po kolei. Wynik otworzyli goście, ale na odpowiedź nie trzeba było długo czekać, bo po błędzie jednego z obrońców Adam Biegaj wyszedł sam na sam i wyrównał stan posiadania. Potem prowadzili już tylko zawodnicy Grzegorza Króla. Jeszcze w pierwszej części udawało się I Ja To Szanuję dwukrotnie remisować (bramki na 2-2 i 3-3), ale w dalszej części meczu już ta sztuka się nie udała. Wydawałoby się komfortowa przewaga z pierwszej części wystarczy, by dowieźć zwycięstwo do końca, ale gra bez zmian dała się w końcu we znaki i Eleganckie Chłopaki zaczęli odczuwać trudy spotkania. Próbowali to wykorzystać goście którzy ruszyli w pogoń za wynikiem, głównie za sprawą Arka Kazimierczaka i Michała Mroczka. Na zdobycie choćby punktu zabrakło jednak czasu i mecz kończy się rezultatem 10-9. Wydaje nam się, że gdyby ten mecz potrwał jeszcze parę minut to I Ja To Szanuję prawdopodobnie zgarnęłoby w tym meczu 3 punkty, a tak na pewno pozostaje niedosyt. Szacunek dla Eleganckich, którzy grali bez zmian w taki upał i nie dziwi nas, że pod koniec meczu nie mieli już sił.

Kto widział ADP Wolską Ferajnę w akcji ten wie, że niezależnie od wagi meczu, Ci Panowie nie maja problemu z motywacją do gry. Podobnie było w meczu z Narodowym Śródmieściem. I chyba bojowe nastawienie nieco spaliło ich na starcie, gdyż - jak to określił Marek Szklennik - pierwszą bramkę zdobyli goście po akcji "zwierzyńca" w której udział brali : Aleksander Sarna, Igor Kleszcz oraz Dawid Dzik, gdzie strzelcem był ten ostatni. Po chwili w ich polu karnym miał miejsce faul, a na gola zamienił go pewnie Czarek Majewski. Chwilę później potężnym strzałem z połowy popisał się Damian Cenkal i mieliśmy 2:1. Do przerwy ekipa z Woli trafiała jeszcze dwukrotnie za sprawą Czarka Majewskiego i Oskara Nowickiego i po pierwszych 25 minutach wynik brzmiał 4:1. Po zmianie stron bardzo aktywny w ofensywie był Igor Kleszcz. Potężny napastnik "Narodowców" bardzo często nękał defensywę, a także bramkę strzeżoną przez Kamila Jagiełło. Był na tyle skuteczny, że dzięki jego dwóm trafieniom goście zmniejszyli stratę z 4:1 do 4:3 i zrobiło się bardzo ciekawie. Jednak po raz kolejny wyższy bieg wrzucił Czarek Majewski i dwukrotnie pokonał golkipera Śródmieścia, wysuwając swój zespól na prowadzenie 6:4. Ostatnie słowo należało do Adama Szczygielskiego, który po indywidualnej akcji sforsował blok defensywny gości i po raz ostatni tego dnia pokonał bramkarza przeciwników. Był to gol na 7:4 i tak właśnie zakończyło się spotkanie.

Niedzielni bez swojego kapitana, Marcina Aksamitowskiego pauzującego za czerwoną kartkę, przystępowali do starcia z FC Po Nalewce. Patrząc na formę gospodarzy w tym sezonie spodziewaliśmy się raczej głębokiego wycofania i walki o jak najmniejszą porażkę. I tak się zaczęło spotkanie. Grę prowadzili goście, raz po raz stwarzając sobie okazje strzeleckie. Na nic zdawała się świetna postawa między słupkami Maćka Piątka, który mimo heroicznych interwencji, aż trzykrotnie musiał sięgać po piłkę już w pierwszych piętnastu minutach. Jednak rozgrywki amatorskie często zaskakują zwrotami akcji i tak było i tym razem. Do głosu doszli gospodarze. Najpierw „rozklepali" obronę gospodarzy i pada gol na 1:3. Bramka na 2:3 to mała „tiki-taka' w wykonaniu Niedzielnych i w końcu gol na 3:3 jeszcze pierwszej połowie – po błędzie bramkarza „Nalewek" i do przerwy mamy remis. Druga odsłona rozpoczyna się od dobrze przeprowadzonej kontry gospodarzy, a kończy się upragnionym trafieniem dającym im prowadzenie. To jednak spowodowało brak skupienia i przy następnej akcji bardzo źle zachowali się obrońcy gości, którzy stracili piłkę przy wyprowadzaniu jej z własnej połowy, a rywale wykorzystali to w najokrutniejszy możliwy sposób, zdobywając gola wyrównującego. Na indywidualny popis decyduje się napastnik Niedzielnych – Mateusz Nejman i to jego trafienie znów daje prowadzenie graczom w żółtych trykotach (5:4). Warto podkreślić świetną formę właśnie tego zawodnika, gdyż na aż cztery trafienia były jego autorstwa. Nie inaczej było w końcówce meczu i to właśnie on ustalił wynik spotkania na 6:4. Świetnie piłkę rozgrywał Bartek Komaszewski, który popisał się trzema asystami.

Świetne piłkarskie, III-ligowe widowisko zapewnili nam zawodnicy Elitarnych Gocław oraz Diabła Trzeci Róg. Od początku meczu to zespół Łukasza Girjotasa zdawał się prowadzić grę, jednak raz po raz groźne kontry wyprowadzali goście. Pierwsza bramka cieszyła oko kibica, gdyż po wyrzucie z autu , pięknym półwolejem popisał się Mateusz Pawlik. Kilka minut później, umiejętnościami w dryblingu pochwalił się Paweł Szydziak i po akcji w polu karnym podwyższył na 0:2. Ten sam zawodnik asystował przy golu Mateusza Pawlika na 0:3 i takim wynikiem zakończyła się pierwsza połowa spotkania. Trzeba przyznać, że Elitarni nie zasługiwali swoją grą na deficyt w takim wymiarze, jednak skuteczność była po stronie DTR. Na domiar złego dla gospodarzy, kontuzji doznał ich bramkarz, Marcin Głębocki i między słupkami do końca meczu bronił zawodnik z pola. Jak pierwszy wykorzystał to Paweł Szydziak, który po odbiorze w środku pola wykończył akcję podwyższając na 0:4. Humory kolegom z Gocławia poprawił Wojtek Sekulak, który po podaniu Marcina Branowskiego zdobył pierwszego gola dla gospodarzy. Chwilę później znakomitym podaniem popisał się Łukasz Eljasiak, a sytuacji nie zmarnował Mariusz Głębocki i mieliśmy tylko 2:4, co w piłce 6-cio osobowej nie jest nie do odrobienia. Jednak po raz kolejny gospodarzom dało się w znaki wysokie ustawienie z wychodzącym bramkarzem. Po kolejnej stracie w środku pola, piłka trafiła do Maćka Biernackiego, a ten lobem z połowy ustalił wynik spotkania na 2:5. Tym samym „Diabły" nie powiedziały jeszcze ostatniego słowa w walce o podium !

Hit III ligi nie zawiódł. Stawka spotkania pomiędzy Young Guns, a Truskawką na Torcie była bardzo wysoka, bo w górze tabeli robi się coraz ciaśniej i każde potknięcie może mieć ogromne znaczenie w ostatecznej klasyfikacji. Obie drużyny zmotywowane do sukcesu stawiły się w silnych składach. Początek meczu to ostrożna gra jednej i drugiej ekipy. Przez większą część pierwszej połowy gra opierała się na wymianie piłek w środkowej części boiska i sprawdzaniu formy bramkarzy. Żadna z drużyn nie osiągnęła wyraźnej przewagi, ale jako pierwsza trafia Truskawka. Zawodnicy gości długo nie cieszyli się prowadzeniem, bo po raz pierwszy tego dnia ujawnia się duet Dobrosz - Sujak. Ten drugi podaje, pierwszy strzela i mamy remis. Pod koniec pierwszej połowy Truskawka dokłada jeszcze jedno trafienie i mamy 1:2. Obie ekipy grały na bardzo zbliżonym poziomie i na tym etapie naprawdę trudno byłoby wyłonić lidera tego meczu. Wprawdzie na początku drugiej połowy goście podwyższają wynik na 1:3, bramkarz Truskawki dokonuje cudów swojego rzemiosła i wygląda na to, że drużyna w czerwonych koszulkach zaczyna kontrolować spotkanie, ale nic bardziej mylnego. Coś się w ekipie Truskawki zacina, za to Young Guns łapią swój rytm i zaczynają odrabiać straty. Swój koncert rozgrywają panowie Sujak i Dobrosz, którzy wymieniają asystami i bramkami. Truskawka odpowiada jednym trafieniem i na kilka minut przed końcem spotkania mamy remis 4:4. I kiedy wydaje się, że wynik nie ulegnie już zmianie i drużyny podzielą się punktami na trzy minuty przed końcem spotkania Rafał Dobrosz znajduje drogę do siatki Truskawki. Goście rzucają się w szaleńczy pościg, ale zwyczajnie brakuje czasu i ostatecznie to Young Guns zgarniają pulę 3 punktów, dzięki czemu wskakują na miejsce drugie w tabeli trzeciej ligi, spychając Truskawkę na trzecią pozycję.

IV LIGA

Rywalizację w IV lidze rozpoczęliśmy od spotkania Przypadkowych Grajków i Zakonu Bonifratrów. I od razu mieliśmy do czynienia z niespodzianką. Zakon nie przepada za grą tak wcześnie rano, ale mimo to stawił się w dość szerokim składzie i świetnie zaczął mecz. Już tuż po rozpoczęciu kapitalną akcję rozegrał duet Marek Konopko (asysta) Marcin Stachacz (gol). Przypadkowym jeszcze w pierwszej części udało się wyrównać, ale to Zakon schodził na przerwę prowadząc 1-2. Po zmianie stron ponownie szybki cios wyprowadzili goście, którzy wykorzystali nieuwagę rywala. Przypadkowi widocznie potrzebowali nieco czasu by się rozkręcić, bo w meczu z wyżej notowanym rywalem nie wyglądali najgorzej i nie byli aż tak zdominowani, jak mogłoby się to wydawać przed meczem patrząc na pozycję w tabeli obu ekip. Z biegiem czasu udało im się zdobyć bramkę kontaktową, by w końcu doprowadzić do remisu po golu z rzutu wolnego Łukasza Fideckiego. W ekipie Zakonu konsternacja, bo miały być pewne trzy punkty, a tymczasem rywal dość skutecznie się postawił. Na zwycięskiego gola zabrakło już czasu i oba teamy musiały się podzielić punktami, co w obu przypadkach za wiele nie dało. Zakon nie odrobił straty do Mikstury, natomiast Przypadkowe Grajki również nie zbliżyły się do Gendusia i remis bardziej przybliżył Grajków do spadku niż pozostania w IV lidze.

Na mecz z Lujwaffe Tarchomin ekipa Krzyśka Nałęcza, Sparta, przybyła z zaledwie jednym zmiennikiem, co wobec licznie zgromadzonych przeciwników nie wróżyło nic dobrego. Goście dodatkowo byli osłabieni nieobecnością paru podstawowych zawodników, którzy leczą urazy. Zaczyna się jednak dla nich wyśmienicie, Marek Tadra zagrywa piłkę po ziemi do kapitana swojego zespołu, a ten otwiera wynik na 0:1. I niestety, ale w tym momencie "Spartanie" przestali istnieć. Na ich twarzach z każdą upływającą minutą było widać potworne zmęczenie i brak wiary w nawiązanie równorzędnej walki. Jeszcze w pierwszej połowie "Luje" zaaplikowały oponentom aż sześć bramek, a najaktywniejszymi ofensywnie zawodnikami byli Wojtek Chajdys, który świetnie czuł się w roli kreatora akcji oraz Filip Drożdż, który z kolei nie najgorzej radził sobie w ich wykańczaniu. Tak, to jest jeden z tych meczów, na których ciężko ćwiczy się piórko dziennikarza sportowego, gdyż przewaga była aż nadto widoczna. Nawet jeżeli gościom udawało się skonstruować akcję zakończoną celnym strzałem, świetnie między słupkami radził sobie Aleks Janicki. Wspomniani wcześniej, wyróżniający się w ataku zawodnicy skompletowali odpowiednio: Chajdys - cztery asysty; Dródż - cztery bramki. Ostatecznie ekipa z Tarchomina wygrywa aż 10:1, a zwycięstwu zrównuje się punktami z liderem, Aleją Seksu i Biznesu i zapowiada się piorunująca końcówka sezonu !.

Patrząc na ostatnie wyniki obu drużyn starcie Melodramatu z KS Iglicą Warszawa zapowiadał się na wyrównany mecz. Jednak szybko się okazało, że tego dnia jednym wszystko się udawało, a u drugich coś się zacięło i gra kompletnie się nie kleiła. Pierwsza połowa to popis strzelecki ekipy z Woli. W ofensywie praktycznie wszystko tej ekipie wychodziło i wynik 6:0 musiał imponować. Iglica miała swoje okazje, ale była nieskuteczna ,a Piotr Parol stojący miedzy słupkami Melodramatu miał trochę szczęścia, bo ratowały go słupki i poprzeczki. Po zmianie stron udało się wreszcie przełamać napastnikom gości i uratować choć trochę kiepski wynik. U gospodarzy kapitalne zawody zagrali Piotr Bors i Konrad Górski którzy wiedli prym w swojej drużynie. Ostatecznie 10:3 po końcowym gwizdku i w pełni zasłużone zwycięstwo gospodarzy. Melodramat po pierwszej koncertowej połowie w drugiej grał spokojnie i był to jeden z najlepszych meczy tego zespołu. Iglica po przerwie powalczyła i za to należą się brawa, że mimo niekorzystnego wyniku do końca walczyła.

Zapowiadaliśmy ciekawy mecz pomiędzy Aleją Seksu i Biznesu, a Miksturą, ale scenariusz tego spotkania zaskoczył również nas i nie bylibyśmy w stanie przypuszczać, że będzie w nim tyle dramaturgii. Gospodarze ledwo w pięciu przystąpili do rywalizacji bez swoich dwóch zawodników znanych z ekstraklasy. Podobnie goście, bez Damiana Patoki i Filipa Junowicza. Grając niemal przez całą połowę z przewagą jednego gracza Mikstura wypracowała sobie pięcio-bramkową przewagę. Aleja starała się przetrwać do przyjazdu kolejnych zawodników. Na drugą połowę gospodarze mają już dużo lepszy skład, ale początek to kuriozalne opuszczenie boiska przez bramkarza, który nie mógł znieść krytyki Sebastiana Żółkowskiego „kierownika drużyny" . Po kilku minutach wraca do bramki i trzeba przyznać że broni kapitalnie nie puszczając po powrocie żadnej bramki. Trwa pogoń za wynikiem i dosłownie w jednej z ostatniej akcji meczu pada bramka na remis. Aleja w pełnym składzie od początku na pewno wygrałaby ten mecz. Tak się jednak nie stało i tym bardziej czeka nas ciekawy pojedynek o mistrzostwo z Lujwaffe. Mikstura w drugiej połowie chciała dowieźć wynik i to się zemściło. Trzecia lokata dla ekipy braci Jochemskich coraz bliżej i być może ten punkt przesądzi o brązowych medalach.

Augusto Penguins podejmowało NAF Genduś w meczu zespołów z dolnej części tabeli. Przed meczem kapitan gości zdradził nam, że ich as, Michał Ochocki, z uwagi na odnowioną kontuzję nie pojawi się niestety do końca sezonu na boisku. To oznaczało, że "Pingwiny" mają nieco ułatwione zadanie. I faktycznie, słowo "trochę" jest tutaj adekwatne. Mecz był niesamowicie wyrównany, z lekkim zarysem przewagi po stronie gospodarzy. Bardzo dobrze w destrukcji spisywał się rosły obrońca, Bartek Gładysz, który twardo, lecz czysto przerywał akcje ofensywne gości. Wynik meczu otworzył jego kolega z zespołu, Albert Zimoch. Chwilę później, ciekawą akcję wypracował Konrad Czarnomski, a jego podanie wykorzystał Krzysiek Niewierkiewicz. W pierwszej odsłonie żadnej z drużyn nie udało się odskoczyć, a wynik przebiegał następująco : 1:1 / 1:2 / 2:2 / 3:2, gola na 3:3 po raz kolejny zdobył Krzysiek Niewierkiewicz. Po zmianie stron aż do stanu 5:5 gra toczyła się bramka za bramkę, a kibice nie mogli narzekać na brak przyjemnych dla oka akcji. Gospodarze jednak zaczęli skuteczniej wykańczać swoje sytuacje, i po golach Maćka Zaroda na 6:5 oraz Grzegorz Himkowskiego, Pingwiny odjechały na 7:5. Nadzieję na choćby jeden punkt "Gendusiom" przywrócił świetnie grający tego dnia Konrad Czarnomski, jednak znów objawił się talent strzelecki Maćka Zaroda (skompletował tą bramką hat-tricka), a jego trafienie ustaliło wynik spotkania na 8:6. Szczególnie zawiedziony porażką może być Konrad Czarnomski, gdyż zanotował bardzo dobry występ, a jego statystyki - dwie asysyty oraz hat-trick - są bardziej niż przyzwoite.

V LIGA

W starciu z Orłami Zabraniecka, Munja wygrała pewnie, choć nie tak gładko jak wskazywałby na to wynik. Widzimy, że w tej rundzie Choć Orły grają nieźle, ale też nie aż tak dobrze, by co mecz punktować, to w każdym spotkaniu sprawiają sporo problemów wyżej notowanym rywalom. Tak było i tym razem, bo faworyzowana Munja, choć miała mecz pod kontrolą, to nie szturmowała raz po raz bramki Piotra Janowskiego. Do przerwy padł wynik 0-2. Po zmianie stron obraz gry za wiele się nie zmienił, mimo prób nawiązania rywalizacji nie udało się zespołowi z Zabranieckiej nawet strzelić honorowej bramki. Za to ta sztuka udała się jeszcze trzykrotnie Munji i mecz kończy się wynikiem 0-5. Jak zwykle niezawodny był Michał Sztajerwad który trafił do siatki rywala aż czterokrotnie, w główniej mierze przesądzając o wygranej swojej drużyny. Dzięki temu zwycięstwu Munja wciąż bije się o podium, bo jak się okazało pozostałe zespoły liczące się w walce o pudło również wygrały swoje spotkania i prawdopodobnie końcowe rozstrzygnięcia padną dopiero w ostatniej kolejce.

ADP Wolska Ferajna w ostatnim czasie nie miała zbyt wysokiej formy. To spowodowało że starcie z Brazylijczykami było niezwykle ważne w kontekście awansu do czwartej ligi. Już początek spotkania pokazał, że podopieczni Mateusza Nejmana potrafią dobrze grać w piłkę i jak tylko koncentrują się na meczu, a nie na innych niepotrzebnych rzeczach to są groźni dla każdego. Strzelanie rozpoczął Daniel Guba. Jednak goście po kilku minutach wyrównują. Jeszcze przed przerwą kapitan ADP daje ponowne prowadzenie. Dobra gra ekipy z Woli zaskakuje Funducio i niektórzy zawodnicy nie wytrzymują presji i próbują prowokować sędziego i przeciwników. Gospodarze jednak nie dają się wciągnąć w te prowokacyjne zachowania, a my zmieniamy sędziego. Druga połowa pokazała, że nie w arbitrze był problem ,ale w grze Brazylijczyków ,którzy byli tego dnia słabsi. Duet Guba - Nejman zaaplikowali siedem bramek i niewątpliwie przyczynili się do zasłużonego zwycięstwa. Pochwalić trzeba całą drużynę za to spotkanie i bramkarza Artura Baradzieja –Szczęśniaka który kilka razy kapitalnie bronił i dołożył swoją cegiełkę do triumfu ADP. Zespół Rafaela Andrade musiał odłożyć w czasie świętowanie mistrzostwa i udać się na Picassa, by rozegrać drugi tego dnia mecz o Majstra...

Zmobilizowani jak na finał Ligi Mistrzów przyszli zawodnicy FC Tartak na mecz z dobrymi znajomymi, czyli Pogromcami Poprzeczek. Gospodarze pozwolili dość długo cieszyć się ekipie Tomka Mazura czystym kontem, gdyż zajęło im aż 20 sekund, aby pokonać Daniela Kowalskiego. I tak sobie strzelali aż do stanu 0:4, kiedy błysk talentu Mateusza Niewiadomego oślepił wszystkich, a przede wszystkim Maćka Nuszkiewicza, który musiał skapitulować. Generalnie mecz bez większej historii pod względem piłkarskim. Przewaga "Drwali" była bezsprzeczna, a najwięcej bramek dla ekipy Lucu Kończala na swoim koncie zapisali Jakub Kawecki i Michał Borowiec - obaj po cztery trafienia. Wśród asystentów brylował Łukasz Łukasiewicz, który czterokrotnie notował kluczowe podanie, także dwa razy zdobywał bramkę. Ozdobą meczu był szpaler, jaki dla Konrada Podpirko zrobili zawodnicy obu drużyn. Ten sympatyczny zawodnik opuszcza zespół Tartaka, gdyż wyprowadza się do miasta oddalonego od kilkaset kilometrów. Piękny gest ! Co do wyniku - gospodarze wygrali 12:2, a sam mecz był doskonałą rozgrzewką przed drugim, o wiele trudniejszym spotkaniem, jakie FC Tartak miał rozegrać tego dnia...

.... czyli spotkanie Furduncio Brasil. Brazylijczycy po porażce z ADP II chcieli w końcu powiedzieć ostatnie słowo w walce o mistrzostwo, natomiast ekipa Lucu Kończala nadal liczyła na niezłe miejsce w górnej części tabeli. Mając na uwadze, że oba zespoły tego dnia miały już jedno spotkanie w nogach, przy prawie 30-stopniowym upale nie spodziewaliśmy się fajerwerków. Było dokładnie inaczej. Słowa pochwały kierujemy do świetnie zorganizowanego od pierwszych minut zespołu Tartaka O dziwo, praktycznie całą pierwszą połowę akcje konstruowali głównie „Drwale", a bardzo słabo zorganizowana i przemęczona obrona „Canarinhos" co chwila popełniała błędy. Pierwsza bramka padła po akcji Tomasza Chysa, który dograł piłkę w stronę Łukasza Łukasiewicza, a ten pewnie umieścił piłkę w siatce. Chwilę później dwójkową akcją popisał się duet Bartek Nawrot i Michał Borowiec, gdzie pierwszy z nich wykreował akcję , a drugi wykończył. Miny Brazylijczyków naprawdę zrzedły, gdy po zamieszaniu w polu karnym jeden z zawodników Furduncio umieścił piłkę we własnej siatce. Wynik pierwszej połowy na 0:4 ustalił wcześniej wspomniany Łukasz Łukasiewicz i pachniało sensacją, gdyż gospodarze nie są zbyt przyzwyczajeni do odnoszenia porażek, a już na pewno dwóch w ciągu jednego dnia. Po zmianie stron na plac wszedł czołowy obrońca ekipy Rafaela Andrade. Mowa o Yan'ie da Silva, który mimo kontuzji, patrząc na wyczyny kolegów w defensywie, wszedł do gry. Przyniosło to efekt, gdyż po kilku minutach indywidualną akcją popisał się kapitan żółto-niebieskich i strzelił bramkę na 1:4. Jednak ostatnie słowo tego dnia należało do Tartaka, a konkretnie do Jakuba Kaweckiego, który po ładnej akcji zaskoczył Adama Czerwińskiego i ustalił wynik na 1:5. Niespodzianka stała się faktem, a radość gości po ostatnim gwizdku była nie do opisania !

Kolejny bardzo dobry mecz rozegrali zawodnicy Polskiego Drewna. Tym razem miało to miejsce w starciu z Green Teamem. Pierwsze minuty to tzw. „futbol na tak", czyli niezbyt duża uwaga przykuwana do obrony, za to świetna zabawa w ofensywie. Efektem tego były cztery bramki w pierwszych ośmiu minutach meczu, a strzelali je Karol Urbańczyk dla gospodarzy oraz Daniel Kurowski i Sebastian Szelesczuk dla gości i mieliśmy 2:2. Moc z jaką w tym momencie w mecz wszedł wspomniany Daniel Kurowski była niesamowita. W kolejnych kilku minutach aż trzykrotnie pokonywał Adama Kawę, z czego jedno trafienie z rzutu wolnego sprawiało, że ręce same składały się do oklasków. Taka końcówka pierwszej połowy sprawiła, że na przerwę „Zieloni" schodzili z prowadzeniem 2:5. Drugie 25 minut zaczyna się jednak po myśli „Drewniaków". Świetne tempo gry narzucił szybki skrzydłowy gospodarzy, błyszczący formą tego dnia Karol Urbańczyk. To dzięki jego dwóm trafieniom dystans dzielący oba zespoły zmalał do jednej bramki (4:5). Wtedy świetną akcją indywidualną popisał się Marcin Suwała i doprowadził do wyrównania. Oglądaliśmy pojedynek dwóch snajperów : Urbańczyk vs. Kurowski. Obu Panom wpadało wszystko i po wymianie cios za cios mieliśmy 6:6: W końcówce spotkania nerwy jednak lepiej utrzymali na wodzy gospodarze i w czterech ostatnich minutach meczu jeszcze dwukrotnie pokonali Radka Martyniuka. Wynik 8:6, a komplet punktów daje jeszcze nadzieje Polskiemu Drewnu na utrzymanie w V-tej lidze.

W meczu LandTechu z FC Alfa faworyt był oczywisty. Gospodarze, o ile stawiają się w optymalnym składzie, nie mają sobie równych w rundzie wiosennej. Tego dnia mogli liczyć na swoich asów, więc zapowiadała się dość jednostronna gra. Początek zgodnie z przewidywaniami. Wynik spotkania otwiera Mateusz Repczyński po podaniu Damiana Ciszka, a kilka minut później dokładnie takie samo zestawienie zapewnia podwyższenie wyniku na 2:0. W odwecie w pole karne gospodarzy wpada Łukasz Wrona i celnym strzałem pokonuje golkipera rywali. Jednak jeszcze przed przerwą potencjał ofensywny pokazują gospodarze, i to dwukrotnie. Szczególnie ładne było trafienie Aleksandra Kuśmierza, który płaskim strzałem z dystansu nie dał szans bramkarzowi Alfy. Druga połowa zaczyna się od akcji Oskara Zakrzewskiego, który dogrywa piłkę do Dawida Mallego, a ten bez problemu wpisuje się na listę strzelców. Ostatni zryw ataku ekipy Artura Jurka ma miejsce przy stanie 5:1, a ładnym strzałem z dystansu popisuje się Adam Jabłoński skracając dystans do wyniku 5:2. Od tej pory gole zdobywają już tylko zawodnicy „Techów". Ładną akcją na 8:2 popisuje się Jakub Korpysz. Parę minut później, z tylko sobie wiadomych powodów, 200% okazję marnuje Dawid Mally, posyłając piłkę w kuriozalny sposób nad poprzeczką. To jednak nie zmienia faktu, że gospodarze przeważali bez cienia wątpliwości. Wynik końcowy 9:2 nie pozostawia złudzeń, kto był lepszy. Landtech wciąż w grze o podium a FC Alfa raczej spokojnie doczeka końca sezonu w środku tabeli.

Na mecz z Compatibl zespół OKS Nowy Raków zapowiadał, że może mieć problemy ze składem, stąd został ustawiony na bardzo późną godzinę. Jak się okazało, w szeregach gości było aż 11 zawodników, podczas gdy Białorusini mieli tylko jednego zawodnika na zmianę, co ich nieco zniesmaczyło, gdyż chcieli być fair, a sami zostali postawieni w sytuacji, gdzie kadra na mecz nie była zbyt szeroka. Niestety dość szybko okazało się, że wieczorne granie nie sprzyjało formie ekipy braci Volin. W szeregach OKS-u bardzo dobrze radził sobie duet Michał Sidor i Piotrek Czaja. Ten pierwszy otworzył wynik spotkania wykańczając akcję zainicjowaną przez Dawida Skrzypczyka, drugi zaś dwoma trafienia z rzędu sprawił, że jego zespół na przerwę schodził z bardzo solidną zaliczką w wymiarze 0:3. Zespół ze wschodniej Europy nie zamierzał jednak składać broni, co potwierdzili przeprowadzając akcję kombinacyjną, gdzie po podaniu Antona Klymaka, bramkę zdobył Yevhenii Volin. Niestety dla nich, po raz kolejny swoją formę dnia potwierdził wspomniany wcześniej duet Czaja / Sidor i po ich akcji mieliśmy 1:4. To jednak podziałało jak płachta na byka na Vlada Jarmolenko. Ten dynamiczny młody skrzydłowy Compatiblu najpierw skutecznie wykończył akcje po podaniu Antona Klymaka, a chwilę później odwzajemnił się koledze z zespołu i popisał się sprytnym podaniem, które otworzyło drogę do bramki. Ten gol był kluczowy, gdyż gospodarze złapali kontakt (3:4) i mieli chęć na choćby punkt w tym spotkaniu. Nieco odważniej zaczęli atakować, ale nie byli w stanie sforsować dobrze zorganizowanej defensywy Rakowa. Odważna gra z przodu naraziła ich w końcówce na kontrę, ale 100% okazji na minutę przed końcem nie wykorzystał Piotrek Czaja, a wynik 3:4 nie uległ zmianie. Compatibl spada w środek tabeli, a zespół Czarka Durka wciąż z nadzieją na awans.

VI LIGA

Jako pierwsze z ekstraklasy na boisko wybiegły ekipy Górki i Moczymord. Patrząc na składy obu ekip to widać było kilka absencji po obu stronach. Brak etatowego bramkarza czy choćby Konrada Litwiniuka, który często stawał miedzy słupkami był sporym utrudnieniem dla taktyki gospodarzy. Goście szybko zaczęli budować swoją przewagę i na bramki nie musieliśmy długo czekać. Do przerwy mamy 3:0 i wydaje się, że wszystko jest pod kontrolą graczy z Mokotowa. W pierwszej odsłonie mieliśmy też jedną kontrowersję. Po rzucie z autu padła bramka autorstwa Roberta Kuleszy. Jak się okazuje, sędzia nie zauważył że zawodnik Moczymord wrzucił piłkę z boiska, co spowodowało trochę nerwowości w szeregach Górki, która nie mogła pogodzić się z tym, że sędzia był zasłonięty przez zawodników i popełnił taki błąd. W drugiej połowie mamy gola kontaktowego dla Górki i jeszcze co najmniej dwie dobre sytuacje dla gospodarzy, aby odwrócić wynik. Adam Rutka jednak w tym sezonie pokazuje ,że jest pewnym punktem swojej drużyny i więcej razy nie dał się zaskoczyć. Moczymordy wygrywają, choć ich gra nie była rewelacyjna, ale być może optymalna forma przyjdzie na najważniejsze mecze w sezonie. Górka nadal czeka na pierwsze zwycięstwo w sezonie…

 

Większych emocji nie mieliśmy w starciu Przełomu z Turem Ochota. Dość szybko goście pokazali, że będzie to mecz do jednej bramki. Praktycznie każdy błąd rywala bezlitośnie wykorzystywali napastnicy Tura, od samego początku pokazując kto jest lepszy na boisku. Do przerwy mamy 0:6. Po zmianie stron, mając mecz pod całkowitą kontrolą, goście spuścili trochę z tonu. Ich akcje często kreował bramkarz Paweł Wysocki, co pozwoliłogospodarzom zdobyć po kontrach bądź po składnych akcjach i strzałach do pustej bramki, cztery gole. Na inaugurację  ekipa Konrada Kowalskiego zdobywa trzy punkty i tak naprawdę czekamy na przeciwnika ,który zweryfikuje formę obecnego lidera. Przełom ma kilku nowych zawodników i ciężko powiedzieć na co stać tą drużynę. Na tle utytułowanego przeciwnika wypadli blado, ale niewykluczone, że jeszcze w tej rundzie faworytom punkty zabiorą.

 

Jednostronnie wyglądał pojedynek GS Zabrodziaczka z East Windem.  Mieliśmy nadzieję że gospodarze nawiążą walkę, tym bardziej że na Grenady pojawili się w szerokim składzie. Na ich nieszczęście okazało się, że goście są w znakomitej formie i dość szybko pokazali im, że nie ma dla nich innej możliwości jak komplet punktów w tym meczu. Bardzo dobre zawody zagrał kapitan Sebastian Dąbrowski ,który harował zarówno w defensywie jak i ofensywie. Korzystnie zaprezentował się także Maks Himel ,który szybkością gubił rywali i stwarzał dobre okazje dla swoich kolegów. Do przerwy mamy wynik 1:5. Po przerwie dominacja gości była jeszcze większa i ostatecznie zakończyło się na dwucyfrowym wyniku. GS próbował stwarzać sobie sytuacje ,lecz często przegrywał pojedynki z rywalami i widać było, że przygotowanie fizyczne, szybkość i technika na wyższym poziomie jest u graczy East Windu.  Gospodarze muszą się najprawdopodobniej skoncentrować na walce o utrzymanie w lidze, a goście zapewne powalczą o medale.

Niezwykle ważny w kontekście walki o czołowe lokaty był pojedynek Kebavity z Anonymmous. Pamiętamy z jesiennej potyczki, że gospodarze grali bez bramkarza ,a na domiar złego po czerwonej kartce musieli grać w osłabieniu. Przegrali  i teraz chcieli się zrewanżować. Mając chyba najlepszy skład w tym sezonie, szanse na komplet punktów były duże, tym bardziej, że goście nie mieli kilku podstawowych zawodników. Brak chociażby Michała Głębockiego, jednego z najskuteczniejszych zawodników, na pewno nie pozwalał optymistycznie patrzyć na taktykę meczową. Szybko swoje umiejętności pokazał na placu Adnan Fheelbum ,który swoją techniką powodował chaos w szykach obronnych Anonimowych. Kluczowa akcja w meczu ma miejsce przed końcem pierwszej połowy. Kebavita wykonuje rzut wolny, po którym sędzia dyktuje rzut karny za zagranie piłki ręką. Nie mogący się pogodzić z tą decyzją gracz Anonimowych rzuca pod adresem sędziego różne słowa, delikatnie mówiąc, rozgoryczenia, za co dostaje czerwoną kartkę i osłabia swój zespół. Więcej o tym zdarzeniu pisaliśmy w artykule „Plusy i Minusy”. Pewnie wykorzystany karny i mamy 3:0. Po zmianie stron i po odbyciu 10 minutowej kary za czerwoną kartkę, Anonimowi grają lepiej, strzelają gole, ale jak się okazało, dwie bramki Konrada Kozłowskiego były honorowymi trafieniami. Kebavita wygrywa i zgłasza akces do walki o podium. Anonimowi też nie stracili szans na medale, więc wszystko dla obu ekip jest jeszcze możliwe w tym sezonie.

 

W zapowiedziach pisaliśmy, że Mocno Wola na pewno będzie walczyć do końca sezonu z każdym i Wilanów w niedzielne popołudnie przekonał się, że z teoretycznie słabszymi drużynami z dołu tabeli też można nieoczekiwanie stracić punkty. Z wielkich wzmocnień zapowiadanych przez gości nie pojawił się nikt, kogo nie widzielibyśmy w rundzie jesiennej. Za to Wola dysponowała składem, który tylko raz pojawił się w poprzedniej rundzie i wygrał mecz z Anonimowymi. Początek niezwykle wyrównany. Naprawdę, patrząc na to spotkanie nie widać było, że te ekipy dzieli taka duża różnica punktowa. Na prowadzenie po piekielnie silnym i precyzyjnym strzale Piotra Krawczyka wyszedł Wilanów. Taki też wynik utrzymał się do przerwy. Po zmianie stron gospodarze coraz groźniej atakowali i dążyli do wyrównania. Po znakomitej dwójkowej akcji Kielak – Cuch, gdzie ci zawodnicy rozklepali całą obronę rywali mamy wyrównanie. Po chwili za sprawą Cezarego Przybylaka mamy prowadzenie Mocno Woli. Dosłownie w ostatniej akcji meczu, niezawodny Piotr Krawczyk, podaje do napastnika Wilanowa i mamy remis. Z perspektywy całego meczu sprawiedliwy. W końcówce meczu nie obyło się bez kontrowersji. W polu karnym trącony przez bramkarza był Michał Kielak. Sędzia jednak nie zdecydował się wskazać na wapno, być może dlatego, że mimo kontaktu z zawodnikiem drużyny przeciwnej Michał ma tendencje do upadania w sposób nie wyglądający z boku naturalnie, czym często powoduje że gwizdek sędziego milczy. Wilanów zawodzi, a Mocno zagrała jak najbardziej na plus, oby tak przez całą rundę.

 

Zeszłotygodniowy problem kadrowy Rosso Bianco sprawił, że z placu boju schodzili ze smakiem goryczy wysokiej porażki. Tym razem przeciwko Mikrostrzelbom liczyliśmy, że wyciągną wnioski i stawią się licznie. Nic bardziej mylnego. Po raz kolejny brakowało podstawowych zawodników i mimo że mecz był z nieco mniej wymagającym rywalem, to swoje robił upał. Na szczęście niezłą dyspozycją od początku spotkania popisywał się Łukasz Sokołowski i za sprawą jego dwóch trafień gospodarze dość szybko wyszli na prowadzenie. Mimo nieźle zorganizowanej obrony gości, to „Czerwono-Biali" mieli optyczną przewagę, co udokumentowali kolejnym golem strzelonym przez Konrada Bolimowskiego. W odpowiedzi jedno trafienie w pierwszej połowie zanotował Patryk Gutenplan i do przerwy mieliśmy 3:1. Bo zmianie stron o swojej dobre formie przypomniał jeden z braci Benickich – Tomek, który podwyższył prowadzenie na 4:1. Chwilę później oglądaliśmy fenomenalne trafienie z dystansu w samo okienko, a gola dla „Strzelb" zdobył ponownie Patryk Gutenplan. Kolejny minuty to znów wyraźna przewaga gospodarzy i odskoczenie z wynikiem na cztery bramki (6:2). Jednak kto myślał, że to koniec zmagań, był w błędzie. W pościg za wynikiem ruszyli zawodnicy z niebieskich strojach i zdobyli trzy bramki z rzędu autorstwa Wojtka Przechodzenia (dwukrotnie) oraz Pawła Sivaka. W tym momencie widniał wynik 6:5 i walka o punkty była wciąż otwarta. Jednak zamiast klarownych sytuacji oglądaliśmy sporo walki w środku pola i wynik już nie uległ zmianie, a Rosso Bianco dość szczęśliwie zainkasowało cenne trzy punkty.

Hitem VI-tej ligi było spotkanie Bękartów Warszawa z rozkręcającymi się niczym startujący helikopter zawodnikami Green Lantern. Nowe, jasnozielone stroje zespołu Mikołaja Wysockiego prezentowały się na nich świetnie, więc przed meczem delikatnie zażartowaliśmy, że w takich trykotach nie wypada przegrać. Chyba jednak za bardzo nie wzięli sobie tego do serca, gdyż w pierwszych kilkunastu minutach to Bękarty pokazywały klasę. Świetne rozgrywanie piłki z głową w górze robiły wrażenie. Pierwsza bramka dość przypadkowa – zamieszanie w polu karnym, do piłki dopada Adam Józefowski i mamy 1:0. W odpowiedzi ładnym strzałem zza pola karnego popisuje się jeden z zawodników gości, ale dosłownie po kilkunastu sekundach oglądamy szybką ripostę w postaci bramki Mateusza Budzicha i Bękarty znów na prowadzeniu (2:1). Bardzo wyrównana gra, nikt nie odstawia nogi, ale nie ma mowy o złośliwości. Na siedem minut przed końcem pierwszej odsłony do remisu doprowadza Mikołaj Wysocki , po podaniu Filipa Czepło. Tuż przed gwizdkiem, na jednobramkowe prowadzenie gospodarzy wyprowadza Adam Józefowski. Druga połowa to istny rollercoaster. Najlepiej świadczy o tym przebieg wyniku (2:3 / 3:3 / 3:4 / 4:4), gdzie oglądaliśmy niemalże bokserską wymianę ciosów, na szczęście tych piłkarskich. Więcej zimnej krwi w ten upalny dzień zachowali jednak zawodnicy Green Lantern. Od stanu 4:4 to oni przejęli inicjatywę, którzy najpierw będąc w przewadze wyszli na 4:5, a następnie będąw osłabieniu podwyższyli na 4:6. Bękartom nieco puszczały nerwy, a zemściło się to na nich w końcówce spotkania, kiedy ich rywale wbili bramkę na 4:7, zgarniając cenne niczym złoto trzy punkty.

Zdecydowanym faworytem starcia Mobilisu z Chłopcami z Bródna byli Ci drudzy. Wciąż kontuzjowany Damian Benderz nie próżnuje i widać było kolejne wzmocnienia w składzie jego zespołu. Zawodnicy gospodarzy nie zamierzali odstawiać nogi i grali dość agresywnie w obronie, czego efektem były dość częste upomnienia słowne sędziego. Jednak umiejętności gości wzięły górę na twarda postawą „Mobilnych". Jako pierwszy do bramki trafił Damian Łukasik po podaniu Roberta Bajdały, który po chwili z roli asystenta stał się egzekutorem, wykańczając akcję wykreowaną przez Bartka Słobodziana. Przewaga „ChzB" była bardzo duża, a jedyną odpowiedzią na ich strzelanie był gol autorstwa Łukasza Kacprzaka w pierwszej połowie na 1:5. Ozdobą jednak było fantastyczne trafienie Mariusza Łukasika w samo okienko bramki strzeżonej przez Łukasza Kuleszę. W drugiej połowie goście kontynuowali swój marsz po komplet punktów. „Mobilni" trafili po raz drugi tego dnia dopiero na 2:7, ale potem Panowie z Bródna jeszcze dwukrotnie wpisywali się na listę strzelców i mecz zakończył się pewnym zwycięstwem gości 2:9. Po raz kolejny świetnie rozgrywał piłkę Roberta Bajdała, który zanotował cztery asysty, a sam skutecznie wykańczał akcje dwukrotnie i został wybrany zawodnikiem meczu.

 

 

 

dodaj komentarz

 
Wybierz kolejkę:
0 0

EKSTRAKLASA

Kolejka 1
Wybierz kolejkę:
0 0

LIGA 1

Kolejka 1
Wybierz kolejkę:
0 0

LIGA 2A

Kolejka 1
Wybierz kolejkę:
0 0

LIGA 2B

Kolejka 1
Wybierz kolejkę:
0 0

LIGA 3A

Kolejka 1
Wybierz kolejkę:
0 0

LIGA 3B

Kolejka 1
Wybierz kolejkę:
0 0

LIGA 4A

Kolejka 1
Wybierz kolejkę:
0 0

LIGA 4B

Kolejka 1
Wybierz kolejkę:
0 0

LIGA 5A

Kolejka 1

Statystyki kolejki

     

    Ankieta

    Czy według Ciebie Reorganizacja Rozgrywek była dobrym pomysłem?
    Czy według Ciebie Reorganizacja Rozgrywek była dobrym pomysłem?
    Aby zagłosować musisz wybrać jedną z odpowiedzi