Wczytuję...

WARSAW CUP !

Zagraj w 3 edycji Warsaw CUP - Turniej Noworoczny 2019. Gwarantujemy mnóstwo atrakcji, rywalizację na najwyższym poziomie i doskonałą oprawę zawodów. Sprawdź szczegóły!

ZMIANY NA FACEBOOKU!

Na facebooku doszło do dużych zmian. Jedną z ich konsekwencji może być to, że przestaniecie widzieć nasze posty. Sprawdźcie jak się do tego przygotować, aby być z LIGĄ FANÓW na bieżąco!…

LIGA FANÓW TV - POWIADOMIENIA…

Masz Telefon, Tablet i aktywne konto Google ? Sprawdź jak łatwo skonfigurować powiadomienia dla materiałów Video z kanału Liga Fanów TV.

ZGŁOSZENIE INDYWIDUALNE

Nie masz zespołu? Chciałbyś zagrać w Lidze Fanów? Uwielbiasz piłkę nożną? Wychodzimy naprzeciw waszym oczekiwaniom i proponujemy komfortowe rozwiązanie!

WARSAW CUP !
ZMIANY NA FACEBOOKU!
LIGA FANÓW TV - POWIADOMIENIA NA YOUTUBE
ZGŁOSZENIE INDYWIDUALNE

PODSUMOWANIE SEZONU 2017/2018!

11
Lip

Każdy z kibiców i piłkarzy uwielbia gdy emocje i końcowe rozstrzygnięcia do ostatnich meczy, a nawet minut towarzyszą wszelkim sportowym rozgrywkom. W minionym sezonie praktycznie do ostatniej kolejki była walka o mistrzostwo, awans, utrzymanie czy osiągnięcia indywidulane. Dla jednych ten sezon okazał się szczęśliwy, dla drugich pechowy. Jedni otwierali szampana, drudzy musieli otrzeć łzy. Zapraszamy do zaległej lektury podsumowania sezonu 2017/18!

PODSUMOWANIE SEZONU 2017/2018!

 

V LIGA

W V lidze doszło do sytuacji, która jeszcze długo się nie powtórzy w Lidze Fanów. Mistrza poznaliśmy dopiero w meczu zamykającym rywalizację, a przed ostatnią serią gier o ostateczny triumf biły się aż 4 drużyny. Mistrzem V ligi zostali zawodnicy Sparty, którzy zaliczyli fenomenalną wiosnę, gdzie w kolejnych meczach odprawiali z kwitkiem kolejnych rywali, choć początek nie był tak kolorowy. Oddany walkower w pierwszym spotkaniu, kłopoty kadrowe, wróżyły bardziej walkę o środek tabeli niż o medale. Z meczu na mecz machina się rozpędzała, nowi zawodnicy zgrywali się z resztą zespołu i na koniec sezonu można było cieszyć się z upragnionego mistrzostwa. Drugie miejsce zajął zespół Fatalnych, który przez praktycznie większą część sezonu balansował na granicy podium. Zespół Damiana Racławskiego grał przez cały rok bardzo równo, jeżeli przegrywał to z zespołami wyżej notowanymi od siebie. Co prawda przydarzyły im się remisy na jesieni z Alfą i na wiosnę z Litwinami, ale każda drużyna w ciągu sezonu straci punkty z zespołem teoretycznie słabszym. Fatalni byli nawet przez parę godzin mistrzami, ale drugie miejsce też trzeba uznać za sukces. Na najniższym stopniu podium uplasowała się Mikstura. Ciężko pisać tu o sukcesie skoro mistrzostwo było na wyciągnięcie ręki, a korzystając z tenisowej terminologii ma się trzy piłki meczowe, z czego ta ostatnia była teoretycznie najłatwiejsza i żadnej się nie wykorzystuje. Pisaliśmy już w trakcie rundy rewanżowej, że gra braci Jochemskich i spółki wygląda gorzej niż jesienią, jednak to właśnie oni do ostatniej kolejki wciąż rozdawali karty w V lidze. Na pewno u chłopaków jest niedosyt, a zebrane doświadczenie i pokora sprawią, że nie popełnią tych samych błędów w przyszłym roku i wrócą jeszcze silniejsi. Tuż poza podium na ostatniej prostej wypadły Warszawskie Dziki i to chyba największy przegrany ostatniego poziomu zaawansowania. Przez większą cześć sezonu nie odstępowały na krok Mikstury, by zakończyć sezon z pustymi rękoma. W pięknym stylu ograli swojego rywala do tytułu, by w ostatniej kolejce nie udźwignąć presji i przegrać nie tyle mistrzostwo, co awans. Jeden mecz nie może rzutować na ocenę całego sezonu więc musimy przyznać że ekipa Michała Piskorskiego mimo wszystko dobrze grała przez cały rok. Co prawda nie uniknęli się wpadek, ale niektóre ich mecze robiły naprawdę duże wrażenie. W przyszłym sezonie trzeba będzie jednak ograniczyć wahania formy do minimum. Drużyną która najbardziej z piątej ligi żałuje, że sezon się skończył jest ekipa Zakonu Bonifratrów. Już w pierwszej części sezonu było widać, że ten zespół ma potencjał na powalczenie z faworytami. Wystarczy przypomnieć, że z czołówką przegrywali minimalnie, a w ostatnim jesiennym meczu udało im się zatrzymać Miksturę. Wejście w rundę rewanżową nie było zbyt dobre, w trzech meczach udało się uciułać jedynie punkcik. Punktem zwrotnym był pogrom od Sparty. Od tego momentu coś ruszyło w tej drużynie i to na dobre, a finisz w ich wykonaniu był naprawdę imponujący. Jeżeli ich gra w przyszłym sezonie będzie wyglądała jak na końcu minionego to medale gwarantowane. Tuż za nimi uplasowała się FC Lituanica. Ciężko jest ocenić sezon w ich wykonaniu, bo mają bardzo duży potencjał, jednak problemy kadrowe to coś, co jest od dawna ich bolączką. Zespół niesamowicie nieprzewidywalny, który potrafi urwać punkty faworytom, by tydzień później przegrać z outsiderem. Po pierwszych meczach rundy rewanżowej byliśmy w stanie uwierzyć że, zgodnie z ich zapowiedziami, są w stanie stanąć na podium. W rzeczywistości wypisali się z tej walki porażką z Givovą. Mimo wszystko chyba należy uznać sezon w ich wykonaniu za udany, szczególnie patrząc na to, że w poprzednich edycjach zajmowali ostatnie miejsca. Ostatecznie na siódmym miejscu uplasowała się Blok Ekipa, drużyna która zanotowała największy zjazd formy w porównaniu do pierwszej części sezonu. W drugiej części potwierdzili, że nie potrafią grać z zespołami z górnej części tabeli. Na 8 meczów z czołową czwórką wygrali tylko jeden. Im dalej w sezon, tym więcej problemów narastało w tej drużynie. Przed rundą rewanżową wypadł podstawowy bramkarz, a na sam koniec kontuzje tak przetrzebiły ten zespół, że brakowało ludzi do gry. Jednak tak jak w przypadku Litwinów, w porównaniu do poprzedniego sezonu, ta drużyna zrobiła niesamowity progres i gdy wszyscy wyleczą kontuzje, mamy nadzieje że ich gra będzie wyglądała tak jak na jesieni. Drużyną która zapadła nam w pamięć przez niesamowite końcówki jest LandTech. Na jego spotkania zawsze przychodziły wierne kibicki, które niezależnie od wyniku, były za swoim zespołem na dobre i na złe. Zawodnicy odwdzięczali się emocjonującymi meczami i niejako zasłynęli z tego że ich zmaganiom towarzyszyły emocjonujące końcówki. W ciągu sezonu było kilka pojedynków które rozstrzygały się w ostatnich minutach, tak więc na meczach LandTechu zazwyczaj nudno nie było. Tuż nad czerwoną strefą uplasowała się FC Alfa. Nie można oprzeć się wrażeniu, że miejsce w tabeli nie do końca odpowiada potencjałowi tej drużyny. Zdecydowanie czegoś zabrakło ekipie Artura Jurka, bo skoro udawało się w trakcie rozgrywek urywać punkty faworytom, to czemu skończyło się tak niską pozycją na koniec sezonu? Na pewno zabrakło zwycięstw z drużynami o podobnym potencjale, zbyt wiele było minimalnych porażek jedną-dwoma bramkami. Pomimo takiej samej ilości punktów tuż za Alfą uplasował się CompatibL. Ta drużyna zrobiła chyba największy progres ze wszystkich ekip piątej ligi. Porównując ich grę z jesieni i wiosny, można by odnieść wrażenie, że to dwie różne drużyny. O ile początek był dość ciężki i gra nie wyglądała najlepiej, o tyle z każdą kolejką zawodnicy z Białorusi się rozkręcali i potrafili urywać punkty faworytom. W przyszłym sezonie na pewno nie będzie można ich lekceważyć. Na pewno zadowoleni z sezonu nie będą zawodnicy Co Gol Zmiana. Różnica punktowa pomiędzy nimi a CompatibL wyniosła aż 16 punktów. W ciągu roku wygrali jedynie 3 mecze, choć musimy przyznać, że w niektórych spotkaniach potrafili zawiesić rywalom wysoko poprzeczkę. Koniec sezonu to spore braki kadrowe na meczach, co przekładało się również na wyniki. W przyszłym sezonie pewnie doświadczenie zebrane w minionych rozgrywkach zaowocuje lepszym wynikiem. Ostatnią drużyną została Givova Pogromcy Poprzeczek. Zostali oni uhonorowani przez nas pucharem Fair Play. Niejedna drużyna po takim starcie szybko zakończyłaby przygodę z Ligą Fanów, ale oni nie przejmowali się kolejnymi porażkami tylko przychodzili i cieszyli się tym że mogą grać w piłkę. Na wiosnę ich gra wyglądała lepiej i udało im się odnieść historyczne zwycięstwo. Mimo wszystko poziomem znacznie odstawali od reszty drużyn, ale może w przyszłym sezonie te różnice uda się zmniejszyć.

IV LIGA

Zwycięstwo w IV lidze przypadło Walknig Dead. I nie może to dziwić, bo w przeciągu całego sezonu była to drużyna najrówniej grająca, a dodatkowo mając taki duet jak Petylak- Kulibski nie mogło być innego rozstrzygnięcia jak złote medale na szyjach Trupów. Niezwykłą metamorfozę przeszła ta ekipa, z zespołu mocno przeciętnego, stała się dominatorem czwartej ligi. Jednak patrząc na transfery jakie dokonała w ostatnim czasie taki wynik już nie dziwi. Na pewno ten team szykuje kolejne ciekawe transfery i poziom wyżej może być ponownie wysoko w tabeli. Drugie miejsce zajęła Truskawka na Torcie. Dla zespołu Tomka Cymermana był to pierwszy sezon w Lidze Fanów i od razu kończą go na podium. W przeciągu całego roku imponowali grą zespołową i ciężko jest wyróżnić 1-2 zawodników, którzy wybijali się ponad resztę. W kluczowych momentach zabrakło im jednak zimnej krwi. Gdy tylko udawało im się zbliżyć w tabeli do Walking Dead, gubili gdzieś punkty, co przełożyło się „jedynie" na srebrne medale. Najniższym stopniem podium były zainteresowane aż trzy drużyny, a ostatecznie zajęło je Young Guns. Młode Strzelby wystrzeliły na wiosnę zaliczając po drodze tylko jedną porażkę i remis. Kilka świetnych transferów sprawiło że nie było mocnych na tę ekipę i gdyby brać pod uwagę jedynie wyniki z rundy wiosennej, zespół Wojtka Jankowiaka zdobył by nawet złoto. Aż szkoda że jesień była słabsza, ale przy takim progresie jaki zalicza ta drużyna, o wyniki w przyszłym sezonie można być spokojnym. Tuż za podium uplasowało się Deportivo la Chickeno. Zespół Mateusza Tarnowskiego miał świetną jesień, po której strata do lidera wynosiła jedynie 1 punkt. W rundę rewanżową weszli równie dobrze, wygrali powtórzony mecz z Aleją Seksu i Biznesu ograli Truskawkę na Torcie i... coś się zacięło. Do podium zabrakło jednego punktu i na pewno szkoda, że w którymś meczu nie udało się ugrać czegoś więcej. Warto wspomnieć że w aż 4 spotkaniach udało się bramkarzowi Deportivo zachować czyste konto. Na piątym miejscu skończył zespół NiHooYa, choć ambicje były znacznie wyższe. Piotr Obrośliński nie ukrywał że ma chęć sięgnąć po tylu latach gry w Lidze Fanów po medal. Zabrakło naprawdę niewiele, a zadecydował o tym zapewne bezpośredni pojedynek z Young Guns przegrany minimalnie jedną bramką. Imponowała frekwencja zawodników na meczach, pojawiło się kilka nowych młodych twarzy, tak więc ta mieszanka rutyny z młodością może w przyszłym sezonie wypalić. Musimy też tutaj pochwalić NiHooYa za postawę fair play wobec swoich przeciwników. Spośród drużyn zajmujących środek tabeli stawkę otwierają FC Śmieci. Tę drużynę nazwaliśmy rycerzami wiosny i postrachem faworytów. Na jesieni borykali się z problemami ze składem, co przełożyło się na ich kiepskie wyniki. Kto by przypuszczał po pierwszej rundzie że tak szybko opuszczą strefę spadkową, będą ogrywać faworytów i licząc tylko wyniki z wiosny będą czwartą siłą IV ligi? A jednak to wszystko miało miejsce i z przyjemnością patrzyło się na grę FC Śmieci dyrygowaną przez Rafała Jewdokimowa. Liczymy że to nie ostatnie zdanie wypowiedziane przez tę drużynę i w przyszłym sezonie będą jeszcze silniejsi. Ze zmiennym szczęściem wiodło się Alei Seksu i Biznesu, co ma też odzwierciedlenie w tabeli, połowę meczów przegrali, w połowie zapunktowali. Dużo zależało od obecności Wojtka Żaka i Sebastiana Żółkowskiego, widać że Ci doświadczeni zawodnicy sprawiali, że reszta drużyny też czuła się na boisku pewniej i ich gra wyglądała lepiej. Nie wystarczało to jednak by wygrywać z zespołami które były w wyżej w tabeli, z kolei zespoły niżej notowane nie stanowiły dużego wyzwania, tak więc środek tabeli to wynik jak najbardziej zasłużony. Dużo więcej obiecywaliśmy sobie po zespole FC Radość. Po rundzie jesiennej zajmowali miejsce w środku tabeli, z tym że ich mecze były bardzo wyrównane, udało im się ograć Walking Dead i wiedząc, że w zimę trenowali na Legii obstawialiśmy, że mogą się włączyć w walkę o medale. Niestety ekipę Piotra Radlerczyka dopadł kryzys z którego nie byli w stanie wyjść. Słaba frekwencja na meczach sprawiła, że nie wytrzymywali oni szybkiego tempa przez pełne 50 minut, i jedynie bramkarz sprawił, że porażki nie były wyższe. Swoją drogą koledzy z zespołu nieźle wypromowali Daniela Roberta Janeczka, który został najlepszym i jednocześnie najbardziej krytycznym wobec siebie bramkarzem w IV lidze. Równie bardzo jak Radość z zakończenia sezonu cieszy się Augusto Penguins. Runda jesienna była dość przeciętna, jednak drużyna była w przebudowie i po rozegraniu sezonu w zimę pod balonem liczyliśmy że z marszu ruszą po wygrane w Lidze Fanów. Początek był dość obiecujący gra wyglądała dobrze, jednak kontuzje tak przetrzebiły szeregi Pingwinów że w końcowej fazie sezonu mieli problem z zebraniem 6 ludzi do gry. Szczęśliwie udało się dograć rozgrywki bez oddania walkowera i liczymy że po wyleczeniu wszystkich zawodników uda się powalczyć w końcu o czołowe lokaty w Lidze Fanów. Co zapamiętamy z ekipy NAF Genduś? Na pewno wyróżniającą postacią był Michał Ochocki, który dysponuje niesamowicie silnym uderzeniem i niekiedy w pojedynkę potrafił przechylić szalę zwycięstwa na stronę swojej drużyny. Problemy kadrowe to coś co towarzyszyło tej drużynie przez większą część sezonu, ale fenomenem był bramkarz Zbigniew Moskal który pomimo wielu wiosen w swojej metryce nie zawiesił jeszcze butów na kołku i stał się chyba najstarszym uczestnikiem naszych rozgrywek. Przedostatnie miejsce przypadło Sprzedawcom Marzeń. Początek sezonu w ich wykonaniu był prawdziwym falstartem, jednak koniec rundy jesiennej przed rewanżami napawał optymizmem. O wiośnie chłopaki pewnie chcieliby jak najszybciej zapomnieć, jedna wygrana w 11 meczach powodem do dumy nie jest. Szkoda że tak to wyglądało, ale problemy kadrowe nie opuszczały ani przez moment Przemysława Szymanowicza i trudno było powalczyć o coś więcej. Ostatnie miejsce przypadało ADP Wolskiej Ferajnie, ale tylko dlatego że uczestniczyli w naszych rozgrywkach jedynie przez pół sezonu. Swoją przygodę z Ligą Fanów zaczęli z wysokiego C, bo od zwycięstwa z dobrze prezentującymi się Young Guns. Później o punkty mimo niezłej gry było ciężej, ale udało się m.in. zremisować z walczącą o mistrzostwo Truskawką na Torcie. To co najbardziej rzuciło nam się w oczy to duża frekwencja na meczach tej młodej ekipy gdzie spokojnie mogliby wystawić 2 drużyny do rozgrywek. W przyszłym sezonie, po doświadczeniu zebranym w obecnych rozgrywkach będzie to bardzo wymagający rywal.

III LIGA

W trzeciej lidze najsłabszą drużyną okazał się Płomień Bilbao. Jeszcze jesienią ich gra nie zachwycała, choć z każdym spotkaniem się rozkręcali i z meczu na mecz ich dyspozycja rosła. W dwóch ostatnich pojedynkach rundy jesiennej zdobyli 4 punkty, potrafili pomimo porażki postawić się Virtualnemu Ń, co dawało jakąś nadzieję na lepszą wiosnę. Oczywiście nie na walkę o awans, ale chociażby solidną pozycję w środku tabeli. Nadzieje te w dość brutalny sposób rozmyła runda wiosenna. Na pewno z pomocą nie przyszedł terminarz, bo w pierwszych trzech kolejkach Płomień mierzył się z drużynami z podium. Później w tych teoretycznie łatwiejszych meczach również ekipie Marka Szklennika nie poszło, a im bliżej końca sezonu, tym kryzys się pogłębiał, a apogeum sięgnął w ostatnim meczu sezonu gdzie zawodnicy Płomienia w ogóle nie pojawili się na murawie. III liga okazała się za mocna dla zespołu który dobrych kilka lat temu grał w Ekstraklasie. Nie pozostaje nic innego jak próba odbudowania się ligę niżej. Podobny los czeka NieDzielnych. Oni również nie mogą zaliczyć sezonu do udanych. Niestety kontuzje i zaginięcie na dłuższy czas czołowych zawodników nie mogło odnieść innego skutku, jak bolesny spadek z ligi. Problemy kadrowe zbyt często dawały się im we znaki. A przecież początek nie był najgorszy, czasem brakowało bardzo niewiele by zgarnąć pełną pulę. Z jesieni na pewno zapadł nam w pamięci mecz z Płomieniem, na który drużyna Marka Szklennika przyszła jedynie w pięciu. Niedzielni zgodzili się zagrać w równych składach i ten mecz przegrali. Tych punktów zabrakło im do tego by przezimować poza strefą spadkową. Na wiosnę lepiej nie było i strata do drużyn ze środka tabeli zamiast maleć, z meczu na mecz się powiększała. Nieoczekiwanie jako trzecia drużyna z ligi spada Diabła Trzeci Róg. Nieoczekiwanie, bo przecież przez pewien czas była to drużyna która miała szanse by bić się o medale. Podobnie jednak jak inni spadkowicze, wiosna była znacznie gorsza w wykonaniu Diabłów. W rundzie rewanżowej udało się zdobyć komplet punktów tylko na Niedzielnych i Płomieniu. Jeżeli porównamy to z wyczynami z jesieni gdzie udało się wygrać z LTM-em i Virtualnymi to różnicę widać gołym okiem. Trudno nam znaleźć przyczynę takiego stanu rzeczy, w końcu zespół Maćka Biernackiego to młoda, perspektywiczna ekipa, ale posiadająca już doświadczenie z ligi czy turniejów. Chłopaki sami muszą znaleźć przyczynę tego że są w stanie zagrać tylko jedną dobrą rundę w sezonie. Za to pozytywnie zaskoczyła nas wiosną drużyna FC Rivers. Jesień nie była najlepsza w ich wykonaniu, przezimowali na ostatnim miejscu w tabeli, ale na wiosnę odpalili i patrząc tylko na wyniki z rundy rewanżowej byliby tuż za podium, a przecież porażki jakie ponosili były różnicą ledwie jednej bramki. Już jesienią gdy do zespołu Leszka Parzniewskiego dołączyli zawodnicy byłego Ganadores gra zaczęła się kleić, ale prawdziwy potencjał zobaczyliśmy dopiero w drugiej rundzie. Wiosną gra Riversów była bardzo widowiskowa i z przyjemnością się na nią patrzyło. Szkoda że poważnej kontuzji pod koniec rundy doznał bramkarz Piotr Michalik, bo był to naprawdę mocny punkt tej drużyny. Szóste miejsce z bilansem 6 zwycięstw 6 remisów i 6 porażek zajęli Eleganckie Chłopaki. Bilansu 6-6-6 spodziewalibyśmy się bardziej po Diabła Trzeci Róg, ale to chyba idealnie obrazuje formę z całego sezonu braci Bączek i spółki. Eleganckie Chłopaki to zbyt mocny zespół, jak na 3 ligę, by spaść, a jednocześnie nie aż tak dobry by tę ligę zdominować. 6 remisów to sporo i gdyby udawało się w tych meczach przechylić szalę na swoją korzyść to ta drużyna skończyłaby na podium. Dużo tutaj zależało od dyspozycji dnia, bo Eleganckie potrafiły zremisować i wygrać z mistrzem Scorpionsami, by później gubić punkty z outsiderami. Do tego przez dłuższy czas mieli też problem z obsadą bramki i między słupkami musiał stawać zawodnik z pola. Jest tutaj spora podstawa, by w przyszłych latach osiągnąć coś więcej niż środek tabeli. Nieco wyżej uplasował się Gang z Kabat. Początek sezonu miał wyśmienity, 3 wygrane z rzędu i z początku upatrywaliśmy w tej młodej drużynie faworyta do mistrzostwa. To co się działo później, tego chyba nikt nie jest w stanie wyjaśnić. Seria 9 (!) meczów bez zwycięstwa takiej drużynie chluby nie przynosi. Do tego doszła porażka z Niedzielnymi, gdzie na mecz przyjechało jedynie 4 zawodników. Żeby być sprawiedliwym, pozostałe mecze nie były do jednej bramki, ale drużynie o takim potencjale nie przystoi w 9 meczach, czyli tak jakby przez całą rundę uciułać jedynie punkt. Przełamanie przyszło w meczu z Płomieniem Bilbao i chyba takiego spotkania potrzebowała ekipa Szymona Pierzaka. Od tego momentu do końca sezonu nie zaznali goryczy porażki i zajęli solidne miejsce w środku tabeli, choć potencjał jest znacznie większy niż osiągnięty wynik. W 3 lidze 4 drużyny odstawały poziomem od reszty stawki. Tuż poza podium znalazła się Laga Taka. Podopieczni Radka Małeckiego zagrali dwie równe rundy, w obu zebrali po 16 punktów. Jednak żeby być na podium trzeba było wyciągnąć coś ekstra. Na pewno zabrakło trochę punktów z początku sezonu, w końcu w 3 pierwszych meczach udało się uzbierać jedynie 1 punkt. Można się było wtedy zastanowić czy Laga jest w stanie dołączyć się do walki o medale. Potem zaczęła zdobywać punkty i po pierwszej rundzie znalazła się na 4 miejscu. Strata do podium wynosiła jedynie 2 punkty, więc można było optymistycznie patrzyć na rundę rewanżową. Pomimo posiadania w składzie kilku naprawdę wybijających się zawodników, pogoń za czołówką się nie udała, a tylko w meczu z LTM-em udało się wygrać na wiosnę z drużyną z czołówki. Szansa na medale była, ale czwarta lokata też nie jest zła. Brąz wywalczyła drużyna Virtualnego Ń. Podobnie jak Laga osiągnęła taki sam dorobek punktowy w obu rundach. Jeżeli wziąć by pod uwagę jedynie wyniki z poszczególnych rund to zarówno po jesieni jak i po wiośnie zajęliby 2 miejsce. A że ostatecznie wylądowali na trzecim? Futbol i matematyka bywają okrutne. Virtualne Ń to przede wszystkim Szymon Kolasa. Wiele drużyn zastanawiało się jak to możliwe że drużyna Marka Giełczewskiego jest tak wysoko w tabeli, skoro by zneutralizować ich najlepsze atuty, wystarczy wyłączyć z gry jednego zawodnika. I tu chyba dochodzimy do sedna sprawy, bo oczywiście Szymon robi różnicę i nie raz nie dwa to on brał na siebie odpowiedzialność za grę, ale sam, bez wsparcia kolegów z zespołu przecież nic by nie zdziałał. Na mecze Virtualnego przychodziły praktycznie te same osoby, więc zgranie i dobre rozumienie się na boisku mogły być kluczowe w osiągnięciu takiego wyniku. Srebro trafiło w ręce LTM Warsaw. Drużyna Irka Webera przed sezonem poczyniła kilka ciekawych transferów mających na celu pomoc w końcowym sukcesie. W barwach LTM-mu mogliśmy zobaczyć kilku zawodników z CHZB z Michałem Dryńskim na czele. Michał w ogóle był siłą napędową LTM-u, miał udział w połowie bramek strzelonych przez drużynę. Na początku sezonu wydawało się że na Irka Webera i spółkę nie będzie mocnych. W trzech pierwszych meczach rozgromili swoich rywali wbijając im dwucyfrową liczbę bramek. Potem chyba zgubiła ich pewność siebie i jesień kończyli na fotelu lidera, ale tylko z jednym punktem przewagi. W rundę rewanżową weszli równie dobrze, w 5 meczach odnieśli 4 zwycięstwa i remis ze Scorpionsami, i byli w najlepszej pozycji do zdobycia mistrzostwa. Porażki z Lagą i Gangiem z Kabat te marzenia jednak przekreśliły i były obawy że LTM może spać nawet na 4 miejsce. Ostatecznie 2 miejsce i awans należy jednak rozpatrywać w kategorii sukcesu. Mistrzem 3 ligi została ekipa Scorpions. Początkowo miała to być druga drużyna Scorpiona Władysławów grającego w Ekstraklasie stworzona dla zawodników dla których gra w elicie Ligi Fanów to były za wysokie progi. Po wycofaniu się Scorpiona z Ekstraklasy, na trzecioligowe rozgrywki przenieśli się zawodnicy z pierwszej drużyny. W końcowym rozrachunku Scorpion zakończył sezon z pięciopunktową przewagą. W przeciągu całych rozgrywek ponieśli jedynie 1 porażkę, a drużyną na którą nie mogli znaleźć sposobu byli Eleganckie Chłopaki. Mistrzostwo nie przyszło łatwo, drużyny nie kładły się przed ekipą braci Żołnierskich i były mecze, w których punkty trzeba było wyszarpać. Obiektywnie trzeba przyznać że Scorpion był drużyną najlepszą i zasłużenie sięgnął po mistrzowski tytuł.

II LIGA

Na miano najsłabszej drużyny drugiej ligi zapracowały sobie Old Eagles Koło. Nie ukrywamy że ich postawą byliśmy rozczarowani najbardziej, w końcu uważaliśmy ich za kandydatów do zdobycia mistrzostwa. W starciu z młodymi i głodnymi sukcesu drużynami byli jedynie tłem i ciężko jest znaleźć jakiś pozytyw w ich występie w tym sezonie. Już na jesieni dopadła ich plaga kontuzji czego konsekwencją były dwa remisy i wygranie tylko jednego meczu w rundzie. I tak był to lepszy wynik niż wiosną gdzie udało się zdobyć tylko jeden punkt, a sam koniec sezonu to wywieszenie białej flagi i dwukrotne oddanie walkowerów. Pomocny nie był na pewno wiosenny terminarz gdzie mierzyli się od razu z drużynami z podium. W tych meczach ich gra dawała jeszcze cień szansy na punktowanie w następnych spotkaniach, ale jak to się skończyło każdy widział. Nie pozostaje nic innego jak wyleczenie wszystkich kontuzji i odbudowywanie marki w niższej lidze. Tuż nad nimi uplasował się Kar-Bud. Zespół złożony z Ukraińców dołączył w połowie sezonu do społeczności Ligi Fanów i zastąpił drużynę Olimpijczyków. Już od pierwszego meczu z Mixamatorem, co prawda przegranym aż 1-7 coś nam podpowiadało że to będzie zmiana na lepsze. I nie pomyliliśmy się. Zawodnicy Kar-Budu byli bardzo zaangażowani w rozgrywki, widać że zależało im na jak najlepszym pokazaniu się przez te pół sezonu i niejednemu faworytowi postawili bardzo trudne warunki. Dość powiedzieć że przegrali tylko jedną bramką z Tylko Zwycięstwo i Drunk Teamem. Myślimy że te pół sezonu wystarczyło by nabrali niezbędnego doświadczenia i w przyszłym sezonie mogą być w gronie faworytów. Ostatnim spadkowiczem są Złączeni. Tak jak pisaliśmy na jesieni w dalszym ciągu nie byli oni w stanie zbudować drużyny która mogłaby rywalizować w drugiej lidze. Nieodłącznym elementem ich uczestnictwa w Lidze Fanów są problemy kadrowe. Często przyjeżdżali bez zmian, albo co gorsza w okrojonym składzie, a przecież na pierwszy rzut oka widać było, że gdy posiadali w swoich szeregach jednego – dwóch zmienników to ich gra i wyniki były o wiele lepsze. Dlatego liczymy że w przyszłym sezonie uda się zbudować szerszą kadrę, a wtedy o wyniki jesteśmy spokojni. Formę w przyszłym sezonie musi także ustabilizować Kaczypryt. Ta drużyna dołączyła do nas w tym sezonie i w pierwszych meczach płaciła frycowe. Później wyglądało to o wiele lepiej choć jest to drużyna, która szczególnie jesienią, była w stanie ograć faworyta, by w innym meczu przegrać z drużyną teoretycznie słabszą. Wiosna była już gorsza w ich wykonaniu, a na koniec zespół totalnie im się posypał i oddali dwa walkowery, co powodem do dumy na pewno nie jest. Patrząc na ich mecze można było odnieść wrażenie że dopóki gra im się układała potrafili dobrze klepać piłkę, konstruować ładne akcje, ale gdy coś zaczęło się psuć próbowali indywidualnych rozwiązań co przynosiło więcej szkody niż pożytku. Na pewno sporo jest do poprawy, ale widzimy w tej drużynie duży potencjał. Rozczarowaniem była za to postawa Wiernego Służewca. Jeszcze jesienią wyglądało to nawet dobrze, jednak strata punktów ze Złączonymi i Orzełkami sprawiła, że już po pierwszej rundzie strata to czołówki była dość duża. Wygrana na koniec rundy z Tylko Zwycięstwo dawała nadzieje, że tak jak w latach poprzednich uda się wiosną odrobić straty. Zima nie była łaskawa dla chłopaków ze Służewca. Odeszło dwóch czołowych zawodników, a na ich miejsce nie udało się sprowadzić wartościowych zmienników. Do tego doszły kontuzje i słabsza forma liderów, a najlepszym podsumowaniem wiosny w wykonaniu Wiernego był oddany walkower Złączonym. W przewie między sezonami zawodnicy muszą sobie odpowiedzieć na pytanie jak ma funkcjonować ta drużyna w następnych rozgrywkach. Dość wysoko sezon skończył ALPAN. Jest to drużyna bezkompromisowa, która jeńców nie brała i jako jedyna spośród ekip 2 ligi nie zremisowała meczu, do tego 9 razy wygrała i odniosła tyle samo porażek. Na jesieni dręczyły drużynę Rafała Dębskiego kontuzje przez co nie mogliśmy zobaczyć jej pełnego potencjału. Początek wiosny też do najlepszych nie należał, porażka z Wiernym i pogrom z Mixamatorem nie napawał optymizmem. Z czasem gra i wyniki były lepsze, a chyba najlepszy mecz rozegrali z Drunk Teamem gdzie przyszli mistrzowie zostali totalnie rozbici. ALPAN był zespołem nieobliczalnym, ale zdecydowanie zasłużyli na zajmowaną pozycje. Bez medali skończył FC Melange choć apetyty po jesienni były mocno rozbudzone. Niby mieli wszystko czego było potrzeba do odniesienia sukcesu. Świetnego bramkarza, solidną obronę i mocny atak, ale na wiosnę ta dobrze funkcjonująca maszyna gdzieś się zacięła. Sam początek był dość niemrawy, męczenie się z dwoma ostatnimi drużynami w tabeli, potem porażki z Mixamatorem i Wiernym sprawiły że ciężko było już potem dogonić uciekającą czołówkę. Na pocieszenie do rąk ich dwóch zawodników trafiły nagrody indywidualne. Brak sukcesu nie odstraszył jednak reklamodawców i mogliśmy poczynania zawodników FC Melange oglądać nie tylko na boisku, ale również w telewizji. Podobno szykowane są niezłe transfery na kolejne rozgrywki, tak więc i na sukces sportowy przyjedzie czas. Na najniższym stopniu podium rozgrywki zakończył Mixamator. Po takim sezonie pewnie świętowałby mistrzostwo, ale pech chciał, że podobny świetny sezon miały dwie inne drużyny. Naprawdę nie można się do niczego przyczepić jeśli chodzi o grę Mixamatora, bo z zarówno z Drunk Teamem, Tylko Zwycięstwo czy Melange grał jak równy z równym, a pozostałe drużyny pewnie ogrywał. Jedyna wpadka jaką zaliczyli to porażka z Kaczyprytem. Ich gra wyglądała dobrze, to drużyna z charakterem, gdzie nikt nogi, ani głowy nie odstawia. Wydaje nam się że po prostu zabrakło szczypty szczęścia, bo zespół jest bardzo wyrównany, nie brakuje w nim ani jakości piłkarskiej, ani zaangażowania, tak więc na pewno chłopaki poradzą sobie ligę wyżej. Tyle samo punktów co Miksy uzbierało Tylko Zwycięstwo. I właściwie można napisać to samo i o tej drużynie, w innych okolicznościach świętowaliby pewnie mistrzowski tytuł. I tak samo jak zespół Krzyśka Niewierkiewicza zaliczyła porażkę z Kaczyprytem. Z tego co zaobserwowaliśmy jest to jedna z lepiej zorganizowanych taktycznie zespołów w Lidze. Ich kadra nie jest szeroka, ale co tydzień pojawiali się w stałym zestawieniu. I to chyba jest ich siła, bo widać pewne wypracowane schematy, czy powtarzalność przy stałych fragmentach gry. Wyróżniającym się zawodnikiem jest Andrzej Morawski, drugi raz z rzędu wybrany przez nas do najlepszej szóstki sezonu. Absolutnie nie można jednak napisać że tylko Andrzej pociągnął tę drużynę na podium. Patrząc z perspektywy czasu każdy zawodnik Tylko Zwycięstwo zaliczył postęp w swojej grze i to chyba nie jest ich ostatnie słowo. Pewnego rodzaju klątwę przełamała w końcu drużyna Drunk Team. Przez dwa lata na ostatniej prostej wypadali poza podium, ale widząc ich potencjał dawaliśmy im „dziką kartę" i w tym roku pokazali że się nie myliliśmy. Kadra została uzupełniona przez kilku ciekawych graczy i w końcu drużyna odpaliła zarówno jesienią jak i wiosną. Kiedyś pisaliśmy że ta drużyna uzależniona jest od Łukasza Walo i Piotra Zygiela, teraz odpowiedzialność za wyniki rozłożyła się na kilku zawodników i to chyba był przepis na sukces. Początek wiosny był dość niemrawy, Drunk Team męczył się w meczach ze Złączonymi i Old Eagles, ale z meczu na mecz nabierał rozpędu i na sam koniec udawało się wygrywać z bezpośrednimi rywalami do tytułu. W końcu spełniło się to na co liczyli od lat i Drunk Team został mistrzem.

I LIGA

Kiedyś jeden z polityków powiedział że mężczyzny nie poznaje się po tym jak zaczyna, ale po tym jak kończy. A przecież początek East Wind miał fatalny. Sądziliśmy że zwycięzcy Pucharu Lata swoją formę od razu przekują na zmagania ligowe, a tymczasem dostali solidne lanie od Mocno Woli i oddali walkowera Hiszpanom. Już myśleliśmy że to będzie największe rozczarowanie sezonu, a tymczasem ekipa Sebastiana Dąbrowskiego od tamtego momentu nie przegrała ani jednego meczu! Co więcej jedyną drużyną która była w stanie z nimi zremisować byli Anonimowi. Raczej nikt nie był w stanie stanąć im na przeszkodzie w zdobyciu tytułu, a w meczu o mistrzostwo z Mocno Wolą dali popis gry z kontrataku gdzie 3-4 podaniami byli w stanie przerzucić akcję spod swojej bramki do bramki przeciwnika. Nie boimy się użyć tego sformułowania, ale East Wind to drużyna która przerosła 1 ligę . Między słupkami mieli najlepszego bramkarza w całej lidze, a w polu grają zwodnicy o ponadprzeciętnych umiejętnościach. Mało która drużyna awansująca z I ligi jest w stanie namieszać w elicie, ale mamy przeczucie że jest to drużyna która odegra znaczącą rolę w przyszłym sezonie w Ekstraklasie. Na drugim miejscu skończyła wspomniana wcześniej Mocno Wola. Meczami z East Windem zaczynali i kończyli zmagania ligowe, więc przez cały sezon mieliśmy korespondencyjny pojedynek pomiędzy tymi zespołami. Ta rywalizacja niejako nakręcała obie drużyny bo zespół Rafała Jagóry zaliczył imponującą serię 11 zwycięstw z rzędu (!) z czego na wiosnę przegrali jedynie mecz z późniejszymi mistrzami. Co jak co, ale na ich meczach nie mogliśmy się nudzić, chłopaki imponowali zaangażowaniem i walką do końca, wiosną często ich mecze kończyły się zwycięstwem jedną bramką, gdzie te zwycięstwa były wywalczone w ostatnich minutach jak w pojedynku z Górką czy Muranowem. W Ekstraklasie mamy już derby Ochoty, Mokotowa, najwyższy czas na derby Woli. East Wind i Mocno Wola zdominowały rozgrywki 1 ligi, a trzecią drużyną która wywalczyła awans jest zespół Annonymmous. Musimy napisać że ten awans stał przez pewien moment pod dużym znakiem zapytania. Po świetnej jesieni plan na rewanże przewidywał nie tyle utrzymanie trzeciej pozycji, co atak na pozycję lidera i w końcowym rozrachunku mistrzostwo ligi. Plan zaczął sypać się już od pierwszego meczu rundy wiosennej. W 4 meczach udało się wygrać jedynie z Białowieską. Od tego momentu zespół Maćka Miękiny grał z nożem na gardle, a momentem przełamania była skromna wygrana 1-0 z konkurentem do awansu - Górką. Mimo że do ostatniej kolejki awans nie był pewny udało się utrzymać trzecią lokatę i Anonimowi mogli świętować promocję do Ekstraklasy. Tuż za podium uplasował się Bulbez Team Bemowo. W przeciwieństwie do Anonimowych rundę rewanżową mogą uznać za udaną i to że nie zdobyli w tym roku medali trzeba zrzucić na wpadki z jesieni. Porażka z odstającym od reszty drużyn Junakiem i Muranowem który jeszcze nie prezentował się tak dobrze co wiosną, czy remis z Saską dają 8 punktów które dałyby awans Bulbezowi. Postawę drużyny z Bemowa należy zaliczyć in plus zwłaszcza że po jesieni bliżej im było do strefy spadkowej niż medalowej. Lepsza postawa w drugiej części sezonu to też poniekąd efekt częstszego pojawiania się na murawie w zielonej koszulce Konrada Kozłowskiego, który dodał tej drużynie sporo jakości. Bulbez to przede wszystkim paczka kumpli którzy na boisku się wzajemnie nie oszczędzają, ale po meczach widać że świetnie się ze sobą czują i jeszcze długo po swoim meczu nie opuszczają boiska przy Grenady. Dużo większe ambicje na pewno miła FC Górka. Start rozgrywek był wręcz wymarzony, 4 zwycięstwa w 5 meczach i pozycja lidera. Potem dopadł ich jakiś niezrozumiały kryzys, przegrali 3 mecze pod rząd i spadli na szóstą lokatę. Podobno w sporcie liczy się powtarzalność, ale chyba nie chodzi o taką jaką zaprezentowała Górka. Na wiosnę zmieniła taktykę, grała z Konradem Litwiniukiem jako lotnym bramkarzem i początkowo dawało to efekty. Ponownie start rundy zaliczyli od serii zwycięstw, lecz w połowie rundy znowu coś się zacięło. Gdy przyszły najważniejsze mecze, z bezpośrednimi rywalami zespół Konrada Litwiniuka dopadała jakaś niemoc. I nie chodzi tylko o brak wyników, ale Górka 2 mecze pod rząd przegrała 0-1. Jakieś fatum ciążyło na zawodnikach bo co jak co ale nie strzelić przez 100 minut bramki na lidze szóstek to jest nie lada sztuka. Wydaje nam się że właśnie w tym momencie Górka straciła już szanse na awans i w przyszłym sezonie muszą coś zrobić by takie wahania formy już nie następowały. W środku tabeli rywalizację w Lidze Fanów skończyła Hiszpania Club de Futbol. I biorąc pod uwagę cały sezon jest to zasłużona pozycja, choć przez chwilę pojawiła się szansa na awans. Trudno było na to stawiać jeszcze na samym starcie sezonu, bo Hiszpanie przegrali pierwsze 4 mecze, a 3 punkty uzyskali poprzez walkower od East Windu. Z czasem się rozkręcili i na pewno żałowali że runda jesienna się skończyła, bo gdyby tak prezentowali się od początku kto wie na którym miejscu by skończyli. Początek wiosny to ciężkie mecze z East Windem i Mocno Wolą w których nie udało się ugrać choćby punktu. Później miało być teoretycznie lżej. Udało się wygrać jedynie 3 mecze a to za mało by myśleć o czymś więcej niż środek tabeli. Jak to południowcy mają w zwyczaju sporo było pretensji do sędziów, ale umówmy się ,Hiszpanie też nóg nie odstawiali i jest to ekipa dla każdej drużyny niewygodna. Tuż nad strefą spadkową uplasował się KS Muranów. Jest to nowa drużyna w Lidze Fanów, ale widząc potencjał w tej ekipie daliśmy im szansę pokazania się od razu w I lidze. Być może zostali wrzuceni na głęboką wodę, ale pomimo słabych wyników na wiosnę nie można napisać że ten zespół znacząco odstawała od reszty stawki. Zawodnicy z Muranowa często stwarzali sobie sporo sytuacji bramkowych, ale nie potrafili ich wykorzystywać przez co na jesieni zapunktowali tylko z Bulbezem, Junakiem i Saską Kępą. Po jesieni można było wysnuć wniosek że jest to drużyna znacznie lepsza od zamykających stawkę ekip, ale nie na tyle dobra by powalczyć z całą resztą ligi. Na wiosnę wyglądało to znacznie lepiej, jeżeli przegrywali mecze to nieznacznie i byli w stanie nawiązać walkę z faworytami, a jeden z lepszych, mimo że przegrany ,mecz zagrali z Mocno Wolą, gdzie dopiero w samej końcówce zespołowi z Woli udało się wydrzeć to zwycięstwo. Muranów to drużyna potencjałem i zdobyte w tym sezonie doświadczenie na pewno zaprocentuje w przyszłym sezonie. Z ligi spada za to Białowieska. Dobry okres skończył się na pięciu wygranych meczach pod rząd na jesienni i to by było na tyle. Na wiosnę drużyna Darka Jaskłowskiego mogłaby powalczyć o wyższe cele, ale plaga kontuzji sprawiła że mieli problem żeby w ogóle zebrać 6 ludzi do gry, nie mówiąc już o wygrywaniu meczów. W rundzie rewanżowej udało się to tylko dwukrotnie z drużynami zamykającymi tabele. Występ Białowieskiej w przyszłym sezonie stoi pod znakiem zapytania, choć mamy nadzieję że po wyleczeniu wszystkich kontuzji przystąpią do rywalizacji. Dwie drużyny w sposób znaczny odstawały od pozostałych w I lidze. Pierwszą z nich jest Junak. To czym zaimponowali to frekwencja w jakiej się pojawiali mimo braku wyników. W ciągu sezonu udało im się wygrać jedynie 2 mecze, a w aż 16 schodzili z boiska pokonani. Mimo to tydzień w tydzień meldowali się na Grenady i podejmowali rękawice. Nie ma się co jednak oszukiwać I liga to obecnie zbyt wysokie progi dla Krzyśka Krzewińskiego i spółki. Bolesne lekcje zebrane w tym sezonie powinny zaprocentować w przyszłym, ale już ligę niżej. Podobny los czeka Saską Kępę. Mimo że zajęli ostatnią pozycję w tabeli nie odstawali aż tak piłkarsko jak Junak, jednak rzadko kiedy pojawiali się w składzie pozwalającym myśleć by cokolwiek w meczu ugrać. Być może gdyby pojawiali się w takim zestawieniu jak na pierwsze mecze w rundzie, obraz ich dyspozycji z całego sezonu byłby zupełnie inny. Saską zapewne czeka kolejna przebudowa, ale podobnie jak Junak będzie się próbowała odbudować ligę niżej.

EKSTRAKLASA

W przypadku Ekstraklasy na starcie mieliśmy 8 drużyn które rozegrały sezon zasadniczy: mecz i rewanż, a później nastąpił podział na grupę mistrzowską i spadkową na wzór rozgrywek polskiej ekstraklasy, z uwzględnieniem podziału punktów po fazie zasadniczej. Już po rundzie jesiennej z rywalizacji wycofał się Skorpion Władysławów, co było dla nas dużym zaskoczeniem, ale ich miejsce zajęła nowa, perspektywiczna ekipa FC Kebavita, która od razu pokazała że w przyszłym sezonie będzie walczyć o najwyższe cele. Po rundzie zasadniczej w grupie mistrzowskiej znaleźli się: Agresywni Ochota, Tur Ochota, Wola United i Promil Mokotów. Ostatnia kolejka zdecydowała że to właśnie Agresywni Ochota zdobyli mistrzostwo, grając najrówniej w tym sezonie. Zdobywając Halowy Puchar Fanów mogą powiedzieć, że to był niezwykle udany dla nich sezon, choć w pojedynkach derbowych, a było ich aż trzy, ledwie raz zremisowali. Tyle że ten remis był na wagę złota i cel jaki postawili sobie w tym sezonie osiągnęli. Swoją drogą w minionych rozgrywkach sposób na ekipę Andrzeje Niemirskiego znalazł tylko rywal zza miedzy. Pozostałe drużyny nie potrafiły przeciwstawić się grze Agresywnych z lotnym bramkarzem który opanowali do perfekcji. Drugi Tur Ochota trochę na własne życzenie przegrał mistrzowski tytuł, tracąc choćby dwukrotnie na jesieni punkty ze Skorpionem który w międzyczasie wycofał się z rozgrywek. Swoją drogą ogólnie jesień w wykonaniu TURa nie była wybitna i kończył pierwszą rundę dopiero na czwartym miejscu. Dopiero na wiosnę zagrał tak jak w poprzednim mistrzowskim sezonie nie przegrywając ani jednego spotkania ale właśnie tych punktów z jesieni zabrakło w ostatecznym rozrachunku i trzeba uznać wyższość lokalnego rywala. Trzecia lokata to Wola United. Faza zasadnicza była bardzo udana i wiele osób wskazywało ekipę Wojtka Żaka jako faworyta do mistrzostwa. I nie ma się czemu dziwić bo przed meczami z drużynami z Ochoty tuż przed zakończeniem fazy zasadniczej wygrali 9 z 12 meczów. Potem przyszła seria porażek, w tym wszystkie trzy w grupie mistrzowskiej i ostatecznie tylko dzięki lepszej pozycji po rundzie zasadniczej brązowe medale trafiły na Wolę, co i tak jest jak na razie największym sukcesem tej ekipy. Tuż za podium wylądował Promil Mokotów. Co tu dużo pisać jesień była fatalna w ich wykonaniu, co tydzień nie było wiadomo kto pojawi się na boisku, dopiero pod koniec rundy coś zaczęło się układać. Wiosna była już lepsza, udało się rzutem na taśmę wejść do grupy mistrzowskiej co już samo w sobie było sukcesem. Nie udało się jednak powtórzyć sukcesu sprzed roku. Promil ma duży potencjał, ale tylko wtedy może w pełni go pokazać gdy na mecze przychodzą wszyscy czołowi zawodnicy. Na pocieszenie pozostało wyróżnienie indywidualne dla najlepszego napastnika w lidze fanów - Bartka Kowalskiego. W grupie spadkowej zagrały Moczymordy, Semper Invicta, GS Zabrodziaczek i FC Kebavita. Moczymordy ostatecznie zajęły piątą lokatę w lidze, ale wiemy że to nie jest szczyt marzeń ekipy Roberta Kuleszy. Przecież jesienną rundę kończyli na trzecim miejscu! Zanotowali jednak zbyt dużo remisów i tych punktów zabrakło im do wejścia do grupy mistrzowskiej, które ostatecznie przegrali w bezpośrednim meczu z Promilem. Ambicje na pewno sięgały wyżej niż walka o utrzymanie, ale od dłuższego czasu Moczymordy nie potrafią nawiązać formą do sezonu w którym zdobywali medale w Lidze Fanów. GS Zabrodziaczek z kolei przekonał się jaka duża różnica jest między pierwszą ligą, a ekstraklasą. Przez cały sezon mimo licznego składu nie potrafili wygrać meczu z ekipami z czołówki, ale niewykluczone że to przetarcie w pierwszym sezonie w elicie da efekty i zebrane doświadczenie zaprocentuje w kolejnym sezonie. Na osłodę ekipa Marcina Pazia ma w swoich szeregach MVP sezonu Krzyśka Lewandowskiego, teraz koledzy muszą do niego równać z formą, a wtedy sukces jest w zasięgu tej drużyny. FC Kebavita jak już wspomnieliśmy zastąpiła Skorpiona i napsuła krwi swoim rywalom, co pokazuje że w przyszłym sezonie mogą być niezwykle groźni. Dla nas piłkarsko jest to zmiana na lepsze bo mają kilku świetnych graczy i jesteśmy ciekawi czy namieszają w czołówce. Co prawda na samym początku przegrali dwa pierwsze mecze, ale z czasem się rozkręcali. Coś czujemy że w przyszłym sezonie gdzie zagrają od początku do końca zakręcą się koło strefy medalowej. Semper Invicta po awansie odbił się od muru i zaliczyła twarde lądowanie. Ekipa z Ursynowa ma potencjał, ale niezwykle rzadko dojeżdżał on na Grenady. Stąd tak słabe wyniki, ale mamy nadzieję że na następny sezon chłopaki bardziej się zmobilizują. Jest to młoda ekipa która lubi się bawić, ale właśnie sztuką jest połączyć dobrą zabawę i dobre wyniki osiągane na boisku.

 


Zapraszamy na nasz profil na Facebooku, gdzie regularnie zamieszczamy newsy, zdjęcia, czy inne ciekawostki z naszych rozgrywek - www.facebook.com/LigaFanow.6tki

 

 

dodaj komentarz

 
Wybierz kolejkę:
7 0

EKSTRAKLASA

Kolejka 9
Wybierz kolejkę:
5 1

I LIGA

Kolejka 9
Wybierz kolejkę:
5 1

II LIGA

Kolejka 20
Wybierz kolejkę:
1 0

III LIGA

Kolejka 20
Wybierz kolejkę:
2 2

IV LIGA

Kolejka 20
Wybierz kolejkę:
4 0

V LIGA

Kolejka 20

Statystyki kolejki

     

    Ankieta

    Czy według Ciebie Reorganizacja Rozgrywek była dobrym pomysłem?
    Czy według Ciebie Reorganizacja Rozgrywek była dobrym pomysłem?
    Aby zagłosować musisz wybrać jedną z odpowiedzi