Wczytuję...

ZMIANY NA FACEBOOKU!

Na facebooku doszło do dużych zmian. Jedną z ich konsekwencji może być to, że przestaniecie widzieć nasze posty. Sprawdźcie jak się do tego przygotować, aby być z LIGĄ FANÓW na bieżąco!…

LIGA FANÓW TV - POWIADOMIENIA…

Masz Telefon, Tablet i aktywne konto Google ? Sprawdź jak łatwo skonfigurować powiadomienia dla materiałów Video z kanału Liga Fanów TV.

#FANTYP NAGRODY!

Zabawa w FAN-typa przyjęła się znakomicie. Średnio co tydzień bawi się z nami ponad 70 osób. Ale chcemy by było ich jeszcze więcej, dlatego postanowiliśmy przyznawać dodatkowe nagrody. Komu…

ZGŁOSZENIE INDYWIDUALNE

Nie masz zespołu? Chciałbyś zagrać w Lidze Fanów? Uwielbiasz piłkę nożną? Wychodzimy naprzeciw waszym oczekiwaniom i proponujemy komfortowe rozwiązanie!

ZMIANY NA FACEBOOKU!
LIGA FANÓW TV - POWIADOMIENIA NA YOUTUBE
#FANTYP NAGRODY!
ZGŁOSZENIE INDYWIDUALNE

WOLSKA FERAJNA NA SZÓSTKĘ Z PLUSEM!

31
Paź

Trzeba przyznać, że runda jesienna rozkręciła nam się bardzo szybko i sypie ciekawymi rozstrzygnięciami na wszystkich frontach. Przed nami jeszcze 5 tygodni rywalizacji do przerwy zimowej i kto prześpi ten okres, może na wiosnę zamiast o medale walczyć już tylko o honor i utrzymanie. Zapraszamy na przegląd najciekawszych wydarzeń z ostatniego weekendu.

WOLSKA FERAJNA NA SZÓSTKĘ Z PLUSEM!

EKSTRAKLASA

FC Górka do meczu z Anonymmous grała naprawdę bardzo dobrze. Patrząc na wyniki z poprzedniego sezonu, gdzie na zapleczu ekstraklasy toczyła wyrównane mecze z drużyną Maćka Miękiny, liczyliśmy na podobnie zacięte spotkanie. Niestety już pierwsza połowa pokazała, że to będzie jednostronne widowisko. Być może powodem takiego stanu rzeczy był brak kilku kluczowych zawodników u gości. A że gospodarze mieli naprawdę solidny skład to szybko objęli prowadzenie i sukcesywnie powiększali swoją przewagę. Górka miała kilka okazji, ale świetnie bronił bramkarz Anonimowych. Do przerwy mamy 5:0 i mimo takiej przewagi dochodziły nas głosy z ławki rezerwowych, że przecież goście potrafili odwracać takie spotkania w tym sezonie. Tym razem taka sytuacja nie miała miejsca. Gospodarze cały czas byli skoncentrowani i świetnie broniąc, kontratakowali skutecznie rywala. Wynik 12:1 mówi sam za siebie ,że tego dnia podopieczni Maćka Miękiny, byli o dwie klasy lepsi. Pewnie inkasując trzy punkty wciąż liczą się w walce o czołówkę. Górka limit szczęścia chyba wykorzystała ,ale na pewno w kolejnych meczach postara się zagrać lepiej, w końcu każdy może mieć słabszy dzień.

Mecz Tura Ochota z East Windem zapowiadał się niezwykle emocjonująco. W końcu obie drużyny mają w składach bardzo dobrych graczy. Gospodarze zaczynają przypominać drużynę z najlepszych lat gry w Lidze Fanów i widać, że jedyny cel na ten sezon to mistrzostwo. Z kolei goście to ambitny team ,który ma zamiar namieszać w czołówce. Od początku spotkania mieliśmy szybki mecz, gdzie wobec tego, że kilku zawodników Tura dojechało na Grenady w połowie pierwszej odsłony, ekipa Sebastiana Dąbrowskiego to wykorzystała i prowadziła z bardziej utytułowanym rywalem 2:0. Spóźnialscy zabrali się do odrabiania strat ,ale w bramce East Windu świetnie spisywał się Damian Kaczmarczyk. I tylko dzięki niemu do przerwy minimalnie lepsi są goście. Po przerwie przewaga Tura jest coraz większa. Świetnie ponownie gra kapitan Konrad Kowalski i cała drużyna włącza piąty bieg. Na 12 minut do końca mamy 4:2 dla gospodarzy. Goście grają z lotnym bramkarzem, bo nie mają już nic do stracenia. Strzelają gola kontaktowego ,ale nie udaje się wyrównać. Końcówka pasjonująca i jedni i drudzy mają kilka wybornych okazji, nie brakuje walki .Sędzia musiał trochę ostudzić rozgrzane głowy zawodników karami indywidualnymi, a że był blisko akcji i naprawdę trafnie oceniał stykowe sytuacje . Kapitalny mecz, który mógłby potrwać dłużej i mamy nadzieję że takich spotkań będziemy oglądać jeszcze sporo w tym sezonie.

Starcie Moczymord z Wilanowem miał duże znaczenie dla układu tabeli. Każda z drużyn zaliczyła wpadki w tym sezonie, ale to ekipa z Mokotowa zgubiła mniej punktów w tym sezonie i miała lepszą pozycje startową przed tą kolejką. Niestety na mecz z ekipą Macieja Pawlickiego stawiła się chyba w najsłabszym składzie w tym sezonie. Brak braci Petaszów czy Zbyszka Obłuskiego nie zwiastował łatwego meczu dla ekipy Łukasza Widelskiego. Początek to dużo walki w środku pola. Więcej z gry mieli goście i z każdą minutą zdobywali przewagę optyczną na boisku. W końcu przełożyło się to na gole i Adam Rutka mimo że bronił wybornie, w końcu musiał skapitulować. Do przerwy mamy 0:2 na tablicy wyników. Po przerwie obraz gry się nie zmienia. Wilanów konsekwentnie punktuje rywali. Pierwszy raz w tym sezonie widzieliśmy taką nerwowość w poczynaniu gospodarzy. Nie mieli pomysłu na grę ,a każdą stykową sytuację przegrywali, czym jeszcze bardziej byli sfrustrowani. Goście wygrywają i meldują się w fotelu lidera. Gospodarze muszą natomiast zmobilizować swoich nowych zawodników ,którzy na początku sezonu gwarantowali lepszą grę i przede wszystkim zwycięstwa.

Do bardzo ciekawego pojedynku doszło pomiędzy zespołami FC Kebavita oraz GS Zabrodziaczek. Jedni i drudzy od pierwszego gwizdka pokazywali, że nie przyszli na piknik, lecz by walczyć o cenne trzy punkty. Nieco pewniej mecz rozpoczęli goście, którzy po bramce Tomka Mikołajczyka objęli prowadzenie. Jeszcze przed przerwą wyzwanie podjął Adrian Dąbrowski, który celnym strzałem ustalił wynik pierwszej części spotkania na 1:1. Po przerwie zdecydowanie wyższe obroty wrzuciła międzynarodowa ekipa gospodarzy. Strzelanie rozpoczął, Kamil Majorek, który wykorzystał fakt, że tego dnia padał deszcz i posłał silny strzał w stronę bramkarza GS-u, który nie był w stanie złapać śliskiej piłki, i mieliśmy 2:1. Zaostrzyła się nieco postawa w obronie Kebavity, czego efektem była żółta kartka. Mimo gry w osłabieniu, radzili sobie bardzo dobrze, a po powrocie ukaranego zawodnika przejęli inicjatywę spotkania, wychodząc na trzybramkowe prowadzenie, które utrzymali już do końca spotkania (4:1 / 5:2 / 6:3). Słowa uznania kierujemy w stronę Barisa Kazkondu, który prezentował się świetnie, zwieńczając swój występ bardzo ładną bramką, do której dorzucił dwie asysty.

Mocno Wola w tym sezonie gra poniżej oczekiwań. Ich rywal, Lider też nie miał łatwego startu w Lidze Fanów . Dlatego byliśmy ciekawi jak będzie wyglądał pojedynek tych drużyn, które uzbierały tylko po jednym punkcie w dotychczasowych meczach. Pierwsza połowa na remis. Obie ekipy były nieskuteczne pod bramką rywali. Zawodzili głównie napastnicy ,którzy w prostych sytuacjach marnowali na potęgę dogodne sytuacje. Co chwilę stojący obok kibice łapali się za głowę i niedowierzali ,że piłka nie wpada do bramki. Po przerwie bardziej skuteczni byli gracze z Ukrainy i to oni odskoczyli na dwubramkową przewagę. Mocno Wola nie rezygnowała i celownik odpowiednio nastawił Cezary Przybylak doprowadzając w końcówce do remisu. Żadna z drużyn po meczu nie była z tego wyniku zadowolona. Nas to nie dziwi, bo mając dwa punkty po sześciu kolejkach ciężko jest myśleć o opuszczeniu strefy spadkowej. Obecnie to chyba dwie najsłabsze drużyny w elicie i ciężko im będzie się utrzymać ,jeżeli w najbliższych tygodniach w obu obozach nie zobaczymy jakiejś metamorfozy.

 

I LIGA

Pierwszoligowe zmagania rozpoczęliśmy od spotkania Junaka z Mixamatorem. Nie zdziwiło nas, że w tym meczu nikt nogi nie odstawiał i niejednokrotnie sędzia musiał używać gwizdka. Pretensji o odgwizdywanie przewinień było co niemiara i to z obydwu stron. Lepiej w tym spotkaniu zaprezentował się Mixamator w którego barwach pojawili zawodnicy którzy przez jakiś czas byli nieobecni. W pierwszej połowie zespół Michała Fijołka prezentował się lepiej i wygrywał 1-4. W ataku nieźle poczynali sobie Yurii Suliatytskyi i Victor Yaremii, obronę trzymał Kamil Krupa, który kilkukrotnie odbierał piłkę rywalom i do tego sam wpisał się na listę strzelców. Po zmianie stron mecz się wyrównał, jednak Mixamator cały czas utrzymywał bezpieczną przewagę. Grę Junaka próbował pociągnąć Krystian Szularz, ale było to za mało, by myśleć w tym spotkaniu o choćby punkcie. Zespół Przemysława Blocha wciąż pozostaje bez punktu, natomiast Mixamator prezentuje się najlepiej ze wszystkich beniaminków i niespodziewanie po tej kolejce wskoczył na podium.

W meczu Hiszpanów z Bulbezem stawialiśmy na graczy z półwyspu Iberyjskiego i choć historia i statystyki przemawiały za ekipą Michała Rychlika to okazało się że przeczucie nas nie zawiodło. Jak zawsze w starciu tych drużyn było dużo emocji , ale trzeba przyznać że obie drużyny grały w piłkę i nie było jakiś niepotrzebnych incydentów pozasportowych, które miały miejsce w przeszłości. Pierwsi na prowadzenie wyszli Hiszpanie. Szybko jednak powracający do gry po kontuzji Rafał Szewczyk wyrównuje. Jednak po chwili nieodpowiedzialnie traci piłkę i fauluje taktycznie przeciwnika czym osłabia drużynę. Gospodarze strzelają bramkę w przewadze i na przerwę schodzą z jedno bramkowym handicapem. Po przerwie Bulbez wyrównuje, ale po chwili znowu w prosty sposób traci w krótkim czasie dwie bramki. Hiszpanie bronią się na swojej połowie znakomicie czyhając na kontry. Goście ponownie łapią kontakt i atakują nie mając jednak na tyle szczęścia, żeby wyrównać. W końcówce po pięknym strzale zewnętrzną częścią stopy Jaime Gonzalez ustala wynik meczu. Hiszpanie wciąż są niepokonani w tym sezonie, a Bulbez po drugiej porażce z rzędu spada na czwartą pozycję w tabeli.

Zdecydowanym faworytem spotkania Contry z FC Melange była ekipa gospodarzy. Mimo, iż ekipa Kamila Marciniaka w poprzedniej kolejce dość niespodziewanie pokonała faworyzowanych "Drunkersów", to jakość, jaką prezentują na boisku Adrian Bucki i koledzy, zdawała się być poza zasięgiem "Melanżowników". Tylko pierwszych kilkanaście minut było wyrównanych - na półmetku pierwszej części spotkania był w pewnym momencie wynik 2:2, ale na do przerwy to Contra ustrzeliła jeszcze trzy bramki, zapewniając sobie dość komfortowe prowadzenie po pierwszej części meczu. Po zmianie stron przebieg rywalizacji nieco uległ zmianie, a konkretnie to zmieniło je trio: Aleksander Szyszka, Adrian Bucki oraz Michał Raciborski. Ci Panowie raz po raz rozmontowywali obronę FCM, momentami ośmieszając defensorów bielańskiej ekipy. Efektem było aż osiem strzelonych bramek w drugiej połowie, przy zaledwie jednej, niemającej już wpływu na przebieg wydarzeń, bramce kapitana zielono-pomarańczowych. Po stronie pokonanych, mimo dużej ilości straconych bramek, warto pochwalić Bartka Jakubiela, który swoimi interwencjami uchronił gości przed jeszcze bardziej bolesną porażką.

Na miano najciekawszego pojedynku na I-ligowym szczeblu zdecydowanie zasłużyło spotkanie ekip FC Karmelicka oraz Saskiej Kępy. Do zawodów bardzo poważnie podeszli gospodarze, gdyż stawili się w aż 14-osobowym składzie. Oprócz zaciętego boju i wyniku, który cały czas oscylował w okolicach remisu, byliśmy także świadkami indywidualnych popisów kilku zawodników. Pierwsza odsłona spotkania do walka cios-za-cios, która minimalnie na swoją korzyść rozstrzygnęli Panowie ze wschodniej strony Warszawy (3:2). To co przyniosła druga połowa to istna salwa adrenaliny. Najpierw na dwubramkowe prowadzenie wyprowadził gości Tomek Niechwałowicz, który indywidualną akcję, zakończył pięknym strzałem. Na odpowiedź nie czekaliśmy długo i już po minucie gola kontaktowego zdobył Daniel Paździoch. Tym, którym emocji wciąż brakowało, dostarczył ich Tomek Kalinka, który po dośrodkowaniu w okolice pola karnego uderzył piłkę przy samym słupku, dając swojej drużynie remis. Kiedy na kilka minut przed końcem spotkania Karmelicka, po golu Karola Trzcińskiego wyszła na jednobramkowe prowadzenie (5:4), wiele osób omylnie myślało, że komplet punktów powędruję do ekipy z Muranowa. Ten scenariusz nie spodobał się najwyraźniej Michałowi Witanowi, który strzelając swoją druga bramkę w tym meczu sprawił, że spotkanie zakończyło się podziałem punktów.

Na zapleczu Ekstraklasy doszło do ekscytującego spotkania pomiędzy beniaminkami tego szczebla Ligi Fanów. Naprzeciw siebie stanęła drużyna braci Jałkowkskich, czyli Tylko Zwycięstwo oraz podnosząca się po zeszłotygodniowej porażce ekipa Drunk Teamu. Lepiej w spotkanie weszli Ci drudzy, gdyż otworzyli wynik rywalizacji po strzale Witka Bartnika. Jeszcze w pierwszej odsłonie meczu ów prowadzenie stracili po dwóch bramkach TZ (Morawski, Froelich), ale zdołali doprowadzić do wyrównania tuż przed przerwa po bramce Michała Janowskiego. W trakcie przerwy można było posłuchać motywującej rozmowy piłkarzy DT, którzy bardzo mocno wierzyli w wygraną w to deszczowe, niedzielne popołudnie. Na ich nieszczęście, zupełnie inaczej widzieli to gospodarze, którzy nieco przejęli inicjatywę w drugiej połowie i nie pozwolili "Drunkersom" już na strzelenie bramki. Duży udział w tym miał Marek Wandas, który rewelacyjną postawą w destrukcji raz po raz zniechęcał gości do posyłania piłki w okolice pola karnego TZ. Wspomniani wcześniej Andrzej oraz Marcin mieli nienajgorszy dzień, gdyż każdy z nich jeszcze raz wpisał się na listę strzelców przy wsparciu Szymona Jałkowskiego, który dwukrotnie w tym spotkaniu asystował. Mimo porażki, na pochwałę zasługuje postawa między słupkami Marka Łukaszewicza. W dużej mierze dzięki jego interwencjom ten mecz był naprawdę wyrównany i przyjemny do oglądania.

 

II LIGA

Pierwszy mecz w II lidze to pojedynek Virtualnego Ń i ALPANu. Zespół Marka Giełczewskiego stawił się bez swojego superstrzelca Szymona Kolasy i niestety było widać brak skuteczności w akcjach ofensywnych gospodarzy. Alpan wsparty dawnymi graczami Cosa Nostry w końcu może być uznawany za faworyta i ma do tego podstawy. W tym meczu między słupkami zespołu Rafała Dębskiego musiał stanąć zawodnik z pola Tomasz Cichy i musimy przyznać że spisał się bardzo dobrze. Nie puścił żadnej bramki do tego miał kilka interwencji, a ponad to strzelił bramkę z rzutu karnego. Do przerwy prowadzili goście 0-2, choć wynik powinien być wyższy, ale świetnie grał tego dnia Jerzy Modzelewski bramkarz Virtualnych. Gdyby nie on pewnie mecz zakończyłby się dwucyfrowym wynikiem. Alpan wygrał zasłużenie 0-6,choć przeciwnicy chyba mieli wrażenie że wynik nie do końca jest sprawiedliwy. Ale jeżeli nie wykorzystuje się swoich okazji nie można myśleć o jakichkolwiek punktach.

Złączeni w tym sezonie prezentują się dużo lepiej. Na spotkanie z Old Eagles Koło przyjechali w szerokim składzie i od razu przyniosło to zamierzony efekt. Choć rywale ,także dysponowali dobrym zestawieniem, co w tym sezonie jest normą, to od początku meczu było widać że piłkarsko lepiej wyglądają gracze z Grodziska. Gospodarze konsekwentnie grali w obronie ,a świetnie między słupkami spisywał się Krzysztof Milczarek. Koło próbowało atakować ,ale gra nie kleiła się tak jak w poprzednich kolejkach. W końcu Złączeni wypunktowali ekipę Janka Drabika i mimo iż Orzełki miały sporo zmian, to nie dało to żadnego efektu. Każdy gracz gospodarzy był szybszy od rywali, którzy jak wiemy mają drużynę nie pierwszej młodości i to był główny czynnik ,który zadecydował o końcowym wyniku. Złączeni wygrywają pewnie 3:0 i coś czujemy że powalczą w tym sezonie o górną część tabeli.

W meczu LTMu z Riversami liczyliśmy na to że ekipa Leszka Parzniewskiego postara się powalczyć o korzystny dla siebie wynik. Szybko jednak goście pokazali, że nasza nadzieja była płonna. Pierwsze minuty i praktycznie w każdej akcji padał gol dla ekipy Irka Webera. To nie zwiastowało niczego dobrego dla gospodarzy. Z każdą minutą przewaga gości rosła i do przerwy mieliśmy wynik 1:9. Taki stan rzeczy odbierał chęć do dalszej gry tym bardziej że LTM świetnie operował piłką i Riversi musieli dużo biegać, co tylko jeszcze bardziej deprymowało ich grę. Na szczęście zdołali strzelić dwie bramki ,ale marne to pocieszenie, gdy w meczu traci się 16 goli. LTM wygrywa zasłużenie i nadal bez straty punktów lideruje w drugiej lidze. Riversi już tak trudnego przeciwnika w tej rundzie nie mają w kalendarzu ,więc jest nadzieja na korzystniejsze wyniki w kolejnych meczach.

Mecz Wiernego Służewca z Laga Taką był kluczowy dla obu ekip. Sytuacja tych drużyn nie jest za dobra i punkty w tym spotkaniu były niezbędne w kontekście utrzymania w lidze. Laga niestety na początku spotkania grała o jednego mniej w polu ,gdyż zawodnicy tej drużyny utknęli w korku spowodowanym zła pogodą. Wierny nie zdjął zawodnika, grał w komplecie i to nie jest zarzut pod adresem chłopaków, ale co jak co Radek Małecki to gość który zawsze niezależnie od okoliczności drużynom przeciwnym szedł na rękę i w tym przypadku zasłużył na podobny gest. I kto wie jakim wynikiem zakończyłby się ten mecz gdyby w pełnych zestawieniach drużyny grały od początku. A tak do momentu gdy dojechali pozostali gracze Lagi było 3:0 dla Wiernego. Goście zaczęli odrabiać straty i do przerwy było 4:2. Po zmianie stron dominują zawodnicy Radka Małeckiego i udaje im się zremisować to spotkanie. W ostatniej akcji meczu mamy jeszcze wyborną okazję na zwycięstwo, ale Grzegorz Łapacz instynktownie broni strzał napastnika Lagi. Remis na pewno nikogo tutaj nie zadowolił.

Ostatnim meczem był pojedynek Warszawskiej Ferajny i Niezłomnych. Niestety ten mecz rozgrywał się na Picassa, a jak mogliście przeczytać w „Plusach i Minusach" wystąpiła tam awaria światła. Mimo niechęci do rozgrywania meczu w takich warunkach, co jak najbardziej rozumiemy, drużyny wyszły na boisko. Lepiej w tych ekstremalnych warunkach (awaria światła + ulewa) radzili sobie zawodnicy z Ukrainy. Pierwsza część przez dłuższy okres była wyrównana. Dobrze między słupkami radził sobie Roman Stoliar który musiał zastępować etatowego bramkarza. Patrząc na jego interwencje, nie było widać że to zawodnik z pola i kilkukrotnie ratował swój zespół. Do przerwy prowadzili Niezłomni 2-4. Po przerwie więcej animuszu w swoich poczynaniach mieli podopieczni Kacpra Domańskiego. Być może było to spowodowane przejściem na drugie nieco lepiej oświetlone boisko, a być może rozmową w przerwie. Wydawało się w pewnym momencie że może uda się choćby zremisować, ale gdy Ferajna zaczęła gonić rywala, ten za chwilę odskakiwał na bezpieczny dystans. Po ciekawym meczu wyrywają zawodnicy Mykoli Melnyka 5-9 i wciąż pozostają niepokonaną drużyną w tym sezonie.

 

III LIGA

Mecz ekip I Ja to szanuję z Nihooya miał duże znaczenie dla obu teamów w kontekście walki o wyjście ze strefy spadkowej. Lepiej piłkarsko ostatnio wyglądali gospodarze i na nich stawialiśmy. Ale ekipa Piotra Obroślińskiego to drużyna z charakterem. Dlatego nie zdziwiło nas że od początku to właśnie goście przeważali i wyszli na prowadzenie. Mieli jeszcze kilka dobrych okazji , ale ze skutecznością byli na bakier i ze skromnym prowadzeniem schodzili na przerwę. Po przerwie obudzili się podopieczni Arka Kazimierczaka i zrobił się wyrównany pojedynek. Nihooya jednak nie pozwoliło sobie wydrzeć zwycięstwa kontrolując wynik spotkania. Łukasz Girjotas i Marcin Branowski ci doświadczeni zawodnicy potrafili przytrzymać piłkę i w kluczowych momentach to oni brali na siebie ciężar gry. Gospodarze przespali pierwszą połowę, może to z racji wczesnej godziny w jakiej odbywał się mecz i po raz kolejny mimo nie najgorszej gry pozostają bez kompletu punktów lądując w strefie spadkowej.

Trzeci raz z rzędu wygrywa Diabła Trzeci Róg. Kolejną ofiarą na swoim rozkładzie było Narodowe Śródmieście. Tym razem zespół Marka Szklennika uległ dość wyraźnie i za wielu argumentów w tym spotkaniu nie miał. W pierwszej połowie zarysowała się dość duża przewaga zespołu Maćka Biernackiego, a to głównie za sprawą Mateusza Pawlika, który był tego dnia istnym egzekutorem. W pierwszej części strzelił wszystkie 4 bramki dla swojego zespołu. W drugiej dość długo nie miał kontaktu z piłką jednak kiedy już miał okazję, był bezwzględny i podwyższył swój strzelecki dorobek. Jedną bramkę dołożył jeszcze Piotr Kruszyński. Po rajdzie lewą stroną boiska oddał strzał w długi róg nie pozostawiając szans bramkarzowi, który skądinąd tego dnia kilka piłek odbił. Śródmieście musi się wziąć w garść, bo w następnej kolejce czeka ich mecz z liderem i może się okazać że czołówka zacznie niebezpiecznie się oddalać. Diabły natomiast wskakują na drugie miejsce, ale przewaga nad pozostałymi drużynami jest niewielka więc trzeba jak najdłużej kontynuować passę zwycięstw.

Mecz Niedzielnych z ADP Wolską Ferajną to kolejny mecz w tej kolejce ważny w kontekście układu dołu tabeli. Niestety gospodarze nie mieli zmian, a kilku czołowych graczy nie pojawiło się na boisku. ADP jak zawsze w pełnym zestawieniu od początku zaczęło atakować bramkę Marcina Aksamitowskiego. Młodzi wybiegani zawodnicy z Woli mając kilka zmian w obwodzie mogli podkręcać tempo, aby zmęczyć rywala. Do przerwy mamy 0:3. Po przerwie worek z bramkami się rozwiązał. Zmęczeni gracze Niedzielnych nie nadążali za młodzieżą z ADP. Skończyło się na 0:10, a to i tak najniższy z możliwych wyników. Gdyby nie kapitan i golkiper gospodarzy mogło być bardziej dramatycznie na tablicy wyników.

Jeżeli w futbolu liczy się powtarzalność, to Eleganckie Chłopaki na pewno ją mają. Ich mecz przebiegał podobnie jak tydzień temu, choć teraz mieli przynajmniej jedną zmianę. Young Guns pomimo kilku sytuacji nie byli w stanie pokonać Andrzeja Gorzkowskiego i pierwszą połowę kończyli z okrągłym zerem po stronie strzelonych bramek. W ekipie gości dużą robotę robił Piotr Krawczyk który z łatwością radził sobie z obrońcami przeciwników. Do przerwy wynik brzmiał 2-0. Po zmianie stron bramka Eleganckich została odczarowana, jednak nie na tyle, by wywalczyć w tym meczu choćby punkt. Do małej kontrowersji doszło w momencie gdy rękoma przed polem karnym zagrał bramkarz gospodarzy. Zawodnicy Młodych Strzelb domagali się oprócz rzutu wolnego, kary indywidualnej, jednak sędzia podjął inną decyzję. Ostatecznie mecz wygrali Eleganckie Chłopaki. Solidna gra w obronie i poczynania ofensywne Piotra Krawczyka wystarczyły, by odnieść w tym meczu zwycięstwo i wspiąć się w ligowej tabeli.

Spore emocje - niekoniecznie tylko pozytywne - towarzyszyły pojedynkowi FC Po Nalewce z liderem III ligi, czyli Deportivo la Chickeno. Goście stawili się na ten mecz bez zmian, co miało bardzo duże skutki na przebieg meczu. Otóż już w początkowych minutach spotkania, po faulu przed polem karnym w sytuacji niemal 100%, czerwoną kartkę obejrzał bramkarz "Czikenów". Doszło do sporego zamieszania, gdyż z jednej strony FCPN chciało prowadzić wyrównane zawody i pozwolić graczowi z czerwoną kartką powrócić na boisko, z drugiej strony faul golkipera był na tyle niesportowy, że z fair-play nie miał za wiele wspólnego. Tak czy owak, ukarany zawodnik dołączył do kolegów po odbyciu 10-minutowej banicji i jak się później okazało, w dużej mierze przyczyniło się to do losów spotkania. Gospodarze mecz przegrali (4:7), a zawodnik, wokół powstało całe zamieszanie zdołał nawet dołożyć jednego gola do tego sukcesu. Pierwsze skrzypce grał jednak duet Konrad Stępiński & Ernest Woźniak, i to Ci Panowie poprowadzili gości do zwycięstwa. W pokonanej ekipie bardzo ambitnie walczył Robert Kozdrowicz, któremu przytrafiła się co prawda żółta kartka, ale ustrzelenie wszystkich czterech bramek dla gospodarzy zdecydowanie przyćmiło ten mały incydent.

W jednym z najciekawszych meczy trzeciej ligi było niewątpliwie starcie Truskawki na Torcie z Walking Dead. Faworytem spotkania byli goście, ale na boisku szybko przekonaliśmy się że tutaj pachnie niespodzianką. Trupy grały niemrawo i ospale, tak jakby pogoda ich kompletnie zamroziła. Truskawka natomiast grała z polotem i bezlitośnie wykorzystywała wszystkie błędy rywali. Wyróżniającym się graczem gospodarzy był na pewno Karol Gorczyca ,który miał swój dzień i jego forma bardzo pomogła drużynie w osiągnięciu cennego zwycięstwa. Do przerwy mamy 4:1. Po zmianie stron Trupy próbują coś zmienić ,ale nawet gdy pojawiają się sytuacje strzeleckie to świetnie w bramce broni Michał Mikołajczuk. Truskawka natomiast idzie za ciosem i gromi gości aż 8:1. Takiego scenariusza nikt się chyba nie spodziewał.

 

IV LIGA

6 kolejkę otworzył mecz Radości i Przypadkowych Grajków i to było rozpoczęcie z przytupem. Już w pierwszych minutach wynik otworzyła Radość, by za chwilę stracić bramkę na 1-1. Później ponownie wychodzi na prowadzenie, ale Grajki ponownie wyrównują. O ile początek spotkania to był cios za cios, w dalszej części meczu celne uderzenia głównie wyprowadzali goście. Już do przerwy wynik brzmiał 3-6. Radość próbowała odwrócić wynik meczu, jednak te starania nie przynosiły efektu. Grajki mając bezpieczną przewagę mogli czekać na swoje okazje i w drugiej połowie jedynie 2 razy udało im się pokonać bramkarza rywali. Niezłe spotkanie rozegrał Michał Szeniawski który strzelił w tym spotkaniu 4 bramki, ale większe uznanie w oczach rywali uzyskał bramkarz Grajków Matusz Tuzin.

Melodramat na spotkanie ze Śmieciami przybył w sześciu graczy i już na początku meczu niestety jeden z zawodników doznał kontuzji kolana, co oznaczało że resztę meczu gospodarze musieli grać w osłabieniu. Goście w tym czasie strzelili trzy gole marnując co najmniej drugie tyle sytuacji. W przerwie kapitan Śmieci pozwolił na wejście zawodnika nie wpisanego w protokół, aby grać w równych zestawieniach. W drugiej połowie Melodramat zaczął odrabiać straty i w końcówce spotkania, po faulu w polu karnym mamy jedenastkę dla ekipy Bartosza Figata. Gol i nieoczekiwanie gospodarze wygrywają. Goście mogli być rozżaleni, bo przecież ich gest fair play spowodował że przegrali, ale przyczyny porażki upatrywali w swojej grze ,a nie w tym że zachowali się bardzo ładnie w stosunku do swoich rywali.

Do ciekawego pojedynku doszło w niedzielny poranek pomiędzy NAF Gendusiem i Lujwaffe Tarchomin. W zapowiedziach wymieniliśmy argumenty przemawiające za zespołem Michała Ochockiego i mimo że sam kapitan jeszcze się nie pojawił na boisku, to Genduś pozostawił po sobie bardzo dobre wrażenie i był bliski pokonania wyżej notowanego rywala. Początkowo mecz był bardzo wyrównany, na bramkę jednej drużyny odpowiadała druga i do przerwy padł remis 2-2. Lepiej w drugą część weszli gospodarze i wyszli na dwubramkowe prowadzenia. Lujwaffe jakby uśpione nie potrafiło odwrócić losów meczu. I wtedy na około 10 minut przed końcem przejeżdżał pociąg, który chyba na dobre swoim hałasem obudził zawodników z Tarchomina. Ci najpierw strzelili bramkę kontaktową, która dała nadzieje na lepszy wynik. Potem przyszło wyrównanie i gra Gendusia się posypała. Przeciwnicy coraz bardziej nakręcali się kolejnymi akcjami i ostatecznie wygrali to spotkanie aż 5-9. Mimo początkowych trudności 3 pkt jadą na Tarchomin, ale Genduś zaprezentował się bardzo solidnie. Szkoda tylko tego momentu słabości który bezwzględnie został wykorzystany przez przeciwników.

Fatalni takiego startu ligi nie spodziewali się w najgorszych snach. Ich rywal Sparta doznała pierwszej porażki w poprzedniej kolejce i chciała jak najszybciej wrócić na zwycięskie tory. Wobec braku kilku zawodników ,którzy leczą kontuzje Krzysiek Nałęcz liczył na to, że mimo wąskiego składu uda się wygrać. Damian Racławski też marzył o przełamaniu, bo strefa spadkowa dla drużyny, która świetnie grała w poprzednim sezonie i wygrywała mecz za meczem to niewątpliwie duży zawód. Sparta od początku chciała narzucić swój styl gry, a różnicę w ofensywie robił Artur Markiewicz, który stwarzał duże zamieszanie w szeregach obronnych rywali. Z drugiej strony Maciej Zarod widać że jest w słabej formie w tym sezonie i nie daje już tyle drużynie co w poprzednich latach. Do przerwy mamy 1:3. Po przerwie Sparta nadal dominuje i widać było, że Fatalni nie są w stanie zagrozić rywalowi. Świetnie po raz kolejny w bramce gości bronił Adam Rakowski. Wynik 3:8 po końcowym gwizdku oznaczał ostatnie miejsce w tabeli dla gospodarzy ,a goście lądują w górnej części tabeli nadal licząc się w walce o podium.

Mecz Alei Seksu i Biznesu z Zakonem Bonifratrów to był niewątpliwie najciekawiej zapowiadający się mecz w czwartej lidze. Obydwie drużyny grają ofensywny futbol. Przed tygodniem goście zaliczyli słabszy mecz i chcieli się zrehabilitować. Gospodarze przyszli na to spotkanie bez swoich dwóch czołowych graczy Sebastiana Żółkowskiego i Wojtka Żaka. Szybko przekonaliśmy się że więcej jakości i doświadczenia mają zawodnicy Alei, którzy szybko objęli prowadzenie. Zakonnicy próbowali konstruować akcje zaczepne ,ale byli nieskuteczni. Do przerwy mamy 4:0. Po przerwie obraz gry się nie zmienia, nadal dominują gospodarze, a wyróżniającym się graczem jest Michał Szulin który punktuje wszystkie błędy rywali. Gości stać tylko na trafienia honorowe w końcówce spotkania. Aleja wygrywa i zajmuje fotel lidera, a Zakon przeżywa jakiś kryzys. Dwie wysokie porażki nie są przypadkowe. Wszyscy już w lidze wiedzą ,że wyeliminowanie z gry braci Kurowickich to połowa sukcesu w starciach z gośćmi.

 

V LIGA

Tartak z dużym respektem i szacunkiem podszedł do swojego rywala – CompatibL. Widać było dużą mobilizację w drużynie gospodarzy i chęć sprawienia niespodzianki. Do ostatniego momentu nie było wiadome czy w zespole Białorusinów pojawi się ich czołowy zawodnik – Tomek Małek. Ostatecznie pojawił się on na Picassa i był motorem napędowym swojej drużyny. Pierwsza połowa tak jak to wynikało z gry - na remis, ale w drużynie Tartaka wrzało. Chyba po pierwszej części poczuli, że jest szansa na komplet punktów. To że udało im się zdobyć 3 punkty zależało od kilku czynników. Konrad Dudek, który bronił w drugiej połowie popisywał się świetnymi interwencjami, Łukasz Łukasiewicz strzelił wszystkie 4 bramki, wykorzystując błędy rywali, a Lucu Kończal kilkukrotnie przerywał akcje rywala. Można się przyczepić że były to wybijane piłki nieco na ślepo, ale ważne że były skuteczne. CompatibL dążył do wyrównania, czy wręcz zwycięstwa w tym meczu, ale Tartak grał tak zdyscyplinowanie że ciężko było się przebić. Wielka radość wśród gospodarzy, niedosyt u Andria Hryndy i spółki.

Green Team na pewno nie był faworytem starcia z chłopakami z ADP II. Jednak wygrywając trzy mecze z rzędu, w dobrych nastrojach mimo fatalnej pogody, przystępowali do meczu ze swoim rywalem. Pierwsza połowa była dosyć wyrównana. Chłopaki z Woli prowadzili grę, a gospodarze starali się kontrować. Do przerwy wynik stykowy 1:3. Po przerwie ADP włącza wyższy bieg i zaczyna odskakiwać z wynikiem. Nie ma co się oszukiwać, młodzi wybiegani gracze Mateusza Nejmana po prostu zabiegali graczy Zielonych. Ostatecznie skończyło się wynikiem 3:10. Po tym meczu ADP zostało liderem piątej ligi , Green Team na razie uplasował się w środku tabeli. Widzimy że ta ekipa się rozkręca i naprawdę sprawi jeszcze nie jedną niespodziankę w lidze.

Bardzo wyrównany mecz miał miejsce na kolejnym V-ligowym poligonie. Do walki o trzy punkty stanęły zespoły FC Alfa oraz będące w wysokiej formie Orły Zabraniecka. Widowisko było niezwykle zacięte i żadnej z drużyn nie udało się odskoczyć na bezpieczną ilość bramek. Do przerwy mieliśmy remis (2:2), a na bohaterów spotkania wyrastali Krzysztof Wędroch po stronie gospodarzy oraz Grzegorz Giler wśród gości, którego dzielnie asystami wspomagał Kamil Lisowski. Niestety wspomniany duet nie był w stanie, mimo naprawdę niezłej postawy, ustrzelić wystarczającej ilości bramek, by przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. To co w szeregach Alfy wyprawiał Krzysiek momentami wprawiało w osłupienie. Świetny drybling, motoryka i wykończenie sprawiło, że aż pięciokrotnie wpisywał się na listę strzelców. Był także autorem decydującego gola w końcówce spotkania, który ustalił wynik na 6:5 dla grających w błękitnych strojach gospodarzy.

W trudnych warunkach przyszło się mierzyć Pogromcom Poprzeczek i Landtechowi. Przez awarię światła widoczność była marna, ale lepiej w tych warunkach odnajdywali się Pogromcy którzy przez dłuższy czas wygrywali 1-0! Takim wynikiem zakończyła się pierwsza połowa, co było zadziwiające dla każdego obecnego na tym meczu, łącznie z zawodnikami gospodarzy. Po zmianie stron role się diametralnie odwróciły i to Landtech zakasał rękawy i wziął się za odrabianie strat. I to skutecznie, bo po przerwie strzelili aż 10 bramek. Do protokołu z bramką lub asystą wpisali się wszyscy zawodnicy gości, oprócz kapitana który musiał założyć rękawice i stanąć między słupkami. Pogromcy i tak zaprezentowali się nad wyraz dobrze, zwłaszcza w pierwszej połowie, i kto wie, może jeszcze w tej rundzie zapunktują.

W takich samych warunkach musieli rywalizować zawodnicy Munji z Polskim Drewnem. Jednak tutaj wynik nie był raczej zagrożony i raczej spotkanie było kontrolowane przez Munję. Do przerwy padł wynik 4-2 jednak po zmianie stron coraz bardziej zaznaczała się przewaga Munji. Gospodarze, przyzwyczaili nas że grają bez zmian i właściwie każdy oprócz bramkarza, zaliczył w tym spotkaniu bramkę lub asystę. Być może to zwycięstwo da Munji możliwość na gonienie czołówki, Polskie Drewno zaś wciąż musi czekać na pierwsze punkty. Jak zwykle z przodu próbował szarpać Karol Urbańczyk, ale zdecydowanie potrzebuje więcej wsparcia z przodu, jeżeli Polskie Drewno myśli o jakimś zwycięstwie.

 


Zapraszamy na nasz profil na Facebooku, gdzie regularnie zamieszczamy newsy, zdjęcia, czy inne ciekawostki z naszych rozgrywek - www.facebook.com/LigaFanow.6tki

 

dodaj komentarz

 
Wybierz kolejkę:
3 0

EKSTRAKLASA

Kolejka 7
Wybierz kolejkę:
7 0

I LIGA

Kolejka 7
Wybierz kolejkę:
4 1

II LIGA

Kolejka 19
Wybierz kolejkę:
5 1

III LIGA

Kolejka 19
Wybierz kolejkę:
1 0

IV LIGA

Kolejka 19
Wybierz kolejkę:
3 0

V LIGA

Kolejka 19

Statystyki kolejki

     

    Ankieta

    Czy według Ciebie Reorganizacja Rozgrywek była dobrym pomysłem?
    Czy według Ciebie Reorganizacja Rozgrywek była dobrym pomysłem?
    Aby zagłosować musisz wybrać jedną z odpowiedzi