Wczytuję...

ZMIANY NA FACEBOOKU!

Na facebooku doszło do dużych zmian. Jedną z ich konsekwencji może być to, że przestaniecie widzieć nasze posty. Sprawdźcie jak się do tego przygotować, aby być z LIGĄ FANÓW na bieżąco!…

LIGA FANÓW TV - POWIADOMIENIA…

Masz Telefon, Tablet i aktywne konto Google ? Sprawdź jak łatwo skonfigurować powiadomienia dla materiałów Video z kanału Liga Fanów TV.

#FANTYP NAGRODY!

Zabawa w FAN-typa przyjęła się znakomicie. Średnio co tydzień bawi się z nami ponad 70 osób. Ale chcemy by było ich jeszcze więcej, dlatego postanowiliśmy przyznawać dodatkowe nagrody. Komu…

ZGŁOSZENIE INDYWIDUALNE

Nie masz zespołu? Chciałbyś zagrać w Lidze Fanów? Uwielbiasz piłkę nożną? Wychodzimy naprzeciw waszym oczekiwaniom i proponujemy komfortowe rozwiązanie!

ZMIANY NA FACEBOOKU!
LIGA FANÓW TV - POWIADOMIENIA NA YOUTUBE
#FANTYP NAGRODY!
ZGŁOSZENIE INDYWIDUALNE

AL. SEKSU I BIZNESU WYGRYWA W HICIE KOLEJKI IV LIGI!

08
Lis

Za nami już 7 jesienna kolejka w Lidze Fanów. Ligowa karuzela wyraźnie nabrała rozpędu i powoli w rozgrywkach klaruje się, kto będzie walczył o najwyższe cele, a kto grał o prestiż i utrzymanie. Ostatni weekend był bardzo obfity w ciekawe pojedynki, duże niespodzianki i zdarzenia istotne dla układów tabel w poszczególnych ligach. Zapraszamy na szczegółowe podsumowanie ligowych zmagań z minionego weekendu.

AL. SEKSU I BIZNESU WYGRYWA W HICIE KOLEJKI IV LIGI!

EKSTRAKLASA

W teorii spotkanie East Wind z Liderem nie powinno przynieść większych emocji, bo zespół z czuba tabeli mierzył się z ligowym outsiderem. Ale kto grał przeciwko drużynie z Ukrainy ten wie, jaką siłą rażenia dysponuje. I w sobotę Sebastian Dąbrowski i spółka o mało się tym nie przekonali. Ich luźne wejście w mecz spowodowało, że Lider po dwóch minutach prowadził 2:0. To obudziło faworytów, którzy do przerwy zdołali odrobić straty i wynik po 25 minutach brzmiał 3:3. Po krótkim odpoczynku w drugą połowę lepiej wchodzi Lider, który ponownie prowadzi, ale za wygraną nie daje przede wszystkim Damian Patoka. Gdy ten gracz jest przy piłce, można być niemal pewnym, że za chwilę padnie gol. To głównie dzięki jego postawie East Wind zaczyna budować swoją przewagę. Ale to także za jego sprawą robi się w końcówce nerwowo. Sędzia pokazuje mu bowiem żółtą kartkę, a Lider w krótkim odstępie czasu strzela dwie bramki i na minutę przed końcem jest tylko 7:6! Przegrywający rzucają wszystko na jedną szalę i podnoszą ciśnienie konkurentom, którzy jednak dowożą minimalne zwycięstwo do ostatniego gwizdka. Triumfatorzy powinni popracować trochę nad koncentracją, bo to chyba ten czynnik, który powoduje, że zamiast być liderem tabeli, zajmują w tabeli dopiero piąte miejsce.

Dużo nadziei pokładaliśmy w meczu Kebavity i Tura Ochota. Tak się złożyło że było to pierwsze spotkanie tych drużyn w lidze i liczyliśmy że zespół Buraka Goncuoglu postawi trudne warunki Konradowi Kowalskiemu i spółce. Tak to wyglądało jeszcze przez długi okres w pierwszej połowie. Gra Kebavity kompletnie posypała się w momencie stracenia pierwszej bramki. Od tego mementu Tur punktował rywali, a Piotr Kalbarczyk co chwila musiał wyjmować piłkę z siatki. Do przerwy Tur prowadził już 7-1 i raczej nie pozostawił złudzeń kto tego dnia jest lepszy. Warto zauważyć że bramki zaczęły padać dopiero po ok 15 minutach gry. W drugiej części goście mogli już nieco się pobawić rozgrywając piłkę między sobą i zmuszając rywala do biegania. Mimo że druga połowa zakończyła się wynikiem 4-4, to nie zmienia faktu że to Tur był tego dnia stroną dominującą. Zespół z Ochoty potwierdza swoją pozycję z Lidze Fanów i aspiracje do odzyskania mistrzostwa, natomiast Kebavita raz gra dobre spotkanie, by za chwilę zagrać poniżej oczekiwać. W Ekstraklasie niestety trzeba wspinać się na wyżyny swoich umiejętności by myśleć co najmniej o medalach.

Podobny przebieg miał mecz Mocno Woli z FC Wilanów. Drużyna z Woli rzuciła na ten mecz chyba wszystko to, co miała na ten moment najlepszego. Na Grenady przyjechało ich tylu że mogliby wystawić dwie piątki. Przeciwnicy mieli tylko jedną zmianę i też w tym mogli upatrywać swoje szanse gospodarze. Te nadzieje szybko zostały rozwiane przez zawodników Maćka Pawlickiego. Mocno bez pomysłu na grę, co i rusz rozbijane przez ofensywne trio Polakowski- Krawczyk- Idzikowski już do przerwy przyjęło 7 bramek i tylko dzięki Sebastianowi Nowakowskiemu nie skończyło się dwucyfrówką już w pierwszej części. Nie przypominamy sobie kiedy ostatni raz w obozie Mocno Woli było tak cicho... Po zmianie stron Grzegorz Bieńkowski strzela pierwszą bramkę dla swojego zespołu. Nie wiadomo czy to ze względu na wyskoki wynik do przerwy, czy narastające zmęczenie ale Wilanów nieco spuścił z tonu i więcej pracy miał Jacek Żołnierski. Druga połowa zakończyła się zwycięstwem 4-3 Mocno Woli, ale i tak w całym spotkaniu bezdyskusyjnie przegrywają 4-10.

 

I LIGA

Spotkanie Junaka z Bulbezem rozpoczęło niedzielne zmagania w ramach siódmej serii gier. Obie drużyny dysponowały swoimi optymalnymi składami. Pierwsza połowa była wyrównana. Gospodarze mieli nadzieję na pierwsze punkty w tym sezonie, z kolei goście po dwóch porażkach z rzędu liczyli na przełamanie. Pierwsi trafili gracze Michała Rychlika , ale wynik cały czas był na styku. Team Krzyśka Krzewińskiego jak to ma w zwyczaju pierwszą odsłonę zagrał bardzo dobrze. Po przerwie najlepszy w tym sezonie w ekipie gospodarzy Krystian Szularz strzela gola kontaktowego i wydaje się że może się tu wszystko wydarzyć. Bulbez jednak mając w swoich szeregach doświadczonych zawodników, przejmuje ponownie kontrolę nad spotkaniem. Strzela kolejne bramki, a gdyby Konrad Kozłowski był skuteczniejszy, to mogło skończyć się zdecydowanie wyższym wynikiem. Junak niestety pozostaje bez punktów ,a Bulbez wraca na zwycięską ścieżkę.

Do pojedynku drużyn z dolnej części tabeli doszło w spotkaniu FC Karmelickiej, która podejmowała bielański FC Melange. Ekipa z Muranowa stawiła się bardzo licznie, co od samego początku wzbudziło respekt rywali. Nie tylko liczba zawodników, ale i dobra postawa w początkowej fazie meczu sprawiła, że to gospodarze wyszli na prowadzenie. Zespół Kamila Marciniaka bardzo źle zazwyczaj znosi mecze, które zaczynają od stracenia gola, jednak tym razem było inaczej. Pełniący tego dnia funkcję golkipera Grzesiek Mac bardzo dobrze konstruował akcje pozycyjne "Melanżowników", co skrzętnie wykorzystali jego koledzy. Z jednobramkowego deficytu udało się wyjść na stan 1:4 dla FCM. Potem jednak coś siadło i inicjatywę zdecydowanie przejęli gospodarze, co zmusiło gości do cofnięcia się w okolica pola karnego na kilka dobrych minut. Gracze Karmelickiej wrzucili wyższe obroty i wykorzystali fakt przejęcia inicjatywy, strzelając dwie bramki i doprowadzając do stanu 3:4. Ostatnie kilka minut spotkania to istna obrona Częstochowy Melanżu, ale na ich szczęście skuteczna na tyle, że udało się im wywalczyć cenne trzy punkty, które oddaliły ich od strefy spadkowej. Czekamy na uwolnienie potencjału, jaki drzemie w ekipie z Muranowa, bo widać, że stać ich na dużo więcej, niż obecnie prezentują.

Saska po ostatnich niezłych meczach liczyła na punkty w starciu z Drunk Teamem. W powrocie do lepszej gry miał pomóc Damian Ostrowski ,który swoim doświadczeniem miał dać trochę jakości i spokoju w ekipie Korneliusza Troszczyńskiego. Niestety trafili na świetnie w tym dniu dysponowanych rywali którym wychodziło wszystko. Do przerwy mamy wynik 1: 6 i wiadomo było że nadzieja na punkty dla gospodarzy była iluzoryczna. Po przerwie mecz się wyrównał. Goście mając korzystny wynik z pierwszej odsłony nie forsowali zbytnio tempa koncentrując się na defensywie. Saska walczyła do końca , ale strat nie zdołała odrobić. Na finiszu pierwszej rundy Drunk Team ma szanse na powalczenie o bezpieczne miejsce w środku tabeli. Saska musi się zmobilizować i zacząć wygrywać bo na razie okupuje miejsce w strefie spadkowej.

Starcie Mixamatora z Tylko Zwycięstwo zapowiadaliśmy jako wyrównany mecz. I okazało się że mieliśmy rację. Cały mecz był prowadzony w szybkim tempie, nie brakowało gry fizycznej i widać było że żadna z ekip nie pęknie przed rywalem. Jedyne bramki zobaczyliśmy w pierwszej połowie. Po składnej akcji gospodarzy do siatki trafia Rafał Olkowski. Jednak niedługo na tablicy wyniku widniało prowadzenie ekipy Michała Fijołka. Po wznowieniu bramkarza TZ piłkę przejmuje Szymon Jałkowski przebiega kilka metrów mija zwodem zawodnika drużyny przeciwnej i mocnym strzałem wyrównuje. Remis do przerwy. W drugich 25 minutach jedni i drudzy mają kilka sytuacji do tego Mixamator gra dwa razy w przewadze , ale wynik nie zmienia się. Sprawiedliwy podział punktów z czego nikt chyba nie był zadowolony. Oby więcej takich spotkań na finiszu rundy jesiennej.

Starcie na szczycie pierwszej ligi między Hiszpanami a Contrą zapowiadała się niezwykle emocjonująco. I początek meczu pokazał że naprawdę to może być mecz sezonu na zapleczu ekstraklasy. Jeszcze dobrze zespoły nie zaczęły grać, a już było 2:0 dla graczy z półwyspu Iberyjskiego. Contra po pierwszych dwóch ciosach podnosiła się i stopniowo przejmowała kontrolę nad grą musząc gonić wynik. Do przerwy udaje się doprowadzić do remisu. Po przerwie mamy wyrównany mecz, gdzie nie wiadomo kto może tutaj przechylić szalę na swoją korzyść. W świetnej dyspozycji są Samuel Garcia i Aleksander Szyszka. Ostatecznie wygrywają goście i inkasują 3 punkty, ale mamy takie wrażenie że gospodarze pomogli trochę rywalom nie wytrzymując w ostatnich minutach meczu i dostając aż trzy żółte kartki. No nic w końcu ten kto ogląda LA LIGĘ wie, że tam zawsze pretensje o wszystko są normą ,a presja na sędziach jest ogromna tak jak w derbach Madrytu czy EL Classico.

 

II LIGA

Laga Taka i Gang z Kabat jak na razie zawodzą w zmaganiach drugiej ligi. Ich potencjał jest zdecydowanie większy niż to, co widzimy w ligowej hierarchii, a bezpośredni meczu był szansą, by trochę odbić się od dna. Lepiej w mecz wchodzi Gang, bo chociaż jedni i drudzy mają swoje okazje, to gole zdobywa głównie ekipa z Kabat. Świetną partię rozgrywa Krzysiek Małkowski, który szybko kompletuje klasycznego hat-tricka, co powala prowadzić Gangowi po pierwszej części spotkania 3:1. Ale Lagerzy nie zamierzali złożyć broni. Tak naprawdę to w ich grze brakowało jedynie skuteczności czy ostatniego podania, ale ten stan nie mógł trwać wiecznie. I faktycznie – w drugiej połowie wreszcie przełamują strzelecki impas i mecz rozpoczyna się od nowa. Gang nie jest już tak efektywny jak w premierowych 25 minutach, z kolei Laga rozkręca się, zwłaszcza że na mecz dojeżdża Santi Arraigada. Podopieczni Radka Małeckiego ograniczają liczbę błędów własnych, a ponieważ coraz więcej popełniają ich oponenci, to wynik odwraca się o 180 stopni. Laga wygrywa ostatecznie 5;3, co może być dobrym prognostykiem na przyszłość. Przegrani pogłębiają się z kolei w kryzysie i opuszczenie strefy spadkowej jeszcze w tej rundzie, będzie dla nich potężnym wyzwaniem.

Ponieważ LTM Warsaw miał na swoim koncie komplet zwycięstw, natomiast Wierny Służewiec niemal komplet porażek, to ich bezpośrednia potyczka zapowiadała się na mecz do jednej bramki. Mieliśmy jednak cichą nadzieję, że zespół ze Służewca przypomni sobie stare dobre czasy i nawet jeśli nie zdoła przełamać tutaj kiepskiej passy, to przynajmniej będzie stanowił równorzędnego partnera do gry dla faworytów. Jakże się myliliśmy... Mecz dobrze się jeszcze nie zaczął, a LTM już prowadził 3:0. Irek Weber i spółka robili na boisku co chcieli, w wielu momentach po prostu bawili się z przeciwnikami, którym chociaż nie można odmówić zaangażowania, to nie byli tutaj nic zrobić. Porażkę „tylko" siedmioma bramkami zawdzięczają głównie swojemu bramkarzami oraz temu, że w drugiej połowie wykorzystali krótki fragment, w którym LTM wyraźnie obniżył loty. Wygląda na to, że lider drugiej ligi nie zamierza opuszczać pierwszej lokaty najpierw do końca rundy a następnie końca sezonu i jeśli nadal zdobywanie goli czy kreowanie sytuacji będzie mu przychodziło z taką łatwością, to takiego scenariusza wykluczyć nie sposób.

Virtualni na pewno w starciu z Jogą Bonito liczyli na punkty. Tym bardziej wydawało się to realne po pierwszych 25 minutach gdzie trochę niespodziewanie dla wszystkich wysoko prowadzili. Wynik 4:1 był jak najbardziej zasłużony, bo Joga choć miała kilka dobrych sytuacji to raziła nieskutecznością. Za to świetnie w mecz wszedł Szymon Kolasa który wreszcie zagrał na miarę oczekiwań. Mamy wrażenie że trochę słabsza forma Szymona powoduje że i drużyna ma mniej punktów niż sobie pewnie przed sezonem zakładała. Po przerwie i męskiej rozmowie w obozie gości od razu wzięli się za odrabianie strat. I to że to się udało , to w głównej mierze zasługa Artura Markiewicza. Patrząc na mecze w tym sezonie była to chyba najlepsza połowa gracza Jogi w tej kampanii. Cały czas naciskał na obronę rywali strzelał, dogrywał do tego walczył z lepiej zbudowanymi fizycznie rywalami. Opłacało się bo goście nie tylko dogonili wynik , ale i zdołali wygrać to spotkanie co jest o tyle ważne że pozwala cały czas mieć kontakt z czołówką.

Frekwencja dopisała zarówno ALPAN-owi, jak i Złączonym. Obie ekipy stawiły się w dość szerokich składach, co mogło zwiastować szybkie tempo gry. Stało się jednak nieco inaczej i bardzo długo czekaliśmy na pierwszego gola. Drugi bieg wrzucił Maciek Osiński, który w końcówce pierwsze części starcia dwukrotnie wpisał się na listę strzelców. Jeszcze przed gwizdkiem kończącym pierwszą połowę, gola kontaktowego dla Złączonych zdobył Mariusz Niedźwiadek. Po zmianie stron gra bardziej przypominała szachy, a obie drużyny dość sporo rozgrywały piłkę w środku pola, sporadycznie dając pracę golkiperom. Stan rzeczy postanowił zmienić Michał Olejnik, który na 13 minut przed końcem spotkania zdobył gola wyrównującego. Na tym oba zespoły zakończyły strzelanie i musiały się zadowolić podziałem punktów. Bardzo dobrze zaprezentował się zawodnik gospodarzy, Maciek Bujniak, którego bardzo chwalili zawodnicy Złączonych i wybrali go zawodnikiem meczu.

Niezłomni na spotkanie z Old Eagles Koło i przybyli bez podstawowego bramkarza i Siergieja Kovala jednego z liderów drużyny w tym sezonie. Niestety gospodarze też mieli problemy ze składem i ostatecznie z jedną zmianą przystąpili do rywalizacji. Początek był zaskoczeniem, bo szybko Mariusz Żywek strzelił gola i wydawało się, że można powalczyć z ekipą z Ukrainy. Szybko jednak goście wyrównali i poszli za ciosem i do przerwy mamy 2:5 na tablicy wyników. Po przerwie nastąpił jeszcze jeden zryw drużyny z Koła i mając wynik na styku sądziliśmy że tutaj może pachnieć niespodzianką. Niestety wtedy dla gospodarzy rozstrzelał się Taras Kobliuk który kilka razy pokonał Sebastiana Nowakowskiego i choć ostatecznie skończyło się 4:12 to sam wynik w naszym odczuciu był wyższy niż powinien być. Zabrakło siły w ostatnich 10 minutach do tego dwóch graczy mocno było poobijanych w starciach z gośćmi i to spowodowało że końcówka była taka jednostronna. Niezłomni nadal niepokonani a Koło zagrało dobre spotkanie i szkoda że nie mogli mieć więcej zmian, bo wtedy mogli się pokusić o lepszy wynik.

Nieco zawiedzeni byliśmy postawą FC Rivers, którym przyszedł stawić czoła Warszawskiej Ferajnie. Mecz przez bardzo długi czas był jednostronny, czego efektem było w pewnym momencie aż sześciobramkowe prowadzenie gospodarzy (6:0). Trzeba natomiast podkreślić dwie rzeczy. Po pierwsze, bardzo dobrą grę zespołową Ferajny, która składnymi atakami pozycyjnymi rozmontowywała skutecznie blok defensywny Riversów. Druga sprawa to duży pech grających na zielono gości. Bardzo duża ilość niewykorzystanych sytuacji ewidentnie się zemściła na gościach i patrząc na ich twarze widzieliśmy powoli opadającą nadzieję na strzelenie choćby bramki. Doszło jednak do przebudzenia, ale przy tak dużym bramkowym prowadzeniu, ciężko było o nawiązanie walki o punkty. Niemniej, trzy bardzo ładne bramki Andrzej Milewskiego są godne odnotowania. Szkoda że tak późno, gdyż była szansa na zacięty pojedynek.

 

III LIGA

W żadnym innym spotkaniu w ostatni weekend nie padło więcej goli niż w tym z udziałem NiHooYa i Walking Dead. Rezultat 6:15 niby mówi nam wszystko o tym meczu, ale czasem pozory mylą. Tak naprawdę tę konfrontację należy podzielić na dwie części – pierwsza to premierowych kilkanaście minut, po których to NiHooYa sensacyjnie prowadzi i to aż 3:1. Druga część rozpoczyna się z kolei od kulminacyjnego momentu w meczu czyli czerwonej kartki dla Irka Maksymiuka. Obrońca ekipy Piotrka Obroślińskiego sfaulował wychodzącego na czystą pozycję Grzegorza Bogdańskiego i sędzia słusznie wyrzucił go z boiska. To oznaczało 10 minut gry w przewadze dla faworytów, do których niemal w tym samym momencie dojechał Krzysiek Kulibski. Jego obecność, jak również gra w przewadze spowodowały, że z wyniku 3:1 błyskawicznie zrobiło się 3:5, co totalnie zdołowało NiHooYa, które w dalszej części spotkania jedynie statystowało. Możemy (powinniśmy?) mieć trochę pretensji do przegranych, bo nawet grając bez zmian i niemal bez nadziei, że uda się w tym spotkaniu coś ugrać, to należało do końca być konsekwentnym w swojej postawie. Tymczasem przegrani w drugiej połowie po prostu totalnie odpuścili obronę i gdyby Trupy miały lepiej nastawiony celownik, to różnica bramek byłaby jeszcze większa. Piotrze Obrośliński i spółko – nie idźcie tą drogą!

Podczas gdy Diabła Trzeci Róg dzielnie rozpycha się w górnych rejonach tabeli trzeciej ligi, w jej ogonie plączą się NieDzielni. Ostatnio przegrali oni trzy mecze z rzędu, co nie nastrajało optymistycznie przed sobotnią potyczką, nawet jeśli „każdy mecz rządzi się swoimi prawami". Niestety – cudu nie było. Obóz Marcina Aksamitowskiego od samego początku wyglądał na tle szybkiego i zdecydowanego rywala dużo słabiej i przede wszystkim – nie miał kim postraszyć przeciwnika. Nawet gdy udało się wyjść z własnej połowy, to tam pomysł na grę się kończył. Z kolei Diabły wszystko robiły na dość dużej szybkości i gdy wynik brzmiał już 2:0, to mogliśmy niemal w ciemno dopisywać ferajnie Maćka Biernackiego trzy punkty. Nic w tej kwestii nie zmieniła dość przypadkowa bramka zdobyta po błędzie golkipera Trzeciego Rogu, tym bardziej, że NieDzielni nie byli w stanie pójść za ciosem i do przerwy przegrywali 1:4. Nasze wrażenie było takie, że gracze w żółtych koszulkach potrafią grać w piłkę – nie brakowało im przyjęcia, zastawienia, podania, lecz nie było w ich szeregach egzekutora i kogoś, kto dryblingiem czy indywidualnym rajdem potrafiłby zaskoczyć obronę Diabłów. To musiało się źle skończyć i wynik 2:6 to dość niski wymiar kary, szczególnie jeśli policzylibyśmy ile dobrych interwencji zaliczył Marcin Aksamitowski. Gdyby nie on dwucyfrówka pękłaby tutaj lekko.

Trzecioligowe zmagania na Estadio de Grenady rozpoczęła drużyna Truskawki Na Torcie, która podejmowała grających w kratkę Youg Guns. Bardzo szybko, bo już po minucie gry, wynik spotkania otworzył Kuba Żmijewski i jak się okazało, było to jedyne trafienie, które oglądaliśmy w pierwszej połowie. Po zmianie stron popularny "Żmija" nadal świetnie sobie radził, a wtórowali mu koledzy, którzy dobrą postawą w obronie i bardzo ładnym wyprowadzaniem piłki z własnej połowy zapewnili sobie dwie kolejne bramki. "Strzelby" mogą mówić o ogromnym pechu. W całym meczu zmarnowali tak wiele 100% okazji, że chyba wyczerpali limit na trzy kolejki do przodu. Trzeba jednak przyznać, że nie wynikało to z braku umiejętności, z stricte z braku szczęścia. Niektóre zmarnowane sytuacje były tak kuriozalne, że sami zawodnicy "Strzelb" uśmiechali się pod nosem. Honor gości uratował w ostatniej minucie meczu Wojtek Jankowiak, ustalając wynik spotkania na 1:3.

Do bardzo zaciętego pojedynku doszło pomiędzy IJaToSzanuje a ADP Wolską Ferajną. Zawodnicy obu drużyn nie kazali kibicom zbyt długo czekać na rozwiązanie worka z bramkami i już w drugiej minucie Czarek Majewski otworzył wynik spotkania. Cały mecz stał pod znakiem ultraofensywnego ustawienia jednych i drugich, a w sumie obejrzeliśmy aż 17 bramek. Pierwszy kwadrans to wymiana ciosów aż do stanu 3:2 dla ADP. W tym momencie chłopaki z Woli nieco odskoczyli gospodarzom, a do przerwy wypracowali sobie dwubramkową przewagę (6:4). W drugiej odsłonie tego pojedynku widzieliśmy bardzo ambitną pogoń gospodarzy, którzy nieco się ocknęli i zaczęli konstruować naprawdę fajne akcje ofensywne. Głównie dzięki Konradowi Kostrzewie udało im się doprowadzić do wyrównania a nawet na chwilę objąć prowadzenie (8:7). W końcówce jednak zmobilizowali się zawodnicy ADP i po golach świetnie dysponowanego tego dnia Czarka Majewskiego (4 bramki) oraz Oskara Nowickiego, przechylili szalę zwycięstwa na swoja stronę i zgarnęli cenne trzy punkty.

Marek Szklennik i jego Narodowe Śródmieście grają mocno w kratkę i świetne występy przeplatają zaskakująco wysokimi porażkami. Do meczu z Deportivo La Chickeno przyszli jednak mocno skoncentrowani i w bojowym nastawieniu. Niestety dla gospodarzy, bardzo szybko o wysokiej dyspozycji przypomniał rywalom Konrad Szkopiński, który już w pierwszych kilkunastu minutach dwukrotnie zmusił golkipera "Narodowców" do kapitulacji. Gospodarze zebrali się w sobie przy akcji, którą wykończył Dominik Bodych, jednak na odpowiedź "Czikenów" czekaliśmy niespełna dwie minuty, i do przerwy widniał wynik 1:3. Po zmianie stron Deportivo z Konradem na czele nadal prowadziło grę i w zasadzie trzymali rywala do końca spotkania na dystans czterech trafień. Jednym z filarów gości był Mateusz Tarnowski, który oprócz zdobytej bramki, aż trzykrotnie asystował, a swoją grą wprowadzał przeciwników we frustrację, kiedy nie byli w stanie przerwać jego akcji ofensywnych. Zwycięstwo DLC zdecydowanie zasłużone, a chłopakom ze Śródmieścia życzymy stabilizacji formy, gdyż pokazali już kilkukrotnie, że potrafią grać w piłkę.

W spotkaniu FC Po Nalewce z Eleganckimi Chłopakami dość długo utrzymywał się wynik 0-0. Gra toczyła się głównie w środkowej części boiska, co jakiś czas mieliśmy jakieś sytuacje, ale nie na tyle klarowne by wynik się zmienił. Dopiero błąd obrony wykorzystuje Piotr Krawczyk który przejął piłkę i wyprowadza Chłopaków na prowadzenie. Wyrównuje Marcin Król, ale z czasem powiększa się przewaga gości i na przerwę obie ekipy schodzą przy stanie 1-3. Wynik może i powinien być wyższy, ale albo zawodnicy byli nieskuteczni pod bramką przeciwnika, albo dobrze spisywali się bramkarze. Po zmianie stron FCPN szybko strzela bramkę kontaktową na 2-3. I tak ten mecz się toczył w drugiej części. Gdy już gospodarze łapali kontakt, Eleganccy odskakiwali ponownie na 2 bramki przewagi. Ostatecznie spotkanie zakończyło się wynikiem 4-5. Swoją robotę zrobił Piotr Krawczyk który strzelił 3 bramki i zaliczył asystę i nawet w oczach rywali został uznany za znacznie wybijającą się jednostkę w swojej drużynie. Szkoda zespołu Łukasza Gaby, bo zasłużyli w tym meczu choćby na remis. Nie pomógł nawet ładny gol Sławka Ogorzelskiego choć zawodnicy gospodarzy twierdzili że taka bramka powinna liczyć się podwójnie. Eleganckie Chłopaki to niejako zaskoczenie tej rundy, bo po słabym początku już zameldowali się na podium III Ligi

 

IV LIGA

Sparta oraz pochodzący z Tarchomina zespół Lujwaffe rozpoczęły zmagania czwartoligowców w niedzielny poranek przy Grenady. W mecz zdecydowanie lepiej weszli goście, którzy dość szybko wyszli na dwubramkowe prowadzenie za sprawą dubletu ustrzelonego przez Mikołaja Wysockiego. Wynik 2:0 utrzymał się do końca pierwsze odsłony tego pojedynku i nic nie wskazywało, aby Sparta miała pomysł na rywali. Coś jednak musieli sobie powiedzieć w przerwie, gdyż już trzy minuty po wznowieniu gola kontaktowego zdobył Michał Mamaj, a ich gra zaczęła lepiej wyglądać. Efektem był gol zdobyty na 10 minut przed końcem spotkania doprowadzający do remisu i zrobiła się naprawdę bardzo ciekawa końcówka meczu. Więcej zimnej krwi zachowali jednak "Luje" i to ich zawodnik - Marcin Konopka - zapewnił swojej ekipie trzy punkty, zdobywając gola na 3:2 na kilka minut przed końcowym gwizdkiem.

Hit IV kolejki zaczął się od trzęsienia ziemi czyli kiksu bramkarza Alei Seksu i Biznesu. Nauczony poprzednią taką sytuacją przy złym wyjściu nie łapał piłki poza polem karnym by nie dostać czerwonej kartki. Ta go minęła i wpadła do bramki. Mikstura podwyższyła na 2-0 po akcji Patoka – Junowicz. W pierwszej części to właśnie Mikstura sprawiała wrażenie lepiej ułożonej i spokojniejszej w swojej grze. W przeciwieństwie do swoich rywali u których panowała dość nerwowa atmosfera i wzajemne pretensje. I gdy wydawało się że z takim wynikiem obie drużyny będą schodzić na przerwę dwie akcje Alei przyniosły 2 bramki i mamy 2-2. Taki niespodziewany obrót sytuacji sprawił że mecz rozpoczął się na nowo. Aleja uwierzyła że rywal jest tego dnia do ogrania i te 2 bramki w końcówce zmotywowały jej zawodników do jeszcze większego zaangażowania. W pewnym momencie odskoczyli Miksturze na parę bramek i nie oddali tego prowadzenia do końca spotkania. Ogólnie mimo że pierwsza połowa do pewnego momentu nie spełniała oczekiwań, o tyle później mecz się bardzo rozkręcił i oglądaliśmy spotkanie na miarę hitu.

FC Śmieci nie mają łatwo w tym sezonie. Borykają się z niemałym kryzysem, a do tego w minionej kolejce spotkali się z Radością , która gra coraz lepiej i chciała dorzucić kolejne punkty do ligowej tabeli. A że skład na to starcie miała bardzo solidny, to wydawało się że to kwestia czasu jak będą padać gole. Śmieci jednak w początkowej fazie grały solidnie nie pozwalając rywalom na jakieś klarowne sytuacje. Goście w końcu pod koniec pierwszej odsłony przełamali niemoc strzelecką i Patryk Redziszewski otworzył wynik. Po chwili padło kolejne trafienie i mamy 0:2 do przerwy. Po zmianie stron Radość starała się dorzucić kolejne gole, aby zamknąć mecz. Mając więcej zmian mogli jeszcze bardziej naciskać na rywala. Ostatecznie wynik 1:6 nie pozostawia złudzeń kto tutaj był lepszy.

Sporo działo się w meczu Zakonu Bonifratrów z Przypadkowymi Grajkami. Można powiedzieć że pierwsza połowa stała pod znakiem rzutów wolnych. Na prowadzenie wyszli goście, dość... przypadkowo. Zawodnikowi Zakonu przy rzucie wolnym przytrafił się kiks po którym z kontrą wyszedł Maciej Krupiński i Grajki prowadziły 0-1. Wyrównanie przyszło po rzucie wolnym, tym razem już pewne wykonanym. Tak też skończyła się pierwsza połowa. Po zmianie stron również po rzucie wolnym ponownie Krupiński wyprowadza zespół na prowadzenie. Wyrównuje na 2-2 Marcin Stachacz. Obie drużyny dostały w tym meczu żółtą kartkę, ale to Zakon pokazał jak powinno się grać w przewadze. Gdy gospodarze grali w osłabieniu zespół Czarka Klimkowskiego nie był w stanie strzelić bramki. Gdy role się odwróciły Zakon strzelił 2 gole, prowadził 4-2 i był to kluczowy moment w meczu. W końcówce udało się jeszcze złapać kontakt po bramce Michała Szeniawskiego, ale zabrakło czasu na odwrócenie losów tego meczu. Trzeba zaznaczyć że tego dnia dobrze prezentowali się obaj bramkarze, którzy zaliczyli parę ładnych interwencji. Ostatecznie wygrywa Zakon i przełamuje się po 2 bolesnych porażkach.

Świetnie w swój mecz wszedł NAF Genduś strzelając bardzo szybko pierwszą bramkę. Były to jednak miłe złego początki. Wyrównanie dla Augusto Penguins dał będący w dobrej formie Mateusz Rozkres. Bardzo dobrze spisywał się bramkarz gospodarzy który kilkukrotnie ratował swój zespół przed utratą bramki. Swój kunszt pokazał przede wszystkim w akcji w której Pingwiny 3 razy oddawały strzał na bramkę Gendusia, ale podwójną interwencją popisał się właśnie Wojtek Szczerba, a na koniec z linii bramkowej wybił piłkę jego kolega z zespołu. Genduś po tej akcji groźnie kontrował, ale zamiast w bramkę, trafił w słupek. Nieskuteczność zawodników w końcu przełamał gracz Pingwinów, ładnym lobem wyprowadzając swój zespół na prowadzenie. W pierwszej części oba zespoły dołożyły jeszcze po jednej bramce i schodzili na przerwę przy wyniku 2-3. Po zmianie stron zarysowywała się przewaga Pingwinów którzy odskoczyli rywalom, m. in. dzięki ładnej bramce po rzucie wolnym Pawła Krajewskiego. W drugiej części Gendusiowi udało się strzelić jedynie jedną bramkę i to było za mało na Pingwiny w których barwach hat-tricka strzelił sam Albert Zimoch.

Cenne punkty w miniony weekend zdobyli Fatalni. Sam mecz był niecodzienny. Zaczęło się od szybkiego prowadzenia 2-0. Obie bramki strzelił Maciej Zarod, jedną z gry, drugą po rzucie karnym. Sama „jedenastka" nie była perfekcyjna, bo intencje strzelca wyczuł bramkarz, jednak odbił piłkę przed siebie i Maćkowi nie pozostało nic innego jak dobić swój strzał. Na chwilę Melodramat złapał kontakt po bramce Bartosza Figata. Później po przechwycie w środku pola Fatalni wychodzą na prowadzenie 3-1. Do przerwy strzelają jeszcze 3 bramki i prowadzenie 6-1 wydaje się na tyle bezpieczne że można by dopisywać sobie 3 punkty. 5 bramek przewagi, brak pomysłu na grę Melodramatu, w końcu skuteczny Maciej Zarod, co mogłoby pójść nie tak? A tymczasem w przerwie doszło do zmiany na bramce w drużynie gości i druga połowa miała zupełnie inne oblicze. Melodramat sukcesywnie zmniejszał stratę do rywali i na parę minut przed końcem doprowadzili do stanu 6-5! Fatalni zepchnięci do defensywy myśleli już o tym by sędzia zagwizdał po raz ostatni. Zespołowi Bartosza Figata nie udało się wyrównać mimo że do ostatniej ofensywnej akcji dołączył się nawet bramkarz. Brawa dla Fatalnych za dowiezienie do końca wyniku i brawa dla Melodramatu za doprowadzenie do takich emocji w końcówce.

 

V LIGA

Na Furduncio nikt w tym sezonie nie może znaleźć sposobu. Gdybyśmy mieli jednak stworzyć grupę drużyn, które mogły zagrozić ekipie Rafaela Andrade, to FC Alfa w tym gronie by była. Tym bardziej przy fantastycznej formie Krzysztofa Wędrocha, który na pewno wierzył, że wspólnie z kolegami z zespołu nie pozwoli Kanarkom zbytnio pofruwać. Nie udało się – trzeba oddać Brazylijczykom, że byli w tym spotkaniu lepsi, chociaż to spotkanie różnie mogło się potoczyć, gdyby nie prezent jaki przy stanie 0:0 otrzymali od bramkarza rywali. Uladzimir Letunovich później wielokrotnie się jednak za tamtą pomyłkę rehabilitował, co jednak nie znalazło przełożenia na punkty. Według nas Furduncio było lepiej zorganizowane w defensywie i miało też bardziej zbilansowany skład, który pozwolił im na utrzymanie niezłego tempa od pierwszej do ostatniej minuty. Problemy robiły się wtedy, gdy późniejsi zwycięzcy dostawali żółte kartki, co w końcówce FC Alfa wykorzystała i trochę zmniejszyła straty. Na tyle było ją w ten sobotni wieczór stać, ale już teraz rewanż między tymi ekipami zapowiada się pasjonująco. I nie jest powiedziane, że wynik będzie wtedy taki sam jak w ostatni weekend.

To spotkanie było zdecydowanie najbardziej wyrównanym pojedynkiem na V-tym szczeblu rozgrywek. Zarówno Munja, jak i składający się głownie z młodych zawodników FC Tartak wykazywały ogromną determinacje i z przyjemnością się oglądało ich batalię. Prezentujący świetną formę tego dnia Michał Sztajerwald rozpoczął strzelanie w 14-tej minucie spotkania, ustalając wynik pierwszej połowy na 1:0. Druga połowa to świetna walka i koncert dwóch zawodników z przeciwnych zespołów. Po stronie gospodarzy, świetne zawody rozgrywał stojący między słupkami Maciej Affek. Oprócz znakomitego kunsztu bramkarskiego, zaprezentował nam bardzo dobrą grę nogami. W obozie przeciwników niesamowitą ambicją i walką popisał się Lucu Kończal, który bardzo skutecznie grał w defensywie, ale i w ataku był niezwykle groźny. Potwierdzeniem tego była przepiękna bramka zdobyty niemal z połowy boiska. Lucu potężnym strzałem skierował piłkę na wewnętrzną część słupka, a futbolówka, ku uciesze graczy Tartaka, wpadła do bramki. Był to gol na dwie minuty przed końcem spotkania, który ustalił wynik spotkania i bardzo sprawiedliwy podział punktów.

W przedmeczowych zapowiedziach pisaliśmy że nie spodziewamy się dwucyfrówki z meczu Pogromców Poprzeczek z Compatiblem. Prawie typ nam się udał, bo zespół Andriia Hryndy tylko lub aż, zależy jak na to spojrzeć, strzelił w tym meczu 10 bramek. Już do przerwy prowadził 0-6. A Edvard Radkevich po raz kolejny zmuszony stanąć między słupkami, tego dnia nie miał zbyt wiele pracy. W przeciwieństwie do swojego kolegi po drugiej stronie. Bramkarz Pogromców miał sporo pracy, właściwie jak co mecz, ale kilka interwencji zaliczył, choć przytrafił się też niezły „babol". Koledzy zadbali o sławę swojego bramkarza i na swoim fanpage umieścili fragment swojego meczu z podłożonym komentarzem Darka Szpakowskiego. Golkiper Pogromców nie trafił w piłkę zagraną głową zza połowy boiska i ta wturlała się do siatki. Zespół Andrzeja Buczenia, stać było jedynie na zdobycie bramki honorowej, autorstwa Norberta Plaka. Goście wygrywają zgodnie z planem i wskakują na podium. Pod nieobecność Tomka Małka, wyróżniającą postacią był Denys Pazenko, oraz bracia Volin, którzy rodzinnie asystowali sobie przy strzelanych bramkach.

ADP Wolska Ferajna II patrząc na tabelę była faworytem tego spotkania. Liczyliśmy że Orły Zabraniecka wzbiją się na wyżyny i postawią trudne warunki młodzieży z Woli. Oglądaliśmy szybki mecz, gdzie jednak gospodarze cały czas mieli go pod kontrolą. Goście próbowali cały czas gonić wynik, jednak więcej jakości tego dnia mieli podopieczni Mateusza Nejmana. W pierwszej połowie ADP II wypracowała solidną kilku bramkową przewagę. Po przerwie gospodarze trzymali bezpieczną przewagę i spokojnie dowieźli korzystny wynik. Jedyny minus to strata Daniela Guby który za obrażanie sędziego odpocznie trzy najbliższe kolejki. Jedynym pozytywem tej sytuacji była szybka refleksja swojego zachowania i po meczu Daniel od razu przeprosił arbitra.

Spotkanie Green Teamu z Landtechem z racji fantypa interesowało wielu uczestników naszej zabawy. Pierwsza połowa była bardzo wyrównana. Na początku przeważał Landtech i to on wyszedł na prowadzenie. Gospodarze gonili wynik i do przerwy udało im się wyrównać. Po przerwie długo utrzymuje się remis i wydaje się że nic już tu się nie wydarzy. Dosłownie w ostatnich minutach meczu Jakub Korpysz daje zwycięstwo gościom. To oznacza że obie drużyny mają tyle samo punktów w tabeli. Nie grozi im strefa spadkowa ale i strata do podium jest coraz większa dlatego na koniec rundy jesiennej trzeba zebrać najlepszy skład, aby zdobyć możliwie jak najwięcej punktów.

Swój pierwszy mecz w Lidze Fanów rozegrał zespół OKS Nowy Raków który mierzył się z Polskim Drewnem. Początek meczu należał do ekipy zastępującej FC Lituanica. Dwie bramki strzelił kapitan Cezary Dudek, dobrze bronił bramkarz Janusz Nieznany, który zaliczył również asystę i bardzo żył meczem, motywując swoich kolegów. W trakcie pierwszej połowy padły jak się później okaże prorocze słowa rezerwowego Polskiego Drewna. Na pytanie o wynik powiedział że jeszcze nie strzelili bramki, z naciskiem na „jeszcze". Trzeba przyznać że parę okazji mieli, ale brakowało skuteczności. Zasłużenie prowadził OKS i wszystko było na dobrej drodze, by w debiucie dopisać sobie 3 pkt. Po zmianie stron zmienił się i obraz gry. Zespół Pawła Górniaka w końcu wykorzystał swoje sytuacje, natomiast gdzieś zapodziała się skuteczność Nowego Rakowa. Też dobrze w kluczowych momentach interweniował Robert Sadren. Mecz zakończył się zwycięstwem Polskiego Drewna 2-3. Wśród gości panowała duża radość, w końcu to były ich pierwsze punkty w sezonie, natomiast co nam się podobało w Nowym Rakowie to to, że jeszcze długo po meczu dyskutowali o popełnionych błędach i widać w nich chęć podnoszenia swoich umiejętności.

 


Zapraszamy na nasz profil na Facebooku, gdzie regularnie zamieszczamy newsy, zdjęcia, czy inne ciekawostki z naszych rozgrywek - www.facebook.com/LigaFanow.6tki

 

dodaj komentarz

 
Wybierz kolejkę:
3 0

EKSTRAKLASA

Kolejka 7
Wybierz kolejkę:
7 0

I LIGA

Kolejka 7
Wybierz kolejkę:
4 1

II LIGA

Kolejka 19
Wybierz kolejkę:
5 1

III LIGA

Kolejka 19
Wybierz kolejkę:
1 0

IV LIGA

Kolejka 19
Wybierz kolejkę:
3 0

V LIGA

Kolejka 19

Statystyki kolejki

     

    Ankieta

    Czy według Ciebie Reorganizacja Rozgrywek była dobrym pomysłem?
    Czy według Ciebie Reorganizacja Rozgrywek była dobrym pomysłem?
    Aby zagłosować musisz wybrać jedną z odpowiedzi