Wczytuję...

LEGIA vs WISŁA !

21 października przy Ł3 dojdzie do piłkarskiego starcia gigantów, gdy Legia Warszawa podejmie Wisłę Kraków. Nie może was tam zabraknąć!

ESTADIO DE PICASSA!

Już w niedzielę pierwsze, historyczne spotkania zostaną rozegrane na obiekcie „Picassa&;. To ważne wydarzenie i chcemy, byście byli do niego odpowiednio przygotowani, zwłaszcza jeśli chod…

ZGŁOSZENIE INDYWIDUALNE

Nie masz zespołu? Chciałbyś zagrać w Lidze Fanów? Uwielbiasz piłkę nożną? Wychodzimy naprzeciw waszym oczekiwaniom i proponujemy komfortowe rozwiązanie!

LIGA FANÓW TV - POWIADOMIENIA…

Masz Telefon, Tablet i aktywne konto Google ? Sprawdź jak łatwo skonfigurować powiadomienia dla materiałów Video z kanału Liga Fanów TV.

LEGIA vs WISŁA !
ESTADIO DE PICASSA!
ZGŁOSZENIE INDYWIDUALNE
LIGA FANÓW TV - POWIADOMIENIA NA YOUTUBE

PIERWSZE PUNKTY GÓRKI I MOCNO WOLI W EKSTRAKLASIE!

10
Paź

Po 3 kolejkach na 68 drużyn biorących udział w rozgrywkach Ligi Fanów aż 60 zdążyło już zapunktować. Pozostałe 8 musi jeszcze na swoje pierwsze punkty poczekać i wydaje się że jeszcze sporo wody w Wiśle upłynie zanim niektóre z nich pozbędą się okrągłego „0". Była to też dla nas przełomowa kolejka, bo do składu organizacyjnego dołączył nowy redaktor. Jak się sprawdził, na jakim poziomie opisał relacje meczowe, oceńcie sami! Zapraszamy na nasz cotygodniowy raport z boiska!

PIERWSZE PUNKTY GÓRKI I MOCNO WOLI W EKSTRAKLASIE!

EKSTRAKLASA

Pierwszy październikowy weekend rozpoczął się od niezwykle mocnego akcentu. Naprzeciw siebie stanęli : legendarny TUR Ochota oraz będąca beniaminkiem ekstraklasowym ekipa AnonyMMous. W roli faworyta stawiani byli rzecz jasna Panowie z Ochoty, jednak "Anonimowi" nie przyjechali na Estadio de Grenady, żeby tylko wyciągać piłkę z siatki. Pokazali to z resztą już od pierwszej minuty, co ewidentnie zaskoczyło piłkarzy TUR-a. Bezlitośnie zemściło się na nich ustawienie z tzw. wysuniętym bramkarzem - wynik meczu otworzył Michał Głębocki strzałem z połowy boiska na pustą bramkę.Walki o punkty rywalom nie ułatwiał Maciek Miękina. To co wyprawiał między słupkami, wykraczało momentami znacznie ponad amatorską piłkę. W dużej mierze dzięki niemu TUR nie był w stanie nawiązać w pierwszych kilkunastu minutach walki, pozwalając Anonimowym na wyjście do stanu 3:0. Nastąpiło jednak ożywienie w szeregach TUR-a, co pozwoliło najpierw na zdobycie pierwszego gola, a następnie - po rzucie karnym tuż przed przerwą - do strzelenia kontaktowego gola. Po zmianie stron mieliśmy jeszcze ciekawsze widowisko - jako pierwsi podwyższyli Anonimowi do stanu 4:2. Akcje TUR-a były bardzo efektowne, ale momentami brakowało szczęścia: słupek Konrada Kowalskiego, lub piłka wybita piętą przez bramkarza Anonimowych z linii bramkowej, naprawdę podnosiły adrenalinę. Po raz drugi przewaga Maćka Miękiny i spółki zmalała do jednej bramki po golu Erwina Nowika, ale to był max, jaki wykrzesał z siebie TUR. Po dwóch składnych akcjach mieliśmy 6:3 dla Anonimowych, a wynik meczu ustalił strzałem z rzutu karnego wspomniany wcześniej "Kowal".

Do spotkania, w którym emocje były dokładnie na drugim biegunie , doszło pomiędzy ekipami Moczymord oraz Lidera. Panowie tej drugiej drużyny borykają się z brakami kadrowymi i na rywalizację z doświadczonym rywalem stawili się bez zmian. Nie pomagał też fakt, że między słupkami stał zawodnik z pola. Sam przebieg rozgrywki nie był zbyt ciekawy i niestety bardzo jednostronny. W trakcie, gdy zawodnicy Lidera próbowali tworzyć akcje ofensywne korzystając z umiejętności raczej indywidualnych, Moczymordy grały ułożony, zespołowy futbol, obfitujący w ciekawe dla oka rozwiązania. Warto podkreślić świetną postawę Piotra Szurmińskiego. Dwie strzelone przez niego bramki to majstersztyk w postaci potężnie uderzonych piłek w okienko bramki. Niemniej, wynik 16:0 odzwierciedla to , co się działo na boisku i pozostaje nam trzymać kciuki, aby gracz z Ukrainy mieli więcej szczęścia przy kompletowaniu składu na następne mecze.

Hitem najwyższego szczebla rozgrywek okazało się starcie debiutujących w Ekstraklasie zespołów Mocno Wola oraz FC Górka. Obie drużyny od pierwszej minuty pokazali, dlaczego ich awans to nie był przypadek. Świetne akcje zespołowe, twarda walka w obronie - czasami na pograniczu przepisów - były gwarantem świetnego widowiska. Czasami chłopakom puszczały nerwy i dochodziło do słownych utarczek, ale trzeba podkreślić, że głownie z uwagi na emocje sportowe ten mecz był arcyciekawy. Pierwsza połowa była pod kontrolą ekipy Mocno, która wypracowała sobie w niej 2-bramkową przewagę (4:2) po naprawdę niezłej grze. W drugiej części przez pewien czas kontynuowali marsz po trzy punkty, doprowadzając do stanu 7:3. I nagle w ich poczynaniach pojawił się chaos, a Panowie z Górki złapali drugi oddech. Na pewno pomogła im w tym żółta karta dla zawodnika Mocno. Przy stanie 7:5 doszło do niecodziennego zjawiska - bramkarz Górki - Konrad Litwiniuk - strzałem z własnej połowy przelobował golkipera rywali i zdobył w ten sposób gola kontaktowego. W ostatniej minucie meczu, gola, po podaniu z rzutu rożnego, zdobył Norbert Ciok, czym zapewnił swojej ekipie jeden cenny punkt.

Na zakończenie ekstraklasowych poczynań mieliśmy okazję obejrzeć zmagania podnoszącej się po zeszłotygodniowej porażce drużyny GS Zabrodziaczek z aspirującym do wysokiego miejsca zespołem FC Wilanów. Od samego początku rywalizacja była niezwykle zacięta i obfitowała w przyjemne dla oka akcje. Wynik meczu otworzył, pięknym strzałem główką w długi róg, Krzysztof Lewandowski. Warto podkreślić, że wyjątkowej urody było tez crossowe podanie do zdobywcy gola. Kolejne minuty spotkania to walka bramka za bramkę i żadnej z ekip nie udało się wypracować przewagi. Do przerwy 3:3, a bramek mogło paść więcej, gdyż silny strzał zawodnika z Wilanowa trafił w słupek, a w odpowiedzi GS zmarnował 100% sytuację na pustą bramkę. Druga odsłona to szturm Zabrodziaczka, a w szczególności duety Połodziuk-Dąbrowski, którzy w zaledwie minutę skonstruowali dwie akcje, po których GS prowadził 5:3. Graczom z Wilanowa udało się jeszcze raz dogonić rywala na jedną bramkę, ale w ostatecznym rozrachunku komplet punktów trafił to zawodników GS, a mecz zakończył się wynikiem 7:5.

 

I LIGA

Trzecią kolejkę I Ligi otwierało spotkanie Saskiej Kępy oraz bemowskiego Bulbez Team. Będąca w świetnej dyspozycji ekipa Michała Rychlika od początku wysoko postawiła poprzeczkę rywalom z drugiej strony Wisły. Tylko na początku mieliśmy wrażenie, że mecz może być wyrównany, ale świetnie dysponowany bramkarz Bulbezu zdawał się nie mieć tego dnia ochoty rozdawać łatwych łupów przeciwnikom. Do przerwy zachował czyste konto, a jego koledzy po składnych akcjach wyszli na prowadzenie 2:0. Po przerwie można było odnieść wrażenie że pogoń za wynikiem nieco wyprowadziła ekipę Saskiej z równowagi, czego efektem była żółta kartka. Duet : Damian Anczkiewicz & Konrad Kozłowski swoimi nieustającymi akcjami ofensywnymi nękał rywali , czego efektem było jeszcze sześć bramek Bulbezu w drugiej połowie. Trzymamy kciuki za powrót na właściwe tory formy ekipy Saskiej.

Kilku ciekawych, młodych piłkarzy pojawiło się w składzie Junaka w meczu z będącymi w wysokiej dyspozycji piłkarzami z południa Europy, czyli z Hiszpanami. Najpewniej zajmie chwilkę, zanim ich talent wplecie się w taktykę weteranów, a ten fakt postanowili wykorzystać Iberyjczycy. Dominacja była widoczna praktycznie od pierwszych minut, kiedy to Hiszpanie wyszli na komfortowe prowadzenie 3:0. Najwyraźniej uzyskanie takiej przewagi nieco ich uśpiło, gdyż pozwolili rywalom na wbicie dwóch bramek, z czego szczególnie ta druga była przyjemna dla oka. Jedni i drudzy w przerwie na pewno wyjaśnili sobie, co jest celem tego spotkania, ale chyba piłkarze HCdF bardziej do siebie dotarli. Junak już niestety nie był w stanie zagrozić bramce strzeżonej przez rosłego, hiszpańskiego golkipera, a duet Daniel Lade & Samuel Garcia tego dnia zdawał się mieć doskonała receptę na rozmontowywanie obrony Junaka. Końcowy wynik 6:2 był jak najbardziej sprawiedliwy.

Michał Fijołek i jego Mixamator był na fali wznoszącej przed starciem z aspirującym do awansu teamem Contry. Był - gdyż w niedzielne popołudnie coś pękło. Fakt, rywal bardzo silny, doskonale zgrany i trzeba oddać, że swoje umiejętności, zarówno indywidualne jak i zespołowe, w pełni pokazał w tym spotkaniu. Wybrany na MVP kolejki Aleksander Szyszka prezentował rozgrywanie piłki na bardzo wysokim poziomie i aż pięciokrotnie asystował przy bramkach kolegów. Jednym z tych kolegów był Adrian Bucki, który aż pięć razy wbijał futbolówkę między słupki rywali. Momentami niestety było widać bezradność Mixamatora, co przeniosło się frustrację i gęstą atmosferę w ich szeregach, a to z kolei najwyraźniej napędzało Contrę do jeszcze lepszej gry. Wiemy, że Michała i spółkę stać na lepsze występy, zatem czekamy na powrót na właściwą ścieżkę.

Drunk Team już ze swoim etatowym bramkarzem w końcu mógł rozwinąć skrzydła w ofensywie. W poprzednim meczu widać było brak Marcina Łukaszewicza, a teraz przynajmniej na początku Drunk Team mógł pokazać to co ma najlepsze z przodu. Prowadzili już 3-0 z FC Karmelicką, ale gdy dokonali zmian gra całkowicie się posypała i gospodarze doprowadzili do wyrównania. Gra po pewnym czasie wróciła na właściwe tory i na przerwę drużyny schodziły przy prowadzeniu Drunkersów. Grę Karmelickiej ciągnął jak zwykle Karol Trzciński, ale jak przeciwnicy zorientowali się na kogo powinni zwrócić szczególną uwagę to podwajali krycie i ciężko było się mu samemu przebić. Po przerwie ekipa Łukasza Walo groźnie kontrowała i podwyższyła prowadzenie. W szeregach gości wkradło się nieco rozluźnienia, które wykorzystali przeciwnicy odrabiając 2 bramki i doprowadzając do nerwowej końcówki. Mimo lekkiego niepokoju o wynik udało się utrzymać rezultat i 3 pkt powędrowały do Drunk Teamu. Dobre spotkanie rozegrał Łukasz Walo, który był motorem napędowym ale również Bartek Chyliński strzelec 4 bramek. Mecz ciekawy i emocjonujący, takie spotkania moglibyśmy oglądać częściej.

 

II LIGA

Krzysztof Kulibski i Michał Dryński. To właśnie nazwiska tych zawodników padało najczęściej podczas meczu Alpan z LTM Warsaw. Patrząc na poczynania tych Panów, kapitan LTM - Irek Weber - łapał się za głowę niczym Pep Guardiola przy 5 bramkach strzelonych przez Lewandowskiego w meczu z Wolfsburgiem. Trzeba przyznać, że ten duet swoim ofensywnym potencjałem imponował chyba nawet rywalom. Zwłaszcza, że przeciwnik miał w szeregach kilku zawodników, którzy zwiedzili wyższe szczeble Ligi Fanów. Wynik nie do końca odzwierciedla podział sił na murawie, gdyż gracze ekipy Alpan naprawdę momentami grali poukładaną piłkę, ale zabójczy duet ich rywali kompletnie skradł show. Warto także wspomnieć o świetnej postawie bramkarza LTM-u, Andrzeja Gronosza. Co prawda 11 bramek strzelonych przez jego kolegów dawało spory zapas i mogło doprowadzić do uśpienia golkipera zwycięskiej ekipy, ale tak się nie stało i Andrzej całe spotkanie czujnie bronił bramki gości.

Kolejnym pojedynkiem na wolskiej arenie było starcie mających swoje korzenie w Grodzisku Mazowieckiem Złączonych, z ekipą z południa Warszawy, czyli Gangiem z Kabat. Po dwóch kolejkach oba zespoły zgromadziły po 3 punkty, ale minimalnym faworytem była drużyna Mariusza Niedźwiadka. Po kilku ciekawych transferach graczy z półwyspu Iberyjskiego, ich gra wyglądała z meczu na mecz coraz ciekawiej. Zwłaszcza bardzo dobre wrażenie zrobił Jorge Perez, który mimo, iż został ukarany żółtą kartką, został wybrany przez rywali zawodnikiem meczu. Jego panowanie nad piłką oraz gra zespołowa wyraźnie napędzały kolegów z drużyny, czego efektem było dwubramkowe zwycięstwo (5:3).

Trzecie spotkanie w II lidze zapowiadało się bardzo ciekawie. Doświadczona ekipa Old Eagles przybyła w niemalże pełnym składzie - brakowało tylko jednego zawodnika, ale frekwencja naprawdę imponująca. Na przeciw nich mieliśmy młodą, grającą bardzo ciekawy, kombinacyjny futbol, ekipę Warszawskiej Ferajny. Na prowadzenie, po golu Krzyśka Surgota, wychodzi ekipa gości. Chwilę później, idealna sytuacja dla Old Eagles, ale piłka minimalnie minęła słupek. Co się odwlecze , to nie uciecze. Tym razem mała niefrasobliwość i prawdę mówiąc pech sprawiają, że wyrównanie "Orzełkom" daje bramka samobójcza. To chyba zmobilizowało Ferajnę, i jeszcze przed przerwą strzelają 3 bramki, doprowadzając do stanu 4:1. Grająca sporo skrzydłami ekipa Kacpra Domańskiego była wyraźnie szybsza na bokach boiska i bardzo dobrze sobie radziła - do czasu. Po żółtej kartce dla Kacpra Galana, podczas gry w przewadze Orzełki strzelają dwie bramki w minutę (Flak i Parol). Gra robi się ciekawa, jednak powrót do pełnego składu zrobił swoje. Gracze w czerwonych strojach znów odjeżdżają na trzy bramki. Pod koniec meczu Krzysiek Kacprowicz wyłuskał piłkę obrońcy Ferajny i stojąc oko w oko z ich bramkarzem, ustalił wynik na 4:6.

Tydzień temu Wierny Służewiec zaprezentował nam, jak nie powinien wyglądać mecz piłkarski. Kilkunastobramkowa porażka musiała być bolesną lekcją. Wszyscy po cichu liczyli, że zobaczymy ich odmienionych, w pełnym składzie i dobrze przygotowanych do starcia ze złożoną z graczy z Ukrainy ekipą FC Niezłomni. Niestety, rywal nie zamierzał ani przez chwilę dać im nadziei na dobre humory po ostatnim gwizdku. Wiernym udało się co prawda wbić honorowego gola, ale ten dzień należał do Taras Kobliuka i kolegów. Zdecydowanie zdominowali i prowadzili spotkanie, grając bardzo mądrze, blisko siebie. Widzieli się nawzajem, komunikowali się, a i w obronie było widać monolit. Bardzo przyjemnie patrzyło się na ich poczynania, niemniej, szkoda, że Wierni nie stawili zbyt dużego oporu.

Leszek Parzniewski i jego FC Rivers przystąpili do spotkania z Joga Bonito bardzo zmobilizowani. Od początku było w nich widać chęć zdobywania bramek, czego efektem było zdominowanie pierwszej połowy. Bardzo groźne kontry i w pewnym momencie prowadzili nawet 2 bramkami (3:1). Tuż przed przerwą ekipa Joga Bonito zdołała jeszcze zdobyć bramkę kontaktową, a nawet mieli 100% szanse na wyrównanie, której niestety nie wykorzystali. To co się wydarzyło w drugiej części meczu , to popis Artura Markiewicza. Sześć bramek oraz cztery asysty mówią same za siebie. To głównie jego postawa sprawiła, że Joga wyszła ze stanu 4:3 dla FC Rivers, do wyniku końcowego 11:4 (sic!). Niesamowity zwrot akcji, a co nieco smuci, nagła zmiana postawy graczy w zielonych strojach. Trzymamy kciuki i liczymy, ze w przyszłości będą grali dwie równe połowy.

 

III LIGA

Zmagania na III-ligowym poziomie rozpoczął mecz zespołów, które zupełnie różnie zaczęły sezon. Deportivo la Chickeno przed tym spotkaniem nie zaznało jeszcze smaku porażki, podczas gdy młodzi gracze ADP Wolskiej Ferajny nadal czekali na pierwszy komplet punktów. O tym, że w młodej ekipie ADP płynie gorąca krew, wiedzieliśmy od kiedy tylko się do nas zgłosili, ale nie spodziewaliśmy się tego po mającej spory dystans do siebie ekipie Ernesta Woźniaka. Wszak sam Ernest dał czysto piłkarski popis, strzelając cztery bramki i dwukrotnie asystując, ale jego koledzy aż dwukrotnie obejrzeli żółty kartonik. Nie przeszkodziło to jednak w odniesieniu pewnego zwycięstwa (8:4). Warte uwagi są występy jeszcze dwóch zawodników: bramkarza drużyny pokonanej, Kamila Jagiełło, który mimo sporej ilości puszczonych bramek, wykazał się niemałymi umiejętnościami oraz towarzysza Ernesta z ataku - Konrada Szkopińskiego - który skompletował hat-tricka.

Do bardzo wyrównanego starcia doszło pomiędzy NiHooYa a Narodowym Śródmieściem. Pierwsza połowa jeszcze na to nie wskazywała, bo wynik 0-3 skłaniał nas raczej do opisu tego meczu jako jednostronnego pojedynku. Taki wynik to w dużej części zasługa bramkarza Narodowego Śródmieścia Marka Jarczewskiego i w dużej mierze to właśnie jemu koledzy z drużyny powinni podziękować za zwycięstwo. Zespół Piotra Obroślińkiego chyba kryzys z pierwszego spotkania ma już za sobą, bo i gra wygląda o wiele lepiej. W meczu z drużyną Marka Szklennika nie rzucił ręcznika i podjął rękawice doprowadzając do wyniku 3-4. Nie ma co się jednak przejmować porażką, bo sezon jest długi, a z tego co widzimy w tej lidze każdy może wygrać z każdym.

Najciekawsze, najbardziej emocjonujące i obfitujące w dużą liczbę bramek spotkanie mieliśmy okazję oglądać w starciu Young Guns z Walking Dead. Grające na pomarańczowo Młode Strzelby zdominowały początek spotkania, wychodząc w pewnym momencie na trzybramkowe prowadzenie (4:1) w pierwsze połowie. Worek z golami rozwiązał się jednak po obu stronach i już do przerwy mieliśmy okazję obejrzeć aż 10 bramek, gdzie o dwie więcej strzelili gospodarze. Druga część spotkania to istny horror. Bramka za bramkę, trzykrotne doprowadzanie do remisu (6:6 / 7:7 / 8:8) aż w końcu bramka w końcówce meczu z rzutu karnego, po zagraniu ręką przez obrońcę Walking Dead. Ten spektakl miał dwóch głównych aktorów, a byli nimi Marek Sanecki (4 gole i 2 asysty) oraz Rafał Dobrosz (hat-trick plus 2 asysty).

Dość dziwny przebieg miało spotkanie Eleganckich Chłopaków z Diabła Trzeci Róg. U gospodarzy widać że drużyna to jeden wielki plac budowy i potrzeba jeszcze sporo czasu zanim zawodnicy zgrają się ze sobą i akcje nabiorą płynności. Co by nie mówić, Diabły też nie wyglądały za dobrze bez swojego kapitana Maćka Biernackiego. W obu drużynach brakowało kogoś, kto wziąłby ciężar gry na siebie i poukładał długimi momentami chaotyczną grę swoich kolegów. Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 3-3, a po zmianie stron szybką bramkę strzelają Eleganccy i cofają się na swoją połowę. Taktyka przyniosła skutek choć trzeba przyznać że gra toczyła się głównie w środku boiska i bramkarze nie byli zbyt często zatrudniani przez przeciwników. A skoro sytuacji strzeleckich było jak na lekarstwo, to i wynik nie uległ zmianie i 3 pkt trafia na konto gospodarzy.

Arek Kazimierczak. Od nazwiska tego Pana zaczynamy, gdyż to właśnie jego akcje w głównej mierze utrzymywały wysoki poziom ciśnienia krwi, zarówno kolegów z drużyny, jak i rywali. Zawodnik IJaToSzanuje wziął na swoje barki prowadzenie swojej ekipy w drodze po zwycięstwo w tym spotkaniu. Był bardzo aktywny, dzięki czemu zakończył mecz z dorobkiem czterech bramek oraz dwóch asyst. Co prawda zdarzyło mu się tez sporo razy stracić piłkę, ale w końcowym efekcie jego zespół zostawił w pokonanym polu ekipę FC Po Nalewce. Niemniej cały zespół, którego nazwa ewidentnie wskazuje na szacunek dla piłki nożnej i rywali, zasłużył na pochwałę, gdyż przez całe spotkanie wyraźnie przeważali.

Ten mecz mógłby się potoczyć zupełnie inaczej, gdyby nie ostra gra i żółte kartki zawodników Truskawki Na Torcie. Większość spotkania z Niedzielnymi była bardzo wyrównana, a wspomniana ostra gra tylko podkreślała determinację obu stron do zdobycia kompletu punktów. Jednak to właśnie gra w osłabieniu sprawiła, że szale zwycięstwa na swoją stronę przechyliła drużyna gospodarzy, która mając jednego zawodnika więcej w końcówce spotkania zdobyła dwie bramki. Na wyróżnienie zasługuje skuteczność strzelecka Artura Jaszczaka, który zdobył cztery bramki, a swoją postawą zasłużył na nominację do 6-ki kolejki III ligi. Wśród zawodników Truskawki na Torcie chwalimy postawę ofensywną Dariusza Piwowarskiego, zdobywcy hat-tricka.

 

IV LIGA

Na początek zmagań IV-ligowych spoglądamy na starcie NAF Genduś z ekipą o bardzo skromnej nazwie Fatalni. Już od pierwszych chwil sporo się dzieje - po pięknym strzale, piłka odbija się od wewnętrznych stron obu słupków i przekracza linię bramkową, dając Fatalnym prowadzenie 1:0. Następnie dochodzi o walki bramka za bramkę, czego efektem jest wynik 3:2 dla gości do przerwy. Warto wspomnieć, że Genduś miał wyborna okazję, ale przy sytuacji na pusta bramkę ich napastnik skiksował. Po przerwie, grający bez etatowego bramkarza Fatalni podwyższają do stanu 4:2, ale na tym ich potencjał ofensywny się kończy. Od tej pory , począwszy od bramki straconej po kiksie bramkarza, strzelali już tylko zawodnicy NAF. Od stanu 4:4 tempo gry bardzo poszło w górę i naprawdę świetnie się oglądało, jak gospodarze rozpędzali swoją machinę ofensywną. Szczególnie aktywny był Konrad Czarnomski, który dwukrotnie wpisał się na listę strzelców i aż czterokrotnie asystował przy bramkach kolegów.

Nie mieliśmy okazji oglądać zbyt wielu bramek w pojedynku FC Radości z Aleją Seksu i Biznesu. I chyba także tej radości , którą w nazwie mają gospodarze, nieco zabrakło. Mecz bardziej przypominał szachy piłkarskie niż batalię o trzy punkty. Barwną postacią tego starcia był na pewno Sebastian Żółkowski. Popularny "Kierownik" zagrzewał swoich kolegów z drużyny do boju zarówno postawą w ofensywie (dwie bramki) jak i werbalnie. Na pewno pomogło im to poprawić swoją grę w obronie, gdyż trzeba przyznać, iż jedna stracona bramka w meczu na poziomie IV ligi jest dosyć rzadkim zjawiskiem. Wierzymy, że raczej przeciętne tempo spotkania wynikało z próby wybadania umiejętności przeciwnika, niż z braku chęci do gry, zwłaszcza, że w oby zespołach widać potencjał do bardzo ciekawej i dynamicznej gry.

Przypadek sprawił, że Ci panowie znaleźli się w piłkarskich butach i na murawie. A tak poważnie, Przypadkowe Grajki dzielnie stawiły czoła ekipie Melodramatu, w której szeregach można było zobaczyć nawet zawodników z ekstraklasowym doświadczeniem. Mecz niezwykle wyrównany, chociaż do przerwy bliżej wygranej zdawali się być gospodarze, którzy w pierwszej połowie wypracowali sobie dwubramkową przewagę, zachowując przy tym czyste konto. Po zmianie stron do lepszej gry zmotywował słynący w mocnego charakteru Piotrek Parol i zrobiło nam się niezłe widowisko, okraszone bramkami strzelanymi przez obie ekipy. Nikt z tej potyczki nie wyszedł jednak zwycięsko i doszło do podziału punktów. Na pochwałę zasługuje świetnie dysponowany tego dnia napastnik Grajków - Michał Szeniawski - który trzykrotnie pokonał golkipera rywali.

Spotkaniem o jakim chcielibyśmy jak najszybciej zapomnieć był „pojedynek" FC Śmieci i Sparty. Cudzysłów jest tutaj jak najbardziej na miejscu i o tym „meczu piłkarskim" mogliście już przeczytać w minusach kolejki. Szkoda nam klawiatury na ponowny opis, ale z kronikarskiego obowiązku przypomnijmy przebieg spotkania. Jeszcze pierwsza połowa wyglądała całkiem nieźle pod względem sportowym, a to głównie za sprawą FC Śmieci którzy wygrywali 4-0. Szkoda że Sparta, mimo że kilku dobrych zawodników w swoim składzie posiada, postanowiła przestać grać w piłkę. Mimo że wygrała 6-8 to niesmak pozostał i jeszcze się zastanawiamy jak do tego meczu podejść. Na szczególną uwagę zasługuje Konrad Nawrocki, który był praktycznie nie do zatrzymania dla zawodników Sparty i widać że FC Śmieci mogą mieć z niego na przyszłość duży pożytek. Gdy do gry wróci kontuzjowany Rafał ten duet może rozbić każdą defensywę w lidze.

Wynik 4:0 dla gości nie odzwierciedla dokładnie przebiegu tego spotkania pomiędzy Zakonem Bonifratrów a Miksturą. Już na początku meczu zawodnik Zakonu trafił piłką w słupek i można się jedynie zastanawiać jak wyglądałby mecz, gdyby to gospodarze wyszli na prowadzenie. To oni grali piłką, podaniami ale nadziewali się na kontry przeciwników i jak już tracili gole to bramka to za bramką. Do przerwy Mikstura prowadziła skromnie 0-1. W drugiej połowie była już bardziej skuteczna, głównie za sprawą Damiana Patoki który w tym meczu strzelił 3 bramki. Szkoda że po drugiej stronie nie mógł zagrać Jerzy Kurowicki, bo na pewno swoim dobrym dryblingiem mógłby postraszyć obronę i bramkarza Mikstury. Dobrze że gramy w systemie mecz-rewanż, bo Zakon w takim składzie i z takimi zawodnikami ma szasnę odwrócić losy tej rywalizacji z braćmi Jochemskimi i spółką.

Poniekąd można powiedzieć że Lujwaffe grało na swoim terenie, stąd też być może ta liczniejsza frekwencja niż na meczach na Grenady. Pingwiny pojawiły się w skromniejszym zestawieniu, ale nie raz, nie dwa widzieliśmy mecze w których przede wszystkim liczyła się jakość, a nie ilość. Jak było tym razem? Początek meczu był bardziej udany dla Augusto Penguins. Nie dość że prowadzili 0-2 to do tego kontrolowali przebieg spotkania. Cóż z tego skoro w końcówce udaje się gospodarzom zdobyć bramkę kontaktową i po zmianie stron gracze Lujwaffe wychodzą na boisku pełni przekonania że losy meczu uda się odwrócić. Tak jak wspomnieliśmy wcześniej Pingwiny nie dysponowały szerokim składem i tym razem po prostu nie wytrzymali kondycyjnie tego spotkania. Gospodarze wygrali ostatecznie 4-2 i spora też w tym zasługa bramkarza – Aleksa Janickiego. To takim meczu i podniesienia się z wyniku 0-2 Lujwaffe według nas zasłużyło na miano drużyny tygodnia.

 

V LIGA

Oglądając spotkanie Orłów Zabraniecka z FC Lituanica odnieść można było wrażenie, że Ci pierwsi przeszli magiczną metamorfozę. Z drużyny, która w pierwszych dwóch spotkaniach straciła ponad dwadzieścia bramek, odrodziła się ekipa, która zagrała na zero z tyłu ! Co więcej, popisali się naprawdę doskonała skutecznością w ataku, czego efektem było końcowe 7:0. Szkoda troszkę Litwinów, gdyż przybyli na to spotkanie w 6-osobowym składzie i szybko opadli z sił, co znacznie utrudniło im zdobycie choćby jednego punktu. Świetne zawody rozgrywał Grzegorz Giler, zdobywca dwóch bramek i dwóch asyst. Nie statystki zrobiły na nas wrażenie, a świetny drybling, jakim dysponował Grzesiek. Momentami mijał rywali z taką lekkością, że rywale tracili nieco orientację w bloku defensywnym i nie mogli znaleźć sposobu na jego zatrzymanie, nawet faulem.

Spotkanie pomiędzy CompatibL a Furduncio Brasil zapowiadaliśmy jako szlagier, ale patrząc po samym spotkaniu, nieco nas rozczarował. Po prostu spodziewaliśmy się wyrównanego pojedynku, a tymczasem było to jednostronne widowisko. Brazylijczycy bardzo dobrze operowali piłką, nie bali się też pojedynków jeden na jeden, przez co stwarzali sobie dużo okazji strzeleckich. W ekipie gospodarzy zabrakło najlepszego zawodnika Tomka Małka i widać było brak płynności w grze jaka towarzyszyła Białorusinom w dwóch pierwszych kolejkach. Wśród gości szalał Rafael Andrade który brał udział w 5 z 6 bramek dla swojej drużyny. CompatibL nadal pozostaje jednym z faworytów ligi i nie ma co się załamywać, w końcu na wiosnę czeka ich rewanż i pomimo wysokiej przegranej , nie są bez szans w kolejnym spotkaniu, a zdobyte doświadczenie zaprocentuje w następnych meczach.

Munja była zdecydowanym faworytem w meczu z FC Alfą, ale tak jak pisaliśmy w zapowiedziach była to dobra wiadomość dla drużyny Artura Jurka, w końcu gdy są skazywani na porażkę najlepiej się prezentują i często straszą tych, którzy mieli ich roznieść w pył. Na meczu pojawili się jednak bez swojego etatowego bramkarza, który nie raz i nie dwa ratował swój zespół przed utratą gola. Między słupkami musiał stanąć zawodnik z pola i poszło mu całkiem nieźle zwarzywszy na to że udało mu się też obronić karnego. Alfa też miała swoje okazje i powinna strzelić więcej goli, ale zamiast w bramkę obijała słupki. Do przerwy przegrywała 3-2. Po zmianie stron obie ekipy dołożyły po jednym golu i faworyzowana Munja zgarnęła 3 pkt. i jedynie różnicą bramek przegrywa walkę o fotel lidera z Furduncio. Alfa zagrała naprawdę przyzwoite spotkanie, ale jednak zabrakło tej precyzji w kluczowych momentach.

Poziom tego meczu był nie lada niespodzianką. Dwa zespoły z niemałym temperamentem, niską średnią wieku oraz z ogromnym zapałem do gry, czyli FC Tartak oraz zespół rezerw ADP Wolskiej Ferajny. Po obu stronach widać było determinację oraz swego rodzaju deklarację, że nikt nogi odstawiać nie będzie. Mecz był ostry, ale stosunkowo czysty. Bardzo dynamiczna gra i kilka naprawdę efektownych akcji skrzydłami po obu stronach. Do przerwy 1:1 i widać było, że na drugą połowę obie ekipy chcą wejść jak przysłowiowy dzik w żołędzie. Szczególnie aktywny w ofensywie była napastnik wolskiej ekipy - Andrzej Bardziej-Szczęśniak - który tuż po przerwie wyprowadził grających na zielono gości na trzybramkowe prowadzenie (4:1). Skrzydła swoim tartakowym kolegom podciął obrońca gospodarzy, który bawił się w okolicach pola karnego piłka, czego efektem była strata piłki a w konsekwencji piąta bramka ADP. Na koniec spotkania oglądaliśmy jeszcze potężny strzał Łukasza Łukasiewicza, po którym piłka odbita od słupka zatrzepotała w siatce, ale to wystarczyło jedynie na otarcie łez, gdyż mecz wygrała młodzież z Woli.

Mecze Pogromców Poprzeczek to zawsze gwarancja dawki pozytywnej energii, jaką Ci sympatyczni zawodnicy wnoszą na boisko. O ile w poprzednim sezonie udało im się wywalczyć komplet punktów dopiero pod koniec sezonu, o tyle w tym, udało się to już w drugiej kolejce. Mało tego, w meczu z Green Team, oprócz wręcz zarażającego entuzjazmu do gry w piłkę, wykazali się postawą fair-play, o czym pisaliśmy w "plusach i minusach" trzeciej kolejki. Co do samego przebiegu spotkania, rozpoczęło się ono od starcia 4 na 4, do czasu , aż reszta "zielonych" dojechała na Estadio de Grenady. Po skompletowaniu zespołu przez gości, gra nabrała tempa, a worek z bramkami się otworzył. Dzień konia miał napastnik Green Teamu - Daniel Kurowski - który bramkarza gospodarzy pokonywał aż...dziewięciokrotnie. Jak to stwierdził jeden z obserwatorów tego spotkania - co dotknął piłki, to ta wpadała do siatki. Czyżby objawił nam się talent na miarę MVP sezonu V-ligi ? Czas pokaże, a okazji do tego będzie jeszcze wiele, gdyż rozgrywki dopiero nabierają tempa.

Bardzo ciekawy mecz trafił nam się na zakończenie kolejki i szczerze to sami nie spodziewaliśmy się aż tak dobrego spotkania. Polskie Drewno skazywane na porażkę, dość długo był w stanie grać jak równy z równym z Landtechem. Obie ekipy dość licznie pojawiły się na Picassa i chyba dzięki temu mecz przez bardzo długi okres był prowadzony w bardzo szybkim tempie. Widać było determinacje po obu stronach na zdobycie punktów i każdy czuł że są one na wyciągnięcie ręki. Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 1-1. W drugiej do stanu 3-3 trwała wymiana ciosów i gdy już wyglądało że ekipy zabiorą ze sobą po jednym punkcie, Landtechowi załączył się tryb strzelania goli w końcówce i przechylają szalę zwycięstwa na swoją korzyść wygrywając 5-3. Brawa dla obu stron za mecz, bo na tym poziomie takie spotkania to rzadkość

 


Zapraszamy na nasz profil na Facebooku, gdzie regularnie zamieszczamy newsy, zdjęcia, czy inne ciekawostki z naszych rozgrywek - www.facebook.com/LigaFanow.6tki

 

dodaj komentarz

 
Wybierz kolejkę:
10 2

EKSTRAKLASA

Kolejka 4
Wybierz kolejkę:
2 0

I LIGA

Kolejka 4
Wybierz kolejkę:
2 0

II LIGA

Kolejka 4
Wybierz kolejkę:
1 2

III LIGA

Kolejka 4
Wybierz kolejkę:
1 2

IV LIGA

Kolejka 4
Wybierz kolejkę:
1 1

V LIGA

Kolejka 4

Statystyki kolejki

     

    Ankieta

    Czy według Ciebie Reorganizacja Rozgrywek była dobrym pomysłem?
    Czy według Ciebie Reorganizacja Rozgrywek była dobrym pomysłem?
    Aby zagłosować musisz wybrać jedną z odpowiedzi